Po Triduum (smutno)

Już tradycją jest, że gdy zbliża się Triduum Paschalne, na rozmaitych forach zaczynają dyskusje na temat pory rozpoczynania Wigilii Paschalnej. A właściwie nie dyskusje, tylko solidarne narzekanie z przytaczaniem różnych absurdalnych por rozpoczynania tej liturgii. A obok tego jest narzekanie na małą liczbę czytań podczas Wigilii czy ewidentne od lat powtarzające się nadużycia liturgiczne jak adorowanie w Wielki Piątek kilku krzyży.

Mój głos w tych dyskusjach jest niezmiennie optymistyczny. Bo w mojej diecezji (poznańskiej) Wigilia Paschalna rozpoczyna się porządnie. W tym roku zrobiłem prostą rzecz: przejrzałem ogłoszenia parafialne we wszystkich parafiach z mojego dekanatu a potem sąsiedniego. Dekanaty liczą w jednym wypadku 9, w drugim 8 parafii. W każdym była jedna Wigilia zaczynająca się o porze absurdalnej – o 19.00 i o 18.00, jedna zaczynała się 20.00, a we wszystkich pozostałych początek był o 21.00. Taka jest generalnie najczęstsza pora zaczynania Wigilii Paschalne w Poznaniu (a na pewne usprawiedliwienie tej godziny 18.00 można jeszcze dodać, że ta akurat parafia ma również kościół filialny, gdzie była druga Wigilia Paschalna – o 21.00, jedną i drugą obsługiwał ten sam dwuosobowy skład księży).

Trzeba podkreślić tę powszechność późnego (czyli właściwego) rozpoczynania Wigilii. Bo zawsze są jakieś parafie wyjątkowe (gdzie np. proboszczem jest zapalony liturgista), w których dzieją się rzeczy nie dziejące się u innych. Takie parafie nie są niestety argumentem – są kwitowane najczęściej „no, u niego to możliwe”, „on to potrafi”. Jeśli jednak coś się dzieje w absolutnej większości parafii, to oczywiste się staje, że jest to rzeczywiście możliwe wszędzie.

W mojej parafii od dobrych paru lat jest również czytany komplet czytań podczas Wigilii, adorację więcej niż jednego krzyża w Wielki Piątek to sobie jak przez mgłę przypominam sprzed naprawdę wielu lat. Czy jest komplet czytań gdzie indziej, to już nie wiem – porę rozpoczęcia liturgii da się sprawdzić na stronach parafii, ilości czytań już nie.

A więc – optymizm. Nawet parę lat temu pisałem taki tekst pocieszający – zmieniło się u nas, zmieni się gdzie indziej.

W tym roku jednak mój optymizm uległ zachwianiu. Bo zadałem sobie pytanie: ile lat można czekać? Zwłaszcza ile lat można czekać, gdy nic się nie zmienia. Łatwiej jest wprowadzić i utrzymać pozytywną tendencję w ramach jednej diecezji – księża przechodzą z parafii do parafii, więc mają oczywiste argumenty na typowe „nie da się”: „dało się tam, da się i tutaj”. Na tej na przykład zasadzie wprowadzono u nas parę lat temu adorację krzyża w Wielki Piątek przez wszystkich (przedtem była adoracja tylko przez ukazanie krzyża) – przyszedł nowy wikary, który po prostu powiedział: robiliśmy tak w poprzedniej parafii i dało się. No i okazało się, że faktycznie się da. Wikarego już dawno nie ma w parafii (skład zmienił się trzykrotnie), a adoracja krzyża przez wszystkich pozostała.

Ale między diecezjami wymiany księży przecież nie ma. Mogą więc żyć i pewnie żyją w swoim środowisku i pogłębiają przekonanie o niemożliwości, kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy, że czasem zupełnie niedaleko są obszary, gdzie jakoś ta niemożliwość nie istnieje. Gdy więc czytam co roku właściwie te same narzekania, to zaczynam zadawać sobie pytanie: czy kiedykolwiek zmieni się cokolwiek?

W tym roku opublikowano w sieci tekst ks. Blachnickiego dotyczący Triduum. Udostępniany w różnych miejscach ten tekst też stał się powodem do wzdychania (że uwagi sprzed lat kilkudziesięciu są ciągle aktualne). W tym kontekście szczególnie bolesna dla mnie okazała się wiadomość KAI z jednej diecezji, w której podano plan Triduum w lokalnej katedrze. „Liturgii Wielkiej Soboty” (sic!) miał tam przewodniczyć biskup pomocniczy a liturgia miała się zacząć o 18.00. Wiadomość bolesna, bo ten biskup od lat związany jest Ruchem Światło-Życie, prowadził oazy jako wicerektor seminarium, prowadzi je jako biskup. W herbie ma Niepokalaną z Krościenka. Oazowy biskup zaczynający o 18.00 „Liturgię Wielkiej Soboty”! Ks. Blachnicki w grobie się pewnie przewrócił parę razy.

Ja oczywiście zdaję sobie sprawę, że możliwości biskupa pomocniczego są ograniczone, czasem nawet ordynariuszowi ciężko jest przełamać „opór materii”. Ale – serce boli.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Krzysztof Jankowiak

Krzysztof Jankowiak na Liturgia.pl

Mąż i ojciec, od wielu lat w Ruchu Światło-Życie (obecnie w jego gałęzi rodzinnej). Redaktor pisma „Wieczernik”.