Poznajemy Go w wierze

Czwartek III tygodnia okresu wielkanocnego, lit. słowa: Dz 8,26–40; J 6,44–51

Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał (J 6,44).

Nie można uwierzyć w Jezusa w sposób naturalny. Wiara w Niego ma swoje źródło w Ojcu, który pociąga. Praktycznie rzecz biorąc, tajemnica Jezusa nie jest uchwytna, jeżeli patrzymy na Niego tak, jak na innych ludzi, których spotykamy. Aby Go rozpoznać, trzeba uzyskać wewnętrzne spojrzenie, spojrzenie w sercu, gdzie spotykamy się z Bogiem. Tam właśnie dokonuje się owo „pociągnięcie przez Ojca”. Jeżeli w swoim życiu nie schodzimy na ten poziom komunikacji, nie potrafimy przyjść do Jezusa.

Zazwyczaj wiąże się to z pewną refleksją. Tak reagowała na rzeczywistość Najświętsza Maryja Panna. Święty Łukasz pisze, że zmieszała się Ona na te słowa (anioła) i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie (Łk 1,29). Podobnie później, po urodzeniu Syna i tajemniczej opowieści pasterzy, zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19). Nie było to zwykłe rozważanie intelektualne, ale odczytanie prawdy w kontekście Bożego Słowa. W ten sposób rozpoznał Syna Człowieczego niewidomy od urodzenia, któremu Jezus przywrócił wzrok. Nie samo uzdrowienie pozwoliło mu poznać tajemnicę Uzdrowiciela, ale refleksja oparta na znajomości Pisma. Sama refleksja w tym przypadku była wymuszona przez ataki faryzeuszy. Dopiero tak przygotowany potrafił zobaczyć w Jezusie Syna Człowieczego (zob. J 9,35–38).

Wydaje się, że widzenie i wiara w Jezusa wypływają z głębi serca. Podobnie dzieje się przy spotkaniu ze Zmartwychwstałym. Spojrzenie zewnętrzne nie daje rozpoznania. Dopiero pojawiający się wewnętrzny impuls pozwala rozpoznać Żyjącego. Uczniowie z Emaus mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? (Łk 24,32). To samo odnosi się także do nas. Prawdziwa wiara w Jezusa pojawia się jedynie jako nasza odpowiedź na Boży impuls, pojawiający się w głębi serca.

Także dopiero wtedy prawda o chlebie żywym nabiera w nas mocy. I podobnie jak nie możemy naturalnymi oczami rozpoznać Jezusa, tak nie możemy w naturalny sposób rozumieć nauki o chlebie jako Ciele Chrystusa. On sam mówi nam:

Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata (J 6,51).

Ciało Chrystusa zmartwychwstałego, jakie spożywamy, nie jest naturalnym kawałkiem Jego fizycznego ciała. Ciało dla Żydów nie sprowadzało się do fizycznej konstytucji człowieka, ale oznaczało to wszystko, co wiązało człowieka ze światem, szczególnie w jego bliskich relacjach. Adam zawołał z radością po stworzeniu Ewy: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! (Rdz 2,23). A następnie w Księdze Rodzaju czytamy dalej, że mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (por. Rdz 2,24). Nie stanowili przecież jednego ciała w sensie fizycznym. Jedno ciało małżonków to ich wspólnota, a właściwie komunia, w życiu na świecie. Ich odniesienie do świata staje się takie samo: posiadają wspólny dom i własność, wspólne dzieci, wspólnie noszą ciężar życia i wspólnie przeżywają radości, krzywda jednego uderza w drugiego, radość jednego jest radością drugiego. Jezus, dając nam swoje Ciało, daje nam taką komunię z sobą, a w niej udział w swoim losie, czyli w zmartwychwstaniu.

Spożywając Ciało Zmartwychwstałego, mamy udział w Jego nowym życiu. Podobnie jak w małżeństwie jedność ciała ma swoje bardzo realne konsekwencje, tak i nasza komunia z Chrystusem jest bardzo realna i ma swoje konsekwencje. Warunkiem takiej komunii jest nasza wierność. Zupełnie podobnie jak warunkiem małżeństwa jest wierność aż do śmierci. Jezus, dając za nas swoje życie, nie pozwala nam zginąć w śmierci. Żywiąc się Jego Ciałem i Krwią, żywimy się Jego życiem, które nie podlega śmierci i dlatego nie potrzebuje nieustannego odnawiania przez kolejny pokarm wzmacniający nasze ciało. Dlatego jest to prawdziwy chleb z nieba, a nie jedynie jego symbol.

Warunek wierności odnosi się także do nas. Odkrywając w sercu prawdę o Jezusie, nie możemy sobie dać jej odebrać za żadną cenę, nie możemy pozwolić, aby została w nas zagłuszona. Nasza wierność zasadniczo polega na wytrwałej wierze i nieustannym czuwaniu.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2b, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także