Po co iść do Jana nad Jordan?

Jaki sens Janowego chrztu rysuje się na kanwie lektury Ewangelii?

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On was będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3. 15 -16, 21 -22)
 
Najpierw lud. Niepewny, chce wiedzieć, kim jest Jan. (Łk 3.15) I się od niego dowie.
Potem kapłani i lewici przybyli z Jerozolimy. Też chcą to wiedzieć. (J 1. 19 – 23) I jakże precyzyjną odpowiedź otrzymają.
Wreszcie Jezus. Jan pomaga Mu pojąć Jego imię i zadanie (J 1. 29 – 34), okazuje się kimś, kto doskonale rozeznaje sprawę imienia i powołania – najpierw swego, a potem z zastanawiającą ostrością Jezusa.
Na końcu uczniowie Jana. Pomaga im rozpoznać Jezusa, a w konsekwencji ich powołanie (J 1. 35 – 36). I nie szkodzi, że odejdą najzdolniejsi.
A potem nowy ciąg, w którym Piotr jest pierwszy. Jezus spotykając go odsłania mu jego imię. (J 1.42)
 
Tajemnica Janowego chrztu, tajemnica chrztu.
 
Medytacji wart jest cały passus (J 1.19 – 42), w którym opisane są pod rząd trzy etapy poznawania własnego ducha – własnego „imienia” i własnego powołania.
 
Pierwszy najbardziej zaawansowany. Kapłani i lewici pytają Jana o jego duchową tożsamość = o jego osobisty związek z Bogiem. Pytają według schematu narzucających się podobieństw: czy jesteś Mesjaszem, Eliaszem, prorokiem? Jan neguje wszystkie wskazane identyfikacje. Wówczas słyszy pytanie: „Co mówisz sam o sobie?” Pytają o samoidentyfikację. Jan okazuje się być kimś, kto zna własne „imię” i własne zadanie.
 
Drugi zupełnie, ale to zupełnie niepowtarzalny. Jezus nad Jordanem zyskuje pełną świadomość Bożego Synostwa i swojego zadania. Tam Bóg odsłania Mu prawdę o tym, kim jest dla Niego Boga Jedynego. Czyż można tu nie medytować nad uszczęśliwieniem Jezusa, gdy Bóg odsłania Mu jego imię – Jego relację  do siebie – kształt jego ducha? Przychodzi do głowy okrzyk zachwytu, który wydaje Adam widząc po raz pierwszy „niewiastę”. „Niewiastę” – swego ducha, a nie po prostu czarującą nagą kobietę.  
 
Trzeci, który zaczyna nowy eon. Szymon słyszy nad sobą słowa Jezusa – „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas.” Słyszy dokładnie to samo, co kiedyś usłyszał Abram, potem Jakub od samego Boga. Jezus nie rozpoznaje imienia Piotra, On je definiuje. Stworzy je dokładnie tak samo jak z Abrama Bóg stworzył Abrahama, z Jakuba Izraela.
 
Cztery symbole: „głosu”, „baranka”, „syna”, „skały” przedstawiają zarysy ducha Jana, Jezusa i Szymona, zarysy kształtu ich najbardziej własnej więzi z Bogiem, im tylko właściwej, uobecniającej się w każdym ich pojedynczym czynie i w całym losie. Taki a nie inny charakter relacji do Boga nadaje zwartość ich osobowościom, ustala jedyność sposobu bycia każdego z nich. On też określa ich misję, powołanie, ich zadania w Bożym planie. 
 
Jest po co iść do Jana Chrzciciela nad Jordan. Warto w perspektywie tego, co Jan Ewangelista relacjonuje, myśleć o tajemnicy chrztu Jana – wodą i o tajemnicy chrztu Jezusa – ogniem, Duchem.

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".