Popycha czy nie popycha, czyli dlaczego będzie mi brakować kolegium

Dziś uczyłem braci łaciny, w tzw. grupie wyrównawczej. Mówiliśmy o zdaniach celowych i dopełnieniowych, czytaliśmy przykłady. Jedno ze zdań brzmiało: Natura impellit nos, ut iucunda appetamus, fugiamus contraria.

Co znaczy: Natura popycha nas, abyśmy szukali tego, co przyjemne, unikali tego, co szkodliwe. Może ładniej byłoby przetłumaczyć, że skłania, a nie popycha, ale przetłumaczyliśmy, że popycha. Jeden z braci zauważył, że to bardzo niechrześcijańskie zdanie. Zasugerowałem, że chodzi tu o naturę, a nie o to, co nad-naturalne, czyli nadprzyrodzone, i że jednak każdy (chyba – dodałem) woli coś, co jest przyjemne, np. dłużej pospać lub zjeść coś smacznego. Na to inny brat powiedział o jeszcze innym: "On to ma odwrót." I kolejny brat dodał: "On albo nie ma natury, albo go nie popycha."

I gdzie ja będę mial takie dyskusje, jak kolegium przestanie istnieć?


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.