Posłuszeństwo i miłość

Od wczoraj czytam "Dzienniczek siostry Faustyny"... Nazywają ją "szafarką miłosierdzia". Ale, jak zauważam, nie tylko o miłosierdziu Bożym uczy nas św. siostra Faustyna. Uczy nas o wielkiej roli posłuszeństwa.

Posłuszeństwo to dzisiaj niezbyt popularne słowo. Mówimy o „rozwijaniu” się, o wolności osobistej, nawet o „godności”, o „prawach człowieka”. Ale niewiele o posłuszeństwie. Posłuszeństwo budzi w nas nieokreślony lęk. Nie wiemy jednakże, że to jest lęk szatański, który nie chciał (i nie chce) być posłuszny Bogu. I z aktu nieposłuszeństwa uczynił swoją główną broń.

W „Dzienniczku” Faustyny posłuszeństwo jest słowem, które powtarza się bardzo często. Posłuszeństwo, które jest największym z trzech ślubów, posłuszeństwo które jest miarą prawdziwości odczytania woli Bożej i poddania się tejże woli. Posłuszeństwo, które uczy oddawać się Bogu na własność. Szukać Jego woli i pełnić ją. Nie miłość. Ale posłuszeństwo. Miłość  jest odpowiedzią na miłość Boga i wyraża się w posłuszeństwie – przez to dusza „staje się swobodna jak królowa”, nie zatrzyma jej nic, nawet Cherubin z mieczem ognistym, ma dostęp do tronu Boga…

To posłuszeństwo jest bardzo konkretne – wyraża się w posłuszeństwie Kościołowi, przełożonym zakonnym, posłuszeństwie spowiednikom – zastępcom Chrystusa na ziemi. Ta „pieczęć posłuszeństwa” stanowi o prawdzie objawień. Nie raz i nie dwa zabraniali spowiednicy siostrze Faustynie rozmawiać z Jezusem mówiąc, że to są „zwidy”. I ona, przepraszając Jezusa za to, że Go nie będzie słuchać, była im posłuszna… I przez to umacniało się dzieło, które przez nią Chrystus chciał dokonać. A przecież mogła się zbuntować, mogła powiedzieć: „do mnie mówi Pan Jezus. Co będę słuchała jakiegoś księdza czy przełożonej. Oni sami są tylko jego sługami”… Mogła, ale nigdy, przenigdy nie sprzeciwiła się posłuszeństwu, nawet dla wypełnienia tak wyraźnie określonej woli Bożej. Dlaczego? Z tego samego powodu z jakiego Pan, w swojej pokorze poddał się Kościołowi. Aby pełnić wolę Ojca. Został w nim w swoich Sakramentach. Niejako poddał się dłoniom swoich kapłanów… On – „posłuszny aż do śmierci”. „Większą mi oddajesz chwałę przez jeden akt posłuszeństwa, nieżeli przez długie modlitwy i umartwienia” (894) „Największe dzieła w  oczach Moich są bez znaczenia, jeżeli są samowolne; a często są niezgodne z wolą Moją i zasługują raczej na karę a nie na nagrodę” (639) „Czyń tylko to, na co otrzymasz pozwolenie. I dał mi Jezus poznać jak bardzo nie podoba mu się dusza samowolna… (560) I w końcu: „Przyszedłem pełnić wolę Ojca mojego. Posłuszny byłem rodzicom, posłuszny katom, posłuszny jestem kapłanom”. (535)

Chrześcijanin został powołany do pełnienia woli Boga. I ma moc jej pełnienia. A to pełnienie Jego woli jest szczęściem i daje szczęście oraz ściąga błogosławieństwo na świat. Natomiast nieposłuszeństwo to dziedzina szatana. Nawet dla „większego dobra” nie można być nieposłusznym. Przecież Ewa nie dlatego sięgnęła po owoc by z rozmysłem uczynić źle, ale by bardziej rozumieć Boga (jak On znać dobro i zło). Świadomie weszła w nieposłuszeństwo. I straciła wszystko i piękność, i raj, i nieśmiertelność i zrozumienie.

„(..)Dusza, która by nie poddała (…) natchnień pod ścisła kontrolę Kościoła, czyli kierownika, tym samym daje poznać, że niedobry duch ją prowadzi. Kierownik powinien być bardzo ostrożny pod tym względem i doświadczać duszę w posłuszeństwie. Szatan może się okrywać nawet płaszczem pokory, ale płaszcza posłuszeństwa nie umie na siebie naciągnąć; i tu się wydaje cała jego robota(…)”. (939) „Słuchając przełożonych, Bogu jesteśmy posłuszni” (535)

Kiedy wracam myślą do sporów liturgicznych między zwolennikami „prawa” a zwolennikami „miłości”, widzę, że tylko jedno jest wyjście – posłuszeństwo. Bo to posłuszeństwo oczyszcza naszą wolę z nas samych i prowadzi nas do Boga. Nie o przepisy tu chodzi, ale o posłuszeństwo. A jeśli mam natchnienie by zrobić coś innego i wydaje mi się to dobre (nie mówię tu o tych co już w ogóle przestali troszczyć się o świętą liturgię i robią wszystko „byle jak, byle gdzie, byle co, byle już”) to powinienem to oddać pod osąd Kościoła (kierownika, przełożonych, dokumentów!). I jego – Kościoła, nie mój głos, traktować jako decydujący. Tylko w ten sposób może wzrastać chwała Boża na ziemi. Nie przez samowolne dodawanie czegoś, nawet jeśliby było to najpiękniejsze i najmądrzejsze i nawet miłosierne. To posłuszeństwo nadaje kształt naszej miłości. Co więcej – to posłuszeństwo jest prawdziwą miłością. Nie samowola, nawet w imię większego dobra i w imię miłości. Ale właśnie posłuszeństwo.

Nie zdajemy sobie sprawy jak wielkim darem jest nauka Kościoła, sam Kościół. Jest jak prosta droga wśród mglistych ścieżek, jak światło. Posłuszeństwo zaś jest tutaj wiernym przyjacielem. Pomaga wytrwać w trudnościach, podnieść się z upadku, nie zawrócić z drogi, nie pójść niby lepszą  a jednak zgubną drogą. Posłuszeństwo, które ściąga miłosierdzie…

I jeszcze na koniec jedno ważne zdanie. Nie idziemy własnymi siłami – mamy oprzeć się na Nim. Kiedy Mu się poddamy – w posłuszeństwie – On da nam siłę byśmy wzrastali do doskonałości w pełnieniu Jego, a nie swojej woli. Bo On nie ocenia „pomyślności dzieł” ale starania nasze – jak rzekł św. Faustynie.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).