Pomiędzy źródłem a szczytem (12)

„Przekazywanie czynności liturgicznych przez radio i telewizję, zwłaszcza gdy chodzi o Mszę świętą, powinno się odbywać w sposób dyskretny i godny, pod kierunkiem i odpowiedzialnością kompetentnej osoby, wyznaczonej do tego przez biskupów.” [Sacrosanctum concilium, 20]

Pewnie dla wielu liturgistów i teologów kwestia transmisji celebracji czy obecności liturgii w mediach jest zupełnie nieistotna. Wydaje mi się jednak, że pod względem praktycznym – szczególnie w dobie panmedializacji – problem podniesiony przez ojców Vaticanum II rzeczywiście zaczyna być zauważalny. Chciałbym poruszyć dwie kwestie, które nasuwają mi się w związku z powyższym punktem.

Po pierwsze: problem transmisji celebracji liturgicznych w mediach (radio, telewizja, internet). Wspomnę trzy obrazy. Pierwsze dotyczy liturgii konsekracji bazyliki w Licheniu (2004). Moim zdaniem: koszmar. Oglądałem mszę w telewizji i przecierałem oczy ze zdumienia, jak bardzo można zagubić istotę rzeczy. Bardzo podobnie oceniam transmisję (i w ogóle: ideę i przebieg) mszy pogrzebowej pary prezydenckiej w Bazylice Mariackiej w Krakowie (2010), gdzie liturgia była dodatkiem do kadrów prezentujących „wielkich tego świata” obserwujących (bo uczestnikami nie potrafię ich nazwać) mszę. I trzecie wspomnienie, tym razem ze Stanów Zjednoczonych. Od jakiegoś czasu większość konsekracji biskupich w Stanach jest transmitowana na żywo w internecie. Oglądałem kilka takich transmisji i muszę przyznać, że – pomijając typowy dla Amerykanów klimat radości, ale de gustibus… – robią dobre wrażenie, nie gubiąc w żaden sposób ducha chrześcijańskiej liturgii.

Dlaczego jest tak, że w Polsce (kraju „katolickim”, cokolwiek to znaczy), transmisje niedzielnych mszy w radio czy telewizji mogą „odbywać w sposób dyskretny i godny”, natomiast wszystkie eventy, typu pielgrzymka papieska, konsekracje znanych swiątyń, pogrzeby „vip’ów”, etc., muszą wpisywać się w telewizyjny pęd ku dynamiczności, „artystycznemu kadrowaniu”, sztucznej dramatyczności? Być może to tylko moje odczucia. Wydaje mi się jednak, że temu nastawieniu ulegają tak reżyserzy (bo domyślam się, że sztab ludzi pracuje nad taką transmisją), operatorzy czy oświetleniowcy, jak i strona kościelna. Nie wydaje mi się, żeby do takiej roboty wybierano w telewizji ludzi szczególnie wierzących. Dlaczego jednak ludzie, którzy czytają lekcje, śpiewają psalmy, przedstawiają wezwania modlitwy wiernych, a nawet księża prowadzący komentarze (jak ich nazwać?), przypominają mi bardziej aktorów, niż dobrze przygotowanych do tej roli chrześcijan?
 
Drugą sprawą są mniejsze uroczystości, takie jak chrzest, ślub czy pierwsza komunia. Pewnie każdy, kto uczestniczył w tego typu celebracjach, może podać dziesiątki przykładów nadużyć: fotografowie pałętający się (to i tak delikatne słowo) po prezbiterium, kamerzyści wciskający obiektyw między celebransa a narzeczonych, itd., itp. Potrafię zrozumieć pragnienie ludzi, by mieć pamiątkę z ważnego dla nich wydarzenia. Rozumiem też coraz mniejszą kulturę osobistą Polaków, wyrażającą się na dziesiątki sposobów, także w braku elementarnego wyczucia w świątyniach. Dlaczego jednak ci, do których należy dbanie o liturgię, nie potrafią się tym tendencjom sprzeciwić? Dlaczego całkiem niegłupie normy (u mnie w diecezji każdy fotograf czy kamerzysta musi przejść odpowiedni kurs dokumentowania ślubu czy pierwszej komunii, by móc to robić legalnie) są całkowicie lekceważone przez księży lub traktowane jedynie jako dodatkowe źródło dochodów (każdy sam może wywnioskować, o co chodzi)?
 

Liturgia jest celem samym w sobie. Transmitowanie jej ma zaś na celu przede wszystkim umożliwienie uczestniczenia w niej tym, którzy z różnych powodów nie mogą być obecni fizycznie. Robienie z mszy przedstawienia podobnego do teatru telewizji czy posiedzenia sejmu musi rodzić sprzeciw człowieka wierzącego. A jednak jeszcze takowego nie usłyszałem. To mi słuch i wzrok szwankuje, czy raczej sensus liturgiae polskich biskupów jest na wakacjach?

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Sebastian Gałecki

Sebastian Gałecki na Liturgia.pl

Filozof, etyk i bioetyk, chrześcijanin, teolog-amator, motocyklista, z urodzenia częstochowianin, poszukiwacz pytań i odpowiedzi.