Podźwignij nas w swoim miłosierdziu

Bóg jest źródłem wszelkiego miłosierdzia. Jeśli więc kiedykolwiek udało się nam być dobrymi lub miłosiernymi, to warto przypomnieć sobie o źródle. Owa dobroć i miłosierdzie nie były naszym dziełem. To nie była nasza zasługa. U początków czynionego przez nas dobra odnajdujemy Boga – źródło wszelkiej dobroci.

Mimo, iż spora część Wielkiego Postu już została za nami, wcale nie jest za późno na stawianie pytań o sposób na owocne przeżycie tego czasu. Nieocenionym pomocnikiem w znalezieniu właściwej odpowiedzi może się okazać modlitwa, która towarzyszy wszystkim częściom niedzielnej liturgii godzin.

Boże, źródło wszelkiego miłosierdzia i dobroci,
Ty nam wskazałeś jako lekarstwo na grzechy post, modlitwę i jałmużnę,
przyjmij nasze pokorne przyznanie się do przewinień, które obciążają nasze sumienia,
i podźwignij nas w swoim miłosierdziu.

Najpierw jesteśmy zaproszeni do uruchomienia naszej wyobraźni. Czytane w trzecią niedzielę Wielkiego Postu w roku A ewangeliczne opowiadanie o spotkaniu Jezusa z Samarytanką przy studni, może nam w tym pomóc. Modlitwa nazywa Boga źródłem. W naszych warunkach klimatycznych nie jest to jeszcze nic wielkiego. Tam, gdzie króluje pustynia, źródło nabiera szczególnego znaczenia. Jest warunkiem przeżycia człowieka. Z Bożego źródła nie wypływa jednak woda, lecz miłosierdzie i dobroć. Na pustyni ludzkich serc są one niezbędne do istnienia człowieka. Bez Bożego miłosierdzia i dobroci, nie ma dla człowieka prawdziwego życia, nie ma radości i pokoju. Bez tego źródła wszystko staje się bez sensu.

Modlitwa zwraca naszą uwagę również na to, że Bóg jest źródłem wszelkiego miłosierdzia. Jeśli więc kiedykolwiek udało się nam być dobrymi lub miłosiernymi, to warto przypomnieć sobie o źródle. Owa dobroć i miłosierdzie nie były naszym dziełem. To nie była nasza zasługa. U początków czynionego przez nas dobra odnajdujemy Boga – źródło wszelkiej dobroci. Zatem początek modlitwy jest okazją do wyznania naszej wiary w miłosiernego Boga. Wyznając tę wiarę oddajemy Bogu to, co do Niego należy. Byłoby wielką nieroztropnością przypisywanie sobie w takiej sytuacji chwały lub szukanie u ludzi wdzięczności za dobro, które nie było z nas.

Dalej dowiadujemy się o bardzo konkretnym przejawie dobroci Boga. Otóż widząc ropiejące rany, zadane człowiekowi przez grzech, Bóg daje mu lekarstwo. Jest to jedno lekarstwo, a nie zamienne, równorzędne lekarstwa. Lekarstwem tym jest post, modlitwa i jałmużna. O tej trójcy słyszymy od samego początku Wielkiego Postu, teraz jednak ze szczególną mocą podkreślona jest jej rola. Post, jałmużna i modlitwa są nam dane przez Boga. Nie wymyślił ich sobie żaden człowiek, nie są tylko wynikiem doświadczeń wspólnoty Kościoła. Bóg sam podaje lekarstwo, które wstrzymuje rozwój choroby i przynosi człowiekowi zdrowie. Inicjatywa pochodzi od Niego. Już nas to teraz nie dziwi, bo to przecież Bóg jest źródłem.

Posiadanie jednak skutecznego lekarstwa nie wystarczy do tego, aby pacjent doszedł do zdrowia. Konieczne jest zastosowanie medykamentu. Dopóki przepisany środek będzie nietknięty leżał przy łożu chorego, nie będzie mógł przynieść oczekiwanych skutków. Chory, aby wyzdrowieć, musi po lekarstwo sięgnąć i korzystać z niego tak długo, dopóki choroba ostatecznie się nie cofnie.

Kolejne zdanie z liturgii godzin wprowadza jeszcze jeden warunek uzdrowienia. W wielu sytuacjach jest on najtrudniejszy do spełnienia, mimo iż na pozór jest najbardziej oczywisty. Aby w ogóle myśleć o leczeniu, potrzeba byśmy poczuli się chorymi. Dopóki jest się przeświadczonym o doskonałym zdrowiu, lekarza i lekarstwa omija się z daleka, bo wydają się nie być do niczego potrzebne. Dlatego rozważana modlitwa prowadzi nas do uznania podstawowej prawdy o naszym stanie. Rzeczywiście jesteśmy obciążeni winami. Naprawdę jesteśmy chorzy i gwałtowanie potrzebujemy wypróbowanego lekarstwa.

Pomocą w uznaniu swego stanu zdrowia jest pokora. Tylko dzięki niej możemy uznać konieczność leczenia. Ona pozwala wypowiedzieć otwierające na uzdrowienie słowa: „zgrzeszyłem i sam już nic nie potrafię zrobić; jestem bezsilny”.

Warto pamiętać, że – paradoksalnie – podane przez Boga lekarstwo na chorobę grzechu nie działa samo z siebie. Mówi nam o tym zakończenie modlitwy. To Bóg w swym miłosierdziu podnosi nas z choroby. Lekarstwa nie mają mocy leczenia w sobie. Jednak są konieczne, aby dokonał się nadprzyrodzony proces uzdrowienia.

Można by zatem rzec, że skuteczność Wielkiego Postu, a więc czasu uzdrowienia z grzechów, wynika z przenikania się działania Boga i człowieka. Bóg wskazuje lekarstwo i jest Tym, który sam naprawdę leczy. Człowiek winien uznać swą chorobę i bez ociągania sięgnąć po leki. Istnieje wszakże doskonałe lekarstwo na grzech. Obyśmy nie wahali się z niego skorzystać.

 

Zobacz także