Pozostać dzieckiem, czyli o dojrzałości

Na drzwiach kościoła św. Jacka zawisł afisz z zaproszeniem na noc czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego. Hasło: "Dzieci Boże na wieki". Proponuję dwa spojrzenia na Boże dziecięctwo.

1. Najpierw coś z pozoru poza tematem: pochwała dwóch cnót szczególnie bliskich św. Tomaszowi z Akwinu.

a) Pokora – cnota, która sama jest pokorna, lubi być siebie nieświadoma albo właśnie z prostotą dawać o sobie znać, jak w tej żydowskiej historyjce o chłopcu, o którym mówiono, że jest pokorny jak Mojżesz. Kiedy ktoś zapytał, czy to prawda, odparł: "Tak, jestem pokorny jak Mojżesz". Pokora – poznanie siebie, pogodzenie się z własnymi ograniczeniami. W przeciwieństwie do pychy naznaczona poczuciem humoru – pokora jak szpilka do przekłuwania balonu poczucia ważności własnej osoby.

Z Chestertona (Ortodoksja): Dawna pokora był ostrogą, która pobudzała człowieka, żeby się nie zatrzymywał; nie zaś wystającym z buta gwoździem, który uniemożliwia posuwanie się do przodu. Bo dawna pokora nakazywała człowiekowi wątpić we własne wysiłki, co mogło zachęcać go do zwiększenia wysiłku. Ale nowa pokora nakazuje człowiekowi wątpić we własne cele, a to skłoni go do zaniechania wszelkiego wysiłku (tłum. Adam Szymanowski).

Jak pisze gdzie indziej Chesterton, pokora nie polega na tym, żeby piękne kobiety uważały się za brzydactwa, a ludzie inteligentni za głupców.

b) Wielkoduszność – konieczne uzupełnienie pokory. Przyznaję, że mam przed sobą przestudiowanie tego, co o niej pisze Tomasz. Tutaj tylko cytat z J-P Torrella OP: Im większy jest człowiek, tym większy jest również Bóg. Świadomość własnej małości w obliczu Boga nie przekreśla świadomości własnej wielkości; dlatego pokorze winna towarzyszyć wielkoduszność (Święty Tomasz z Akwinu. Mistrz duchowy, tłum. Agnieszka Kuryś).

2. Dwa aspekty bycia dzieckiem Bożym

a) To, o czym wiele osób mówi z wdzięcznością jako bezcennym odkryciu poznanym przez słuchanie niektórych kazań. Chodzi o poczucie bycia małym bezradnym i bezbronnym dzieckiem wobec czułego Ojca. Dziecko musi dopiero dorosnąć, ma prawo popełniać błędy, a wobec niepowodzeń oczekuje od Ojca pocieszenia i wsparcia.

b) Wątek, o którym gdzieś tu na blogach pisano jako o zapomnianym:

Jest jeden jedyny Syn Boży. Być dzieckiem Boga to znaczy być jakąś niepojętą istotą, nie z tego świata, jakimś gigantem. Próbujemy to wyrazić mówiąc o przebóstwieniu (całkiem sporo modlitw mszalnych tego wątku dotyka). Św. Paweł mówi o dorastaniu do miary Syna Bożego. Takie rozumienie bycia dzieckiem Bożym napawa bojaźnią.

Gdyby nie fatalne skojarzenia, można by mówić o nadczłowieku. Są literackie obrazy pokazujące człowieka, który niejako przerósł sam siebie. Przychodzi mi na myśl zakończenie Człowieka, który był czwartkiem.

3. Szukanie równowagi

Pokora nie ma podcinać skrzydeł. Odczucie własnej słabości nie ma prowadzić do trwałego niedorozwoju.

Stawianie sobie za wzór Syna Człowieczego nie ma powodować roztrzaskania się o skałę nieosiągalnego ideału. Nie ma też prowadzić do fałszywego poczucia, że się osiągnęło doskonałość.

Stąd waga modlitwy o dary Ducha Świętego: prośba, żeby Duch Chrystusa nadawał kształt naszym myślom, słowom i czynom. Żebyśmy mocą Ducha synostwa stawali się Bożymi synami, żebyśmy zasłużyli na miano Bożych dzieci.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.