Porzucone sutanny…

Jako że niedawno niektórzy łaskawie zaklasyfikowali mnie jako "modernistę" pierwszej krwi, przyszła pora na wodę na młyn dla tradycjonalistów. I choć temat nie do końca liturgiczny, to jednak ważny.

Jako że niedawno niektórzy łaskawie zaklasyfikowali mnie jako "modernistę" pierwszej krwi, przyszła pora na wodę na młyn dla tradycjonalistów. I choć temat nie do końca liturgiczny, to jednak ważny.

Boli mnie bardzo jako świeckiego to, że praktycznie nigdy nie widuję w miejscach codziennego życia (poza kościołem) księdza w sutannie. Księży – owszem – ogólnie widuję. Rozpoznaję ich jednak tylko dlatego, że znam twarze wielu z nich.

Powszechnie duchowni używają (a raczej powinni używać) dwóch strojów – sutanny (ew. uzupełnionej biretem, pasem czarnym (lub innym – jeśli przysługuje przywilej)) oraz koszuli z koloratką. Oczywistym jest, że sutanna, która jest strojem uroczystym, powinna być używana przez księdza na plebani i w kościele, gdy uczy religii, gdy wykłada na fakultecie teologicznym czy podczas pracy w kurii itd. W końcu powinien jej używać, ilekroć pojawia się publicznie w szerszym gronie. Praktyka życia jest jednak inna. Gdy się wjedzie do niejednej kurii , spotyka się raczej duchownych w strojach krótkich. Podobnie na różnych rekolekcjach, konferencjach , szkoleniach czy wykładach…. gdy wchodzi się do takiej kurii albo do takiej teologicznej uczelni, ma się wrażenie obcowania z kościelną instytucją, która tak bardzo pragnie upodobnić się do świeckiego urzędu, tudzież świeckiej szkoły, jakby wręcz uważała je za lepsze i pragnęła się w nie przeobrazić.

W ostatnim czasie bardzo dużo czasu poświęca się kwestii obecności Kościoła w życiu publicznym kraju. Cóż z tego, że hierarchia zabiega o to, by kościół rozumiany instytucjonalnie miał swoje prawa w życiu publicznym, gdy w codziennym życiu i wobec przeciętnych ludzi, sam, bez żadnego nacisku, z tej obecności rezygnuje. Jak bowiem wierni mają przywyknąć do obecność Kościoła i jego kapłanów w życiu codziennym, gdy nie spotykają księży na spacerze, w parku, w sklepie, w autobusie, w kinie, w banku, na poczcie, w księgarni itd. A jednak księża w tych miejsach przecież bywają! Praktycznie nigdy jednak nie są ubrani chociażby w strój krótki. Tworzy to przekonanie o tym, że księża stanowią zamkniętą grupę, oderwaną od realiów świata, podróżującą jedynie drogimi samochodami  – wszak nigdzie ich nie widać. Stąd już tylko krok by obserwując ten podział – sutanna w kościele versus całkowicie świecki strój w innych miejscach – żądać „rozdziału kościoła od państwa” rozumianego jako enklawizacja wszystkiego, co katolickie. Co przykre – tu winowajcami tego kontrastu i rozwarstwienia jest sam kler.

W końcu to zaniedbanie ze strony kapłanów prowadzi do niekomfortowych sytuacji. Znam z widzenia, jak już wspomniałem, wielu księży. Kiedy spotykam ich np. w supermarkecie często nie jestem do końca pewny, czy osoba, którą widzę, to ksiądz. Nie wiem czy mam go pozdrowić po chrześcijańsku. Czy po świecku. A może udać że w ogóle nie znam. Powiedzieć „szczęść Boże !”. A może on sobie tego nie życzy? Przecież ukrywa swoją kapłańską tożsamość?

Ludzie obserwując to zjawisko, które stało się plagą ostatnich dwudziestu lat dorabiają sobie do tego „teologię”. Jedni opowiadają teorie spiskowe, jak to widzieli księdza, jak do tego, czy tamtego domu chodził (i pewnie jeszcze do kochanki – przecież się ukrywa – to ma coś na sumieniu !). Inni – co dużo gorsze – patrząc na to, stwierdzają: ksiądz – zawód jak każdy inny. Jest ksiądz po pracy. Może chodzić jak chce. I tu dochodzimy do sedna problemu. Wierni przestają widzieć w duchownym osobę powołaną, osobę, która we wspólnocie jest kimś, kto się w całości jej poświęca. Widzą człowieka, który po „zrealizowaniu smutnego obowiązku w pracy” wyrywa się z niej i odpoczywa… Pojawia się jak powiedzenie wręcz: „ksiądz jest księdzem tylko przy ołtarzu”. Jest to skutkiem zniknięcia (widocznych) duchownych z codziennego życia wiernych. To wszystko, w mniemaniu wielu osób, uprawnia je, by zacząć księży krytykować i traktować podmiotowo. Zresztą również sam kościół jest wtedy postrzegany jak zwykła firma. Taka, w której się płaci i wymaga, a księdza uważa za zwykłego urzędnika, który walczy o to, by zarobić, a po pracy zdejmuje odzież roboczą i odpoczywa.

Dyskusja z poszczególnymi kapłanami na ten temat napotyka na wielkie opory. Mało tego – jak na ludzi wykształconych padają zwykle wręcz absurdalne i niemerytoryczne argumenty. Ciekawe, że siostry zakonne w wiosnę, lato, jesień i zimą chodzą w habicie.  Chodzą w nim wszędzie. A często mają cięższe prace do wykonania niż duchowni – bo fizyczne. Czyli jednak można. Przez społeczeństwo są zresztą z tego powodu często bardziej szanowane niż kapłani. To one są pozdrawiane i z chrześcijańską radością na pozdrowienia odpowiadają.

Jan Paweł II w 1986 r. w Liście do Kapłanów pisał: Próby zeświecczenia kapłana są dla Kościoła szkodliwe. Nie oznacza to wcale, że kapłan miałby stać z dala od ludzkich problemów osób świeckich: przeciwnie, winien jak najlepiej je poznawać, tak jak Jan Maria Vianney, ale jako kapłan, zawsze w perspektywie zbawienia ludzi i rozszerzania królestwa Bożego. Jest świadkiem i szafarzem innego życia niż ziemskie. Zasadniczą sprawą dla Kościoła jest zachowanie tożsamości kapłana w wymiarze wertykalnym.

Jak pisze w końcu Tomasz Sulewski w Idziemy nr 37/2009 w artykule Nie wystarczy sutanna uboga?: Takie ujęcie tematu pozwala wyraźnie dostrzec, jak bardzo sutanna jest ważna dla osobistej tożsamości kapłana. Idąc ulicą, w tym niezwyczajnym przecież stroju, staje się w oczywisty sposób elementem rzeczywistości, który przyciąga wzrok innych przechodniów. Ale właśnie dzięki tym spojrzeniom, choćby i krytycznym, buduje się w nim świadomość tego, że nie jest wyłącznie jednym spośród tłumu, ale że jest Chrystusowym świadkiem. „Niecierpiące zwłoki jest odzyskanie świadomości, która popycha kapłana do tego, aby być obecnym, dającym się łatwo zidentyfikować i rozpoznawalnym zarówno po osądzie wiary, jak i po osobistych cnotach, jak również po stroju” mówił w tym roku Benedykt XVI podczas Kongregacji ds. Duchowieństwa. Ten zewnętrzny znak przynależności do Chrystusa sam w sobie może być także pomocą dla kapłana w trudnym dziele nieustannej pracy nad sobą. Księdzu w sutannie w naturalny sposób trudniej będzie robić rzeczy, które bez sutanny przyszłyby mu może łatwiej – od przeklinania poczynając, na prywatnych spotkaniach z kobietami kończąc. Może kapłanom czasem wydaje się, że sutanna ich alienuje, że odstrasza wiernych. Tymczasem „Osobowość kapłańska musi być dla drugich wyraźnym i przejrzystym znakiem i drogowskazem. (…) Ludzie, spośród których jesteśmy wzięci i dla których jesteśmy ustanowieni, chcą nade wszystko znajdować w nas taki znak i taki drogowskaz. I mają do tego prawo. Może nam się czasem wydawać, że tego nie chcą. Że chcą, abyśmy byli we wszystkim «tacy sami». Czasem wręcz zdaje się, że tego od nas się domagają. Tutaj wszakże potrzebny jest głęboki «zmysł wiary» oraz «dar rozeznania». Bardzo łatwo bowiem ulec pozorom i paść ofiarą zasadniczego złudzenia” pisał Jan Paweł II w 1979 r.

Ponieważ ciągle mam niedosyt i niestety boję się, że to ciągle za mało, by przekonać niektórych o słuszności tych słów i ich aktualności, chciałbym w końcu przytoczyć słowa Prymasa Tysiąclecia – kard. Stefana Wyszyńskiego, które znalazły się w Liście do moich kapłanów (Paryż 1969 r., tom III, s. 76–77): Nie mogę odłożyć pióra, zanim nie dotknę tu jeszcze jednej sprawy, która ma dla wspólnoty kleru większe, niż się wydaje znaczenie, a dla Ludu Bożego jest społecznym wyznaniem wiary. Mam na myśli sutannę kapłańską. Sutanna nie jest ubiorem w szeregu innych strojów, ale jest wyznaniem wiary przed ludźmi, jest odważnym świadectwem danym Chrystusowi, jest przyznaniem się do Kościoła. Kiedy raz przybrałem ten strój, muszę nie tylko pytać siebie, czy go noszę, ale w rachunku sumienia pytać – jeśli to miałoby się zdarzyć – dlaczego zdjąłem znak wiary i kapłaństwa. Czy z lęku? Ze słabości? Nie! Zdjęcie stroju duchownego to to samo, co usunięcie krzyża przydrożnego, aby już nie przypominał Boga. 

Sutanna jest wiec dla kapłana odpowiednikiem obrączki dla małżonka… a z czym kojarzy się nam ściąganie przez małżonków obrączek na co dzień tłumaczyć myślę, że nie trzeba.

Niech wyjaśni to w charakterystyczny dla siebie sposób Wojciech Cejrowski:

www.dailymotion.com/video/xe6zb7_cejrowski-o-koloratkach_lifestyle

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Łukasz Wolański

Łukasz Wolański na Liturgia.pl

Chemik-biotechnolog. Pasjonat teologii, liturgista-praktyk. Czas dzieli między Legnicę i Wrocław. Szczęśliwie żonaty.