Pochlebstwo

Podobno kardynał Sapieha nie znosił pochlebców. Gdy tylko ktoś zaczynał mu schlebiać, nigdy nie osiągał swoich celów, ale musiał odejść z kwitkiem. Nie trzeba być Sapiehą, aby czuć w pochlebstwie fałszywą nutę. Intuicyjnie stajemy się czujni, gdy ktoś zaczyna na chwalić nagle i bez powodu. Mówimy czasem: „No dobra, a tak naprawdę, o co ci chodzi?”.

W pochlebstwie jest coś wyjątkowo obrzydliwego, ponieważ ma ono nas obłaskawiać, byśmy w końcu się stali narzędziem w wykonaniu jakiegoś misternego planu. Innymi słowy, przez pochlebstwo robi się z kogoś „boga”, by potem ten „bóg” okazał się dla nas łaskawy. Czyste pogaństwo. Pochlebstwo jest więc w gruncie rzeczy bałwochwalstwem.

Pan Jezus odkrył ukryte intencje uczonych w Piśmie. Chcąc, aby i oni je zobaczyli, zareagował bardzo surowo. Wiedział, że z pochlebcami nie ma rozmowy. Pochlebcy pozorują rozmowę i kontakt. Nie jest ważne, co możesz mi powiedzieć, ważne jest, do czego mogę ciebie użyć. Oni nigdy nie mówią prawdy, chyba że za naszymi plecami. Dlatego schlebianie sobie wzajemnie jest najlepszym sposobem budowania fikcji. Pochlebcy nie robią też z reguły nic konkretnego. Prowadzą jakieś zakulisowe gry, które do niczego nie prowadzą. Pan Jezus kochał rozmawiać z tymi, którzy chcieli Go naprawdę o coś zapytać. Gdy widział podstęp i pochlebstwo, natychmiast uchylał się od rozmowy sprytnym wybiegiem.

Dlatego czymś fatalnym jest istnienie pochlebstwa w Kościele. Te całe festiwale pochlebstw przy różnych większych okazjach. „Konkursy” na bardziej wyszukany frazes. Może to być w pewnym momencie tak niestrawne i nieprawdziwe, że nie będziemy w ogóle wiedzieli, na czym w Kościele stoimy. W świecie pochlebstw nie ma prawdy, a ci, którzy rządzą w Kościele, muszą znać prawdę. Inaczej będą jak generałowie, którzy na mapie przemieszczają oddziały w rzeczywistości dawno nieistniejące. Wszyscy przełożeni w Kościele, ale oczywiście dotyczy to nie tylko ich, powinni dbać o to, by nie mieć wokół siebie pochlebców. Z kolei wszyscy inni za swój święty obowiązek powinni uznawać mówienie przełożonym prawdy, nawet jeśli trzeba za to zapłacić dużą cenę. To jest ewangeliczny obowiązek, w przeciwnym razie będziemy żyli w świecie wymyślonym, by po jakimś czasie zorientować się, że jesteśmy w nim sami.

„Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą; tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom” (Łk 6,26).

Mateusz Przanowski OP

(Czytania: Iz 45, 1. 4-6 • 1 Tes 1, 1-5b • Mt 22, 15-21)

Źródło: "W drodze" 10(422)2008.

 

Zobacz także