Po Wielkim Śpiewaniu

Zakończyło się Western Massachusetts Sacred Harp Convention. Przepiękne doświadczenie, trudne do opisania. Nie umiem o tym pisać, ale niech zostanie parę słów i zdjęć.

Dwa dni śpiewania mają swój rytm. Pieśni dostojne – im wolniej, z tym większą mocą śpiewane. Po nich – mocne westchnienie. Szaleńczo szybkie fuging tunes z wejściami kolejnych głosów, szczególnie chętnie śpiewane zaraz po obiedzie. Nie brakło młodych ludzi, a niekiedy pieśni prowadziły mamy z dziećmi trzymanymi na rękach.

Śpiewanie trwało od 9.30 do 15.30 z krótkimi przerwami i jedną długą na obiad. Nasi gospodarze (zwłaszcza Magda) trudzili się przygotowując dania, z niewielkim udziałem nas – gości. Poniżej – mniejszy stolik z daniami deserowymi.

W niedzielę doszły specjalne punkty. Najpierw Memorial Lesson – przejmujący moment. Najpierw wyczytano nazwiska chorych śpiewaków z całego kraju, zachęcając do modlitwy, po czym zaśpiewaliśmy pieśń w ich intencji. Następnie zostały odczytane nazwiska śpiewaków zmarłych w ostatnim roku. Mówca przypomniał w prostych słowach o śmiertelnym losie człowieka. I znowu pieśń-modlitwa. Na zakończenie dwóch dni śpiewania zabrzmiały dwie zwrotki pożegnalnej pieśni. Śpiewaniu towarzyszyło chodzenie po sali i pożegnalne uściski.

W kilku rozmowach przewinął się ten sam wątek: pieśni z Sacred Harp dotykają spraw, które obecnie bywają pomijane, takich jak cierpienie, śmierć i grzech. Zamieniłem dwa słowa z Mattem Hintonem, reżyserem filmu Awake My Soul. Pretekstem był tekst pieśni, którą poprowadziłem. Ta pieśń jest mi bardzo bliska. Poznałem ją przed laty z płyty zespołu The Boston Camerata, potem nauczyłem się od Tima podczas warsztatów w Jarosławiu. Entuzjastyczna melodia i bardzo mocny tekst, uczący nadziei na życie wieczne. Ożywienie tej nadziei zawdzięczam pieśniom z Sacred Harp i nie mogłem o tym nie wspomnieć Mattowi.

Give joy or grief, give ease or pain,
Take life or friends away,
But let me find them all again,
In that eternal day.
 

Ktoś podszedł do mnie mówiąc, że to była ulubiona pieśń jego śp. matki. Nie zapomnę, z jakim przejęciem śpiewaliśmy niedawno na Freta cytowaną wyżej zwrotkę myśląc o kimś, kto potrzebuje teraz szczególnej modlitwy.

Zabawna rzecz: widziałem twarze znane ze wspomnianego filmu, ale też z występów związanych z filmem Cold Mountain; z kolei ten i ów zaczepiał mnie mówiąc, że widział na YouTube wideo z jarosławskiego śpiewania.

W sobotę wieczorem w gościnnym domu Johna (jego ulubiona pieśń, Mikołaju, to Winter) odbył się tzw. Social – w domu toczyły się rozmowy i nie brakło jedzenia. W stodole przerobionej na miejsce spotkań śpiewano nowe pieśni w stylu shape note. W niedzielę do domu Tima i Magdy zajrzeli przyjaciele i było małe śpiewanie.

Trzeba będzie koniecznie zaprosić kogoś z amerykańskich śpiewaków do poprowadzenia u nas warsztatów. Niech się rozwija polska sekcja Sacred Harp.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.