„Pokłon trzech króli” Albrechta Dürera

Św. Mateusz w swojej Ewangelii opowiada: „Gdy zaś Jezus narodził się w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król Żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon»”.

Albrecht Dürer - „Pokłon trzech Króli”[…] Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę (Mt 2,1–11). Oto oni, królowie Dürera, przed obliczem Chrystusa. Dwie władze, dwie potęgi patrzą sobie w oczy i mierzą się ze sobą. Wielkość i przepych tych, którzy przebyli długą drogę, obserwując ciała niebieskie i ufając komecie, i Ten, który ich przyjmuje, nagi, bez dworskiego orszaku, rycerzy i stajennych. Kontrast tak wyraźnie widoczny w ubiorze, w okazałości postaci i trosce o zewnętrzny blichtr otaczający sylwetki królewskie wygasa, gdy tylko skierujemy naszą uwagę na ich twarze. Zastanawiają się nad czymś. Magowie Dürera w porównaniu z innymi elementami tej sceny nie mają w sobie nic, co wyrażałoby adoracje lub zdumienie. Przeciwnie, oni się zastanawiają. Jest to sytuacja do zinterpretowania. Odbyli podróż, spotkali się w Jerozolimie, razem przebyli ostatni odcinek wyprawy, w którą się w pełni zaangażowali, a jednak spotkało ich coś nieoczekiwanego. Są tam, ponieważ przeczuwali, że oto zbliżało się wydarzenie ich życia, którego nie mogli przegapić, że powinni stawić czoła wszelkim niewygodom, aby tylko móc uczestniczyć w świątecznych ceremoniach i uczcić tego króla, o którym prorok pisał: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. (Mt 2,6; por. Mi 5,1). Oczekiwanie się wypełniło, Dziecię znajduje się przed nimi. Czy warto było odbyć taką drogę? Tak, właśnie dysproporcje pomiędzy bogactwem i ubóstwem, pomiędzy mocą i słabością, uświadamiają im, że królewskość nie opiera się na mieczu i wojskach. Wszyscy trzej okazują zakłopotanie: Melchior ofiarujący Dziecku szkatułkę ze złotem uważnie przygląda się twarzy Jezusa; Baltazar dzierżący w dłoni puchar z kadzidłem odwraca głowę w kierunku Kacpra i spogląda na czasze zawierającą mirrę, która Etiop trzyma w prawej ręce; Kacper wydaje się ogarnięty panującym wśród nich zakłopotaniem. Wielcy tego świata mają poczucie widocznej dysproporcji. Wobec Chrystusa nabierają świadomości, że są mali, niewiele znaczący. Dürer niezwykle umiejętnie przekazuje ten kontrast, wprowadzając we wspaniałość i doskonałość form ludzkich postaci (tutaj można zauważyć rezultat lekcji otrzymanej przez malarza podczas pierwszej podróży do Włoch) powiew uczuć i nastroju o psychologicznej wymowie.

Oblicza trzech Mędrców mogłyby pojawić się obok twarzy młodej kobiety z miedziorytu Melancholia. Wyszedłby z tego niewielki szkic interpretujący psychologiczną głębię, myśli i wewnętrzne udręki poszczególnych osób. W uroczysty charakter Pokłonu Trzech Króli Dürer wprowadza elementy niepewności i niepokoju, aby podkreślić dysproporcję pomiędzy człowiekiem a Bogiem. Z tego punktu widzenia Królowie są nadzy. Prezentują się we wspaniałym przyodziewku, lecz Dürer obnaża ich psychologicznie. To bliskość Boga wywołuje zakłopotanie. Czyż podobne doświadczenie nie było udziałem Maryi w chwili, kiedy pojawił się przed nią anioł Gabriel? Zakłopotanie nie jest tym samym co lęk czy dystans, ale raczej oznacza pojawienie się poczucia odpowiedzialności. Bóg wezwał, a teraz oczekuje na odpowiedź. Takie bowiem chwile otwierają szeroko serce na nieprzewidywalność tajemnicy. Są to momenty zagubienia, w których człowiek odczuwa, że nie należy już do samego siebie, ale jest zawładnięty przez tajemnicę; momenty, kiedy wolność zmusza do podjęcia kroków decydujących dla życia. Pokłon Trzech Króli utrwala ten przyprawiający o zawrót głowy stan ducha, jaki powoduje Absolut. Naszym zadaniem jest wczuć się w te myśli, przejść przez te niepokoje i emocje przeżywane przez trzech Magów, które stają się przenośnią, obrazem człowieka stającego przed Bogiem. Nie tylko istnieje radość pasterzy. Albo lepiej: po owej radości przychodzi samotność wyboru, z ryzykiem związanym z podejmowanymi decyzjami. Wobec Boga może nastąpić także rozczarowanie, jak to się zdarzyło bogatemu młodzieńcowi, urażonemu, że powinien sprzedać wszystko, by naśladować Nauczyciela.

Złoto, kadzidło i mirra

DaryWiadomości o Mędrcach są skąpe i fragmentaryczne. Trochę mówią o nich Apokryfy, wiążąc z każdym z nich jakiś inny szczegół. Inne spostrzeżenia pojawiają się od czasu do czasu w tekstach Ojców Kościoła. Jedna z książek, Historia Trium Regum (Historia Trzech Króli) Jana z Hildesheim zbiera całą tradycję, opracowując ją ponownie i przedstawiając w formie opowiadania bogatego w informacje na temat trzech tajemniczych postaci. Jan z Hildesheim należał do zakonu karmelitów; urodził się pomiędzy 1310 a 1320 rokiem, umarł w klasztorze w Marienau w roku 1375. Wykładał na Sorbonie i w różnych ośrodkach w Niemczech. Napisał Historię po roku 1364, odbiegając od ewangelicznego tekstu Mateusza. Antropolog Alfonso Maria di Nola komentując dzieło precyzuje, że jednym z elementów sprawiających, że lektura Jana z Hildesheim jest sugestywna i żywa, jest właśnie kalejdoskopowe przedstawienie Wschodu, zbudowane z wykorzystaniem mozaiki różnorakich i przeciwstawnych źródeł, którymi nierozważnie manipulowano. Królowie przynoszą Jezusowi w darze złoto, kadzidło i mirrę, które Leon Wielki w Kazaniach określa następująco: Ofiarują kadzidło Bogu, mirrę człowiekowi i złoto królowi, świadomie wielbiąc zjednoczenie natury boskiej z ludzką, ponieważ Chrystus, mimo iż istniał w swoich dwóch naturach, nie byt podzielony w swojej potędze. A Jan z Hildesheim cytując Fulgencjusza wyjaśnia: Kadzidło odnosi się do ofiary, złoto do daniny, mirra do pochówku zmarłych. I wiara nigdy nie przestanie ukazywać takiej potrójnej ofiary, dopóki wyznawać będzie, że jeden i ten sam Chrystus jest prawdziwym Bogiem, prawdziwym królem i prawdziwym człowiekiem. Wciąż z Historii Trzech Króli wiemy, że Melchior ofiarował złoto, Baltazar kadzidło, a Kacper mirrę. Darom tym zostaje nadane prorockie znaczenie. Złoto, które według niektórych tekstów zostało przyniesione w postaci złotych monet, przywodzi na myśl zdradę Judasza i trzydzieści monet; mirra odnosi się do szybkiego rytu pogrzebowego w dniu Przygotowania Paschy, gdy Nikodem udał się pośpiesznie do Józefa z Arymatei i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu (J 19,39). Następnie, dodaje św. Jan w swojej Ewangelii: zabrali więc ciało Jezusa i owinęli je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania. Mirra to żywica pozyskiwana z drzewa o tej samej nazwie, rosnącego w południowej Arabii i Abisynii (Etiopii), którą suszono, proszkowano i zamieniano w oleista substancję. W tradycji wschodniej oprócz związków ze śmiercią oznaczała również wiedzę i moc cudotwórczą. Chrystus troszczy się o duszę, ale uzdrawia również ciało. Kadzidło, od dawna używane podczas rytów religijnych, sankcjonuje kapłaństwo i bóstwo. Na obrazie Pokłon Trzech Króli składającym ten dar jest sam Dürer, który maluje siebie w postaci Baltazara. Należy to odczytywać jako akt wiary: uznanie Dzieciątka za prawdziwego człowieka i prawdziwego Boga.

Rzymskie ruiny, łuki i upadek świątyni

RuinyJezus u Dürera rodzi się pośród ruin antycznego świata. Wyobrażenie to nie jest czymś nowym, wchodzi w nurt tradycji, która ma za swoje źródło Złotą Legendę Jacopa da Voragine (Jakuba da Voragine) (około 1228–1298), biskupa Genui, a ponadto przeora całej dominikańskiej Prowincji Lombardii. Jego dzieło opowiada o życiu Chrystusa i świętych, przekazując anegdoty na temat każdego z nich, fakty, które się wydarzyły albo zostały im przypisane, odniesienia do Biblii, wierzenia. Zbiór jest tak obszerny i szczegółowy, że przez wieki stanowił źródło dla pisarzy, hagiografów i artystów. W rozdziale o „Narodzeniu Pana naszego w ciele” Legenda przytacza następujący epizod: Innocenty III opowiada, że w Rzymie panował pokój przez dwanaście lat i rzymianie zbudowali wspaniałą świątynię na cześć pokoju i postawili tam posag Romulusa. Zapytali Apolla, jak długo będzie trwał pokój. Odpowiedź była następująca: «Aż dziewica porodzi dziecię». Po usłyszeniu odpowiedzi powiedzieli: «To oznacza, że pokój będzie trwał wiecznie», a nie wierząc, że dziewica mogłaby urodzić dziecko, na fasadzie świątyni umieścili pamiątkową płytę z napisem: «Świątynia wiecznego pokoju». Jednak tej samej nocy, gdy tylko Dziewica porodziła dziecię, świątynia runęła aż po fundamenty. Narodzenie Pańskie umieszczone w takich realiach nabiera bardzo wyraźnego symbolicznego znaczenia. Chrześcijaństwo zaszczepia się na wielkiej cywilizacji, ale zapoczątkowuje nową. Świat klasyczny, który poznał, co to przepych, wybitny talent i władza, chyli się ku upadkowi. Wieczność i pokój nie spoczywają w rękach człowieka. Antyczna wielkość musi się zmierzyć z tym Dzieciątkiem. Wśród ruin niektóre łuki ocalały z upadku, inne się rozpadły. Wydaje się, że Durer wykorzystał łuk, oznaczający uroczyste wejście oraz triumf, aby przypomnieć, że historia wchodzi na nową drogę, wkracza w nową kulturę, a związana z łukiem chwała nie będzie już należeć do ludzi, bo ta jest krucha, ale do Boga; a ta chwała jest naznaczona wiecznością. Właśnie łuk znajdujący się w tle, po prawej stronie, otwiera drogę prowadzącą do miasta widocznego w oddali. Ewangelia św. Mateusza wspomina zachętę Jezusa z kazania na górze, gdy głosił On tłumom królestwo Boże: Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. […] Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie (Mt 5,14–16).

Pojawienie się owadów i kwiatów

Kwiat, motyl i świerszczDürer uwielbia ubogacać swoje obrazy różnymi drobnymi szczegółami. Na obrazie Pokłon Trzech Króli znajdujemy trzy zadziwiające szczegóły. W lewym dolnym rogu malowidła na jednej z ruin usiadł motyl, a w pobliżu spaceruje czarny świerszcz. W prawym rogu na kamiennym stopniu pojawia się chrząszcz, popularnie zwany jelonkiem. W obu przypadkach obok owadów w szczelinach budowli wyrosły kwiaty. Każdy element wzmacnia znaczenie narodzin Chrystusa, ukazując przeznaczenie Syna Bożego i ludzi. Wcielenie przynosi zainteresowanie konkretnym życiem i stanowi obietnice na przyszłość. W języku symboli kwiat oznacza piękno i chwałę ziemską, przypomina dzieciństwo i przywołuje na myśl raj. Gdy na dodatek pojawia się kwiat w formie kielicha, oznacza to podkreślenie gotowości przyjmowania darów nieba. Chrystus jest tym darem i obiecuje to wszystko ludziom, którzy Go przyjmą. Motyl, właśnie dlatego, że powstaje z poczwarki, a potem ukazuje się w swojej lekkości, dla starożytnych symbolizował duszę. Grecki słownik zarówno dla określenia duszy, jak i motyla używa tego samego słowa: psyche. Ojcowie Kościoła uważali motyla za obraz zmartwychwstania.

ChrząszczTak też i świerszcz, który wychodzi z ziemi i jelonek, który jak wszystkie chrząszcze wychodzi na światło dzienne, przebijając powłokę ochronną, przypominają zstąpienie Chrystusa do piekieł i opuszczenie grobu w celu głoszenia zwycięstwa nad śmiercią.

(źródło: Giovanni Santambrogio, Bruno forte, Dariusz Chodyniecki, Kolory Bożego Narodzenia: tajemnica Wcielenia w interpretacji sześciu wielkich malarzy, Kielce 2002)

 

Zobacz także