Pomiędzy źródłem a szczytem (5)

„Dla urzeczywistnienia tak wielkiego dzieła Chrystus jest zawsze obecny w swoim Kościele, szczególnie w czynnościach liturgicznych. Jest obecny w ofierze Mszy świętej, czy to w osobie odprawiającego, gdyż «Ten sam, który kiedyś ofiarował się na krzyżu, obecnie ofiaruje się przez posługę kapłanów», czy też zwłaszcza pod postaciami eucharystycznymi. Obecny jest mocą swoją w sakramentach tak, że gdy ktoś chrzci, sam Chrystus chrzci. Jest obecny w swoim słowie, albowiem gdy w Kościele czyta się Pismo święte, wówczas On sam mówi. Jest obecny wreszcie, gdy Kościół modli się i śpiewa psalmy, gdyż On sam obiecał: «Gdzie dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam i ja jestem pośród nich» (Mt 18,20).

Rzeczywiście, w tak wielkim dziele, przez które Bóg otrzymuje doskonałą chwałę a ludzie uświęcenie, Chrystus zawsze przyłącza do siebie Kościół, swoją Oblubienicę umiłowaną, która wzywa swego Pana przez Niego oddaje cześć Ojcu wiecznemu.

Słusznie przeto uważa się liturgię za wykonywanie kapłańskiego urzędu Jezusa Chrystusa, w niej przez znaki widzialne wyraża się, i w sposób właściwy poszczególnym znakom i urzeczywistnienia uświęcenie człowieka, a mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami, wykonuje całkowity kult publiczny.

Dlatego każdy obchód liturgiczny, jako dzieło Chrystusa – Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła, jest czynnością w najwyższym stopniu świętą, a żadna inna czynność Kościoła nie dorównuje jej skuteczności z tego samego tytułu i w tym samym stopniu.” [Sacrosanctum concilium, 7]

Siódmemu rozdziałowi soborowej Konstytucji o liturgii świętej należałoby poświęcić znacznie więcej uwagi, niż tylko jeden wpis. Kto wie, czy pod względem teologicznym nie stanowi on wręcz definicji tego, czym jest chrześcijańska liturgia. Przyjrzyjmy się wobec tego przynajmniej czterem sformułowaniom.

W liturgii „Chrystus zawsze przyłącza do siebie Kościół”. Myślę, że dla osób zajmujących się liturgią jest to oczywiste. Ale dla laików… Czy wy to widzicie? „Chrystus przyłącza do siebie Kościół”. Chrystus – Kościół; podmiotem sprawującym liturgię jest Jezus Chrystus, Kościół (jeśli wolno mi tak powiedzieć) „jedynie” jest dołączany, przysposobiany, „adoptowany” do sprawowania liturgii. Kościół nie tyle celebruje liturgię, co ją współcelebruje. Stosując (czy uprawnioną?) analogię z przepisów Ogólnego wprowadzenia do Mszału Rzymskiego: głównym Celebransem jest Jezus Chrystus, Kościół jest koncelebransem. Nie wyobrażam sobie, jak przy tak ostrym i jednoznacznym postawieniu sprawy, ktokolwiek może jeszcze żądać „kreatywności” Kościoła w tej kwestii – nie mówiąc o „kreatywności” prezbitera lub biskupa, czy nawet „celebrującej wspólnoty”… Jedyną rolą Kościoła może być odczytywanie liturgii sprawowanej przez Chrystusa i wprowadzanie jej do naszej ziemskiej liturgii – tak, by była jak najbardziej doskonałym odbiciem tamtej.

Ojcowie soborowi mówią: liturgia to „dzieło Chrystusa – Kapłana i Jego Ciała, czyli Kościoła”. I znów wieloznaczność. Dzieło Chrystusa = Głowy + Jego ciała (Kościoła) czy też: dzieło Chrystusa + Kościoła? Ryzykując utratę z grona czytelników kilku osób, którym latine non intelligere non placet (pozdrowienia dla Agnieszki 😉 ), znów odwołam się do oryginału. No i… kłopot. Nie jestem latynistą, ale wydaje mi sie, że i tutaj zdanie pozostaje tak samo wieloznaczne. I Christi, i sacerdotis, i corposis jest w dopełniaczu, więc można to sformułowanie przeczytać na oba sposoby (a nawet na trzy, gdyby ktoś złośliwie wstawił przecinek pomiedzy Christisacerdotis). Pójdźmy za mniej intuicyjną interpretacją i zobaczmy, jak niezwykłą teologię daje przeczytanie tego zdania taki oto sposób: „każda celebracja liturgiczna to dzieło Chrystusa: Kapłana i Ciała (Kościoła)”! Kościół w liturgii byłby nawet nie tyle odrębnym podmiotem koncelebrującym (co sugerowałem w poprzednim akapicie), lecz „jedynie” częścią jedynego Celebransa-Chrystusa! Jezus Chrystus wyraża się przy pomocy Kościoła sprawując Swoją Liturgię: tym jest istota owego „przyłączenia” (consociatio).
 
Do tej pory była to tylko moja hipoteza robocza. Zyskuje ona znaczne uprawomocnienie, jeśli przeczytamy kolejny fragment „mistyczne Ciało Jezusa Chrystusa, to jest Głowa ze swymi członkami, wykonuje całkowity kult publiczny”. Od dziecka wciskano mi do głowy, że Kościół to „Mistyczne Ciało Chrystusa”. Bzdura! Mistycznym Ciałem Chrystusa jest Kościół + Chrystus-Głowa (co to za ciało bez głowy? trup, nie?). Liturgia jest działaniem Chrystusa wraz z Kościołem: ani Kościoła bez Chrystusa, ani Chrystusa bez Kościoła (herezja?). Dopiero to współdziałanie można nazwać „całkowitym kultem publicznym”.
 

I ostatnie zdanie: „żadna inna czynność Kościoła nie dorównuje skuteczności” liturgii. Ci, którzy chcieliby zrobić z Kościoła firmę restaurującą zabytki, fundację charytatywną, promotora praw człowieka, najwyższy autorytet moralny – muszą obejść się smakiem. Nie da się, i już! Żadna inna czynność, nawet angażująca cały Kościół, nie dorównuje liturgii pod względem świętości i skuteczności. Tylko sprawowanie liturgii w taki sposób ujawnia jej naturę Oblubienicy i Towarzysza Chrystusa. Od polemiki z przeciwnymi opiniami rozpoczniemy kolejny wpis na temat Sacrosanctum concilium.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Sebastian Gałecki

Sebastian Gałecki na Liturgia.pl

Filozof, etyk i bioetyk, chrześcijanin, teolog-amator, motocyklista, z urodzenia częstochowianin, poszukiwacz pytań i odpowiedzi.