Pomiędzy źródłem a szczytem (4)

„Bóg, który «chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy» (1 Tm 2,4), «po rozlicznych i przeróżnych sposobach, jakimi niegdyś mówił do ojców przez proroków» (Hbr 1,1), gdy nadeszła pełnia czasu, posłał swego Syna, Słowo wcielone, namaszczone Duchem Świętym, aby głosił Ewangelię ubogim i uzdrawiał skruszonych sercem, jako lekarz «ciał i dusz» oraz Pośrednika między Bogiem a ludźmi. Jego bowiem człowieczeństwo zjednoczone z osobą Słowa było narzędziem naszego zbawienia. Dlatego w Chrystusie «dokonało się nasze całkowite pojednanie z przebłaganym Bogiem i otrzymaliśmy pełnię kultu Bożego». Tego zaś dzieła odkupienia ludzi i doskonałego uwielbienia Boga, które zapowiadały wielkie sprawy Boże spełnione wśród ludu Starego Testamentu, dokonał Chrystus Pan głównie przez paschalne misterium swojej błogosławionej Męki Zmartwychwstania i chwalebnego Wniebowstąpienia. Przez to misterium «umierając, zniweczył naszą śmierć, i zmartwychwstając, przywrócił nam życie». Albowiem z boku umierającego na krzyżu Chrystusa zrodził się przedziwny sakrament całego Kościoła.” [Sacrosanctum concilium, 5]

Chciałbym przyjrzeć się tylko jednemu zdaniu z całego bogatego – w treść i w liczbę wersów – powyższego cytatu. Zdanie to brzmi: „Albowiem z boku umierającego na krzyżu Chrystusa zrodził się przedziwny sakrament całego Kościoła.”

Konstytucja wyraźnie stwierdza o początku „sakramentu całego Kościoła”. Jestem ciekaw, czy ta wieloznaczność – sakrament w sensie chrztu i Eucharysti (przynajmniej) czy sakrament jako „znak”, jakim jest Kościół? – zachowana również w łacińskim oryginale (totius Ecclesiae mirabile sacramentum) była zamierzona, czy jednynie ja ją dostrzegam? Jeśli jednak jest zamierzona, to warto rozważyć dwie kwestie, co niniejszym czynię.

 

Przyjmijmy, że Ojcowie Soboru mieli na myśli sakrament (singularis) Kościoła – co zresztą wydaje się bardziej oczywiste i wprost wynikające z zacytowanego zdania. Sformułowanie to, choć bardzo popularne, nie jest już tak proste i oczywiste w świetle chociażby Katechizmu Kościoła Katolickiego wydanego blisko trzydzieści lat po Sacrosanctum concilium. Tam (punkty 758-769) mówi się o tym, że nie tyle istnieje „zrodzenie się” Kościoła, ile jego „rodzenie”: wielokrotne i ciągłe. Kościół jako znak zbawienia zrodził się w zamyśle Ojca i całej Trójcy przed czasem; ekklesia (zwołanie) rozpoczęło się „w chwili, w której grzech niszczy jedność ludzi z Bogiem oraz komunię ludzi między sobą” jako „reakcja Boga na chaos spowodowany przez grzech”. Kościół zrodził się także w głoszeniu przez Jezusa radosnej nowiny o Królestwie Bożym; również zwołanie Dwunastu i pozostałych uczniów jest prawdziwym początkiem Kościoła. Kościół zaś zrodził się dla świata („ujawnił się publicznie”) po zesłaniu Ducha Świętego. Tak więc owo zrodzenie z boku Chrystusa jest „tylko” jednym z wielu zrodzeń i początków. 

 

A jeśli sobór w zacytowanym zdaniu ma na myśli nie tyle sakrament, co sakramenty Kościoła? Jest to teza – przyznaję – nieco naciągana, piszę o tym, z powodu popularności sformułowania: często można usłyszeć, że z otwartego boku Chrystusa wzięły się sakramenty Kościoła. Jeśli tak jest, to co począć z Ostatnią Wieczerzą? Być może problem ten został już dawno rozstrzygnięty, a jedynie ja w swojej ignorancji nadal rozkminiam temat… Pozwólcie, że chwilę nad tą kwestią spędzę. Czy łamanie chleba w czasie Ostatniej Wieczerzy było pierwszym celebrowaniem sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej? Uroczysta Eucharystia Wielkiego Czwartku pozwala wyprowadzić taki wniosek. Skoro jednak Ostatnia Wieczerza dokonała się przed przebiciem boku Chrystusa na Golgocie, które stanowi początek sakramentów… Może to zatem spotkanie w Emaus dokonało się wokół pierwszej Eucharystii? A może dopiero Dwunastu (Jedenastu?) celebrowało ją po wniebowstąpieniu Pana? 

 

Przyznam, że nie potrafię odpowiedzieć na te pytania, choć osobiście skłaniam się do przyznania, iż chleb i wino w czasie Ostatniej Wieczerzy były realnym, substancjalnym i prawdziwym Ciałem i Krwią Chrystusa – inaczej nasz Pan byłby kłamcą („to JEST moje Ciało”, „Moja krew”). Czy był to jednak sakrament: widzialny znak niewidzialnej łaski? Zabijcie mnie, nie wiem.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Sebastian Gałecki

Sebastian Gałecki na Liturgia.pl

Filozof, etyk i bioetyk, chrześcijanin, teolog-amator, motocyklista, z urodzenia częstochowianin, poszukiwacz pytań i odpowiedzi.