Posłuszeństwo, które prowadzi pod Krzyż

Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, lit. słowa: Hbr 5,7–9; Ps 31,2–6.15–16.20; J 19,25–27 lub Łk 2,33–35

A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,33).

Dlaczego Niepokalana Dziewica, bez grzechu, musiała doświadczyć takiego cierpienia? Dlaczego sam Syn Boży musiał nauczyć się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał (Hbr 5,8)? Patrząc od strony moralnej, to niesprawiedliwe. Dlaczego zatem Bóg każe im, a trzeba powiedzieć, że także innym ludziom sprawiedliwym, doświadczać cierpienia?

Dzisiejsze dwa czytania mówią o dwóch racjach takiej sytuacji. W odniesieniu do Syna Bożego dowiadujemy się, że „nauczył się posłuszeństwa”. Czyżby nie był posłuszny? Ależ przecież mówił o sobie, że Jego pokarmem jest pełnienie woli Ojca i że nie robi niczego, czego by Mu Ojciec nie polecił! Dlaczego więc „nauczył się” posłuszeństwa dopiero przez cierpienie?

Widać nie da się tego nauczyć, jedynie wypełniając wolę Boga w zwykłym działaniu. Trzeba cierpienia, które wnosi coś, czego nie może dać zwykłe życie. Jeżeli przez cierpienie autor Listu do Hebrajczyków rozumie całą tajemnicę paschalną wraz ze śmiercią, na co wskazuje wcześniejsze zdanie: zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości (Hbr 5,7), to w cierpieniu śmierci dokonało się dopiero całkowite oddanie bez pozostawienia dla siebie czegokolwiek. Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego (Łk 23,46). Posłuszeństwo, o jakim pisze autor Listu do Hebrajczyków, odnosi się do całkowitego oddania siebie. Jest ono tożsame z miłością do końca, bez zostawienia sobie czegokolwiek. Tak naprawdę można tego dokonać jedynie w śmierci. Poza nią stale coś pozostaje nieoddane: nasz duch jest w naszym władaniu. Śmierć w tym kontekście okazuje się momentem miłosnego zjednoczenia. I tak chyba jest w objawieniu Jezusa Chrystusa. Mówi przecież nam: kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je (Mt 16,25). Oddaj życie, a je otrzymasz! Przez posłuszeństwo do końca następuje zjednoczenie w nowości życia w zmartwychwstaniu. Jezus Chrystus był pierwszym, który tego doświadczył, i nas do tego doświadczenia wzywa.

Natomiast Maryja usłyszała: A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,33). Cierpienie sprawiedliwego odsłania zamysły wielu. Z dalszej treści Ewangelii wiemy, że tymi wieloma byli przede wszystkim pobożni Żydzi. Ci, którzy się uważali za sprawiedliwych, a innymi gardzili i wytykali ich palcami. Ich przewrotne zamysły nie były dla nich samych wiadome. Dopiero zbrodnia, która dokonała się za ich przyczyną, pozwoliła odsłonić całą przewrotność serca. Pan Jezus powiedział o nich: Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości (Mt 23,28). Dlatego to właśnie oni dopełnili miary nieprawości swoich ojców (zob. Mt 23,32). Ale ta prawda jest uniwersalna. Nie odnosi się ona jedynie do faryzeuszów i w ogóle do Żydów za czasów Pana Jezusa. Odnosi się także do nas samych. I nam się wydaje, że jesteśmy w porządku, jesteśmy uczciwi itd. Ale to jedynie świadczy o tym, że nie znamy siebie i głębi naszej nieprawości, czyli nie znamy w pełni tajemnicy grzechu pierworodnego w nas. Prawdę odsłaniają owoce, jakie przynoszą nasze czyny. Aby je rozpoznać, trzeba mieć w sobie pokorę.

Maryja, podobnie jak Pan Jezus, została nam dana po to, abyśmy sami zobaczyli miarę własnej nieprawości. Cierpienie sprawiedliwego odsłania nam naszą nieprawość. Jeżeli grzeszymy przeciw takiemu samemu grzesznikowi, to właściwie nic się nie dzieje. Okraść złodzieja to nie kradzież. Ale okraść człowieka uczciwego – to prawdziwa kradzież. Okłamać kłamcę to żaden problem. Mieści się to w ogólnej konwencji. Ale okłamać człowieka prawego to świństwo, z którego sobie zdajemy sprawę, jeśli potrafimy uznać swoje kłamstwo. Myślę, że każdy z nas ma w tej dziedzinie własne doświadczenie. Zło popełnione wobec człowieka prawego skręca nas wewnętrznie. Dopiero wówczas widzimy własną nieprawość.

Krzyż Chrystusa ma także nam uświadomić głębię naszego grzechu. Jeżeli doprowadził aż do takiego cierpienia, to jest on ogromną nieprawością. Ale nawet wobec cierpienia Chrystusa i Jego Matki można zamknąć swoje serce, uznając, że to inni, nie my, są winni temu cierpieniu. Można uciekać w pozór własnej porządności. Tak robili faryzeusze, ale właśnie ich Chrystus nazwał obłudnikami i synami szatana.

Aby się stać uczniem Chrystusa, trzeba mieć w sobie pokorę, otwarcie na pełną prawdę o swoim sercu. Maryja jest wzorem takiego otwarcia i dlatego Jezus daje nam Ją za Matkę w naszej drodze do Niego (zob. J 19,27).

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także