Prof. Cesare Giraudo o mistagogii i liturgii (2/6)

Uderzała mnie metodologia Ojców Kościoła, którzy twierdzili: „Jeśli chcesz wiedzieć, czym jest Eucharystia, musisz o to zapytać tę modlitwę, którą Kościół od zawsze sprawuje Eucharystię”. Przekonałem się wtedy, że teolog Eucharystii, jeśli chce naprawdę być kimś takim, musi zainteresować się najpierw liturgią...

Małgorzata Gadomska: Wczoraj zamknęliśmy kolejną edycję rekolekcji liturgicznych Mysterium Fascinans – ostatnim akcentem był wykład profesora, poświęcony modlitwie eucharystycznej, powiedziany z dużą pasją, co podbiło nasze serca. Zainteresowanie anaforą aleksandryjską, śś. Ambrożym, Bazylim nabiera innego kontekstu, gdy znamy istotne punkty księdza biografii. Może zaczniemy od początku?

Cesare Giraudo: Kiedy miałem sześć lat, do mojego miasteczka przyjechał młodziutki ksiądz, ks. Andrea Gasparino, który później stał się sławny we Włoszech i za granicą jako założyciel misyjnego zgromadzenia zakonnego i mistrz duchowości. Były to pierwsze lata po wojnie. Ten kapłan przeprowadził „pozytywną rewolucję” w miasteczku, działając z wielkim entuzjazmem, wyróżniając się nabożeństwem do Matki Bożej, troską o ubogich, chorych, o każdego, kto potrzebował pomocy. Powiedział mi: „Ty masz iść do jezuitów”. Nawet nie wiedziałem, kim są jezuici. A jednak w wieku jedenastu lat poszedłem do jezuitów; uczęszczałem do [niższego] seminarium, do liceum, potem w wieku 19 lat wstąpiłem do nowicjatu. Złożyłem śluby i zostałem.

Po studiach filozoficznych poprosiłem o wyjazd na misję i zostałem posłany na Madagaskar. Następnie, po nauczeniu się języka malgaskiego, pojechałem na studia teologiczne do Francji, do Lyon–Fourvière, gdzie miałem takich wykładowców, jak Henri de Lubac, Paul Beauchamp, Xavier Léon–Dufour, i wielu innych. Po święceniach kapłańskich wróciłem na Madagaskar i przez kilka lat pełniłem tam posługę.

Bardzo interesowałem się problemami inkulturacji. Było nas trzech kapłanów pracujących na tym samym terenie: jeden był misjonarzem św. Wincentego a Paulo, a my dwaj byliśmy jezuitami. Ci dwaj byli starsi ode mnie i zajmowali się młodzieżą; ja, najmłodszy, zajmowałem się ludźmi starszymi, bo zrozumiałem, że na Madagaskarze właśnie starsi ludzie są depozytariuszami i gwarantami tradycji. Zadawałem im pytania: „Jakie mity, czyli podstawowe opowiadania teologiczne, przekazali wam wasi przodkowie? Jakie modlitwy odmawiacie w waszych prastarych rytach? Kiedy je odmawiacie? Co mówicie?” Z ich odpowiedzi zrozumiałem, że mają bardzo czystą religię, religię „starotestamentową”, faktycznie „przedchrześcijańską”. Ja słuchałem, zapamiętywałem wyrażenia, pojęcia i kiedy głosiłem kazania, posługiwałem się ich określeniami. Ci starzy ludzie, ci mistrzowie z lasów Madagaskaru pomogli mi lepiej zrozumieć Pismo Święte, a przede wszystkim wymiar ofiary Krzyża. Następnie wrócił do Rzymu, by kontynuować studia liturgiczne i teologiczne.

Nagranie wykładu z Mysterium Fascinans 2011

Pyta się Pani, jak narodziło się moje zainteresowanie liturgią. Powiem krótko. Gdy byłem studentem na Madagaskarze, uczyłem się języka malgaskiego stosując metodę, jaką uczyłem się łaciny we Włoszech. Od czasu do czasu, w chwilach wolnych od nauki języka, czytałem jakiś artykuł o reformie liturgicznej w czasopismach francuskich, które udawało mi się znaleźć. Były to właśnie te lata, gdy w Rzymie trwały prace nad reformą liturgiczną. Pamiętam, że bardzo zainteresował mnie pewien artykuł na temat modlitwy wiernych. Kiedy później zacząłem studia teologiczne, powiedziałem sobie: „Jeśli studium modlitwy wiernych jest tak bogate, kto wie, jak ciekawe i o ile bogatsze będzie studium modlitwy eucharystycznej”.

I tak poświęciłem się badaniu anafor, zwłaszcza kwestii genezy literackiej modlitwy eucharystycznej. Zadawałem sobie pytanie, skąd wywodzi się ta modlitwa. Wyczuwałem, że wywodzi się z modlitw Starego Testamentu, nie bezpośrednio, ale poprzez modlitwy liturgii żydowskiej. Uderzała mnie metodologia Ojców Kościoła, którzy twierdzili: „Jeśli chcesz wiedzieć, czym jest Eucharystia, musisz o to zapytać tę modlitwę, którą Kościół od zawsze sprawuje Eucharystię”. Przekonałem się wtedy, że teolog Eucharystii, jeśli chce naprawdę być kimś takim, musi zainteresować się najpierw liturgią, czyli musi zgłębiać teksty modlitw, aby z nich wydobyć teologię eucharystyczną.

Teraz coraz więcej mówi się na Zachodzie o katechezie mistagogicznej. Jak Ksiądz wyjaśni jej znaczenie?

Katecheza mistagogiczna jest na prawdę ważna. Podzielę się taką refleksją. Dziś wielu księży żali się w takich słowach: „Już nie potrafię utrzymywać kontaktów z moimi wiernymi. Jak tylko zaproponuję spotkanie, oni wyciągają kalendarz, nawet elektroniczny, i stwierdzają, że mają już inne obowiązki”. Ja to rozumiem, ale mówię tym księżom: „To prawda, ale jest też prawdą, że my spotykamy wiernych w każdą niedzielę na Eucharystii. Niestety, wielu wiernych narzeka – i słusznie – że nasze liturgie są często niedbałe, improwizowane. A jednak, nawet jeśli są niezadowoleni, w niedzielę zobaczymy ich w kościele.

Skorzystajmy więc z tej jedynej okazji, jaką jest Msza niedzielna. Żaden polityk we Włoszech czy w Polsce nie może spotykać co tydzień swoich zwolenników, z taką częstotliwością i regularnością. Skorzystajmy z tej okazji, podnieśmy poziom naszych liturgii! Naprawmy oznaki powierzchowności, które pojawiły się przy wprowadzaniu w życie reformy liturgicznej! Reforma liturgiczna wyszła z Soboru Watykańskiego II jako doskonała lub prawie doskonała. Tylko Bóg jest doskonały. Cała bieda polega na tym, że odbiór reformy liturgicznej był straszliwie słaby, sprzyjał tym nadużyciom, które wywołały i nadal wywołują reakcję oburzenia, niekiedy gwałtowną, ale usprawiedliwioną, u tych, którzy określają się jako tradycjonaliści. Dziś liturgia jest chora, a winne są te osoby odpowiedzialne za duszpasterstwo, które – jak powiedziałem – przyjęły reformę w sposób powierzchowny.

Czego Księdza zdaniem zabrakło?

Zabrakło formacji kapłanów i świeckich. Reformę liturgiczną zrozumiano jako prawo do wprowadzania zmian, do wymyślania czegoś ciągle nowego, w niekontrolowany sposób, do realizowania coraz bardziej spektakularnych wynalazków. Zmienia się po to, by zmieniać. Musimy bardzo troszczyć się o formację kapłanów i innych osób zaangażowanych w duszpasterstwo, aby podnieść poziom naszych liturgii, aby poprawić wady i nadużycia. Wtedy wiara znów będzie mogła wyrażać się w celebracjach. W tych dniach [podczas Mysterium Fascinans 2011 – przyp. red.] uczestniczyliśmy w liturgiach dobrze przygotowanych przez śpiew, starannie proklamowane czytania, homilie, modlitwę eucharystyczną bez pośpiechu. Tak wyraża się wiara.

Jeszcze jeden przykład. Reforma liturgiczna dała nam, obok kanonu rzymskiego, trzy inne modlitwy eucharystyczne o wysokim poziomie teologicznym. Dzisiejsi celebransi, przynajmniej we Włoszech, wybierają zawsze tę drugą, ale nie czynią tego ze względu na jej wartość, lecz dlatego, że ich zdaniem ma ona niezaprzeczalną zaletę: jest najkrótsza, nie nuży wiernych. Kiedy wchodzę do zakrystii, rzucam dyskretne spojrzenie na mszał i zauważam, że grzbiet jest popękany, przyniszczony od ciągłego otwierania w tym samym miejscu. Kartki, które zawierają czwartą anaforę, nie zostały nawet porozcinane, a te z kanonem rzymskim są spięte spinaczem. Podsumowując, musimy formować kapłanów, by umieli uchwycić bogactwo teologiczne wszystkich modlitw eucharystycznych. Wtedy będą zdolni prowadzić prawdziwą katechezę mistagogiczną, czyli objaśniać liturgię wychodząc od modlitw i obrzędów, tak aby sprzyjać coraz większemu dojrzewaniu wiary.

Kolejne pytanie nasunął mi wczorajszy wykład profesora. Pojawił się w nim wątek różnic pomiędzy duchowym Wschodem i rozumowym Zachodem. Odczyt zdradził fascynację tym, co odmienne od zachodniej duchowości. Padło m.in. stwierdzenie, że na Madagaskarze nie ma pogan, lecz chrześcijanie i przed–chrześcijanie, i że aby znaleźć poganina, trzeba wybrać się do Europy. Czy na prawdę Zachód jest na straconej pozycji czy nie jest tak, że oba płuca mają sens, jeśli pracują we własnym rytmie?

Wspomniała pani o dwóch płucach. Papież Jan Paweł II ma tę zasługę, że kładł nacisk na to wymowne wyrażenie, wprowadzone przez Rosjanina Wiaczesława Iwanowa. Jak się zdaje, podsunęło mu je doświadczenie jego żony, co potwierdza ich syn. Tej pani, chorej na płuca, na pewien czas zablokowano jedno płuco w celu leczniczym. Po wyzdrowieniu, gdy płuco zostało odblokowane, podobno powiedziała: „Jak dobrze się oddycha dwoma płucami!”. Iwanow pomyślał: „Przed przejściem na katolicyzm oddychałem tylko jednym płucem, płucem prawosławnego Kościoła wschodniego; a teraz, gdy jestem katolikiem, oddycham też zachodnim płucem”. Ta myśl, przedstawiona Papieżowi przez Ojca – przyszłego kardynała – Tomása Špidlíka, uderzyła Jana Pawła II.

Zauważyła Pani, że jestem zafascynowany Wschodem. Faktycznie, Wschód to mysterium fascinans; ale jestem też zafascynowany Zachodem, gdyż kanon rzymski jest przepiękny, choć bardzo trudny. Gdy go zrozumiesz, będziesz w stanie zrozumieć wszystkie modlitwy eucharystyczne. Powinniśmy więc studiować różne tradycje, które uzupełniają się wzajemnie. Słabym punktem tradycji rzymskiej jest to, że jej modlitwy są zbyt „duchowe”, nie wyrażają troski się o człowieka w jego potrzebach materialnych. Natomiast modlitwy wschodnie, zwłaszcza bizantyńskie, uwzględniają człowieka w jego całości. W mojej konferencji podałem kilka przykładów: O co się prosi w nich dla biskupa? O długie życie. O co się prosi dla miasta, w którym się mieszka? Żeby wszyscy mieli dom, pracę, prosi się o jedność w rodzinie, o zdrowie: w sumie, jest to modlitwa za każdego o przemianę w jedno Ciało, włącznie ze wszystkim, co obejmuje ta fundamentalna prośba.

Jest więc rzeczą interesującą odczytanie tradycji Zachodu i różnych tradycji Wschodu. Choć żyjemy na Zachodzie i sprawujemy liturgię rzymską, powinniśmy wyjaśniać naszą liturgię także w świetle liturgii wschodnich. To samo mówię moim studentom ze Wschodu: „Chociaż sprawujecie obrządek wschodni, na przykład bizantyński czy chaldejski, powinniście znać liturgię zachodnią”.

Jeśli chodzi o Madagaskar – jestem zafascynowany Madagaskarem – myślę, że skoro Kościoły afrykańskie otrzymały wiarę z Zachodu, teraz mają „obowiązek restytucji”, oddając do dyspozycji swoje bogactwa duchowe. Na Madagaskarze małe dziecko jest noszone na plecach, najpierw przez matkę, później przez starsze rodzeństwo. Kiedy urośnie, będzie musiało dać zapłatę rodzeństwu, zwaną po malgasku «valim–babèna», czyli ‚zapłata za noszenie na plecach”. Kościoły Afryki i Madagaskaru były noszone na plecach przez Kościoły Zachodu, które teraz czują się stare i zmęczone, potrzebują żywotności i i energii od młodych nowych wspólnot.

Pani zadała mi też pytanie, które nie wprost, ale jest stwierdzeniem: „Także prawosławni mają problemy”. Profesor Robert Taft, który wykłada razem ze mną w Instytucie Wschodnim, gdy spotyka kogoś, kto jest zbyt wielkim entuzjastą Wschodu, zachęca do ostrożności, bo także ludzie Wschodu mają wady, takie same wady, jak ludzie Zachodu, co jest normalne w tym zglobalizowanym świecie. Winniśmy więc rozpoznać nasze wady, naprawić je i wzmocnić nasze zalety.

Zachód wcale nie jest stracony, jeśli nadal będziemy nauczać wiary, przypominać o wartości życia, jak to czynił Jan Paweł II i jak nadal czyni Benedykt XVI, jeśli będziemy przekazywać wiarę także poprawiając jakość naszych liturgii. Podobnie powinny postępować Kościoły wschodnie. Jeszcze jeden przykład. Mówiliśmy o mysterium fascinans, o poczuciu sacrum. Zachód traci poczucie sacrum, nawet podczas uroczystych liturgii, gdzie fotografowie często rządzą się, narzucając wymagania ich sztuki. Studenci mówią mi, że to się zdarza także na Wschodzie. Zarówno my, jak i oni, musimy leczyć te same choroby poprzez coraz lepszą formację w seminariach i poprzez mistagogię wiernych.

Romano Guardini próbował scharakteryzować liturgię za pomocą metafory „świętej gry”. A jak Ksiądz profesor rozumie liturgię?

Nie podoba mi się ten obraz gry. Guardini i inni używają obrazu gry, chcąc powiedzieć, że nasz umysł, nasza osoba potrzebuje obrazów. Podobnie jak dzieci, obdarzone bujną fantazją, potrzebują gier i zabaw, by ją „uruchomić”, tak i my w liturgii doświadczamy czegoś analogicznego, uciekając się do znaków i obrazów. Ja natomiast, mówiąc o liturgii, wolę inspirować się teologią paschy żydowskiej. Kiedy Żydzi spożywali baranka paschalnego, albo gdy dziś w zastępstwie baranka jedzą przaśny chleb, wiedzą, że dzięki temu są obecni podczas przejścia przez Morze, czyli uczestniczą w tej wiecznej teraźniejszości, jaką było przejście przez Morze Czerwone.

Tak też my, chrześcijanie, poprzez komunię z Ciałem sakramentalnym uczestniczymy w ofierze Krzyża „oczyma duszy”, jak mówił Jan Paweł II, albo „na nogach teologicznych”, jak ja lubię mówić, my rzeczywiście wracamy tam, na Kalwarię, w ten pierwszy Wielki Piątek, z Matką Jezusa i Janem, rzeczywiście wracamy do Grobu Zmartwychwstałego w ten poranek pierwszego dnia po szabacie. Gdybyśmy byli przekonani, że to dokonuje się podczas każdej naszej Mszy, przygotowalibyśmy się najlepiej, jak umiemy, nie spóźnialibyśmy się.

Muszę bowiem widzieć się tam „oczyma duszy”, bo tam jestem, muszę tam iść „na nogach teologicznych”, bo tam idę. Te dwa obrazy mówią mi dużo więcej niż „święta gra”. To samo dotyczy liturgii Słowa. Poprzez posługę lektora stajemy się obecni przed Bogiem, który do nas mówi. Gdy lektor czyta, jesteśmy przed Bogiem, który mówi właśnie w tym momencie do zgromadzonej wspólnoty. Szanuję propozycję tych, którzy mówią o świętej grze, ale wolę propozycję Jana Pawła II i rabina Gamaliela (nauczyciela Pawła), który przekazał nam wspaniałą katechezę mistagogiczną o dynamice sakramentalnej paschy żydowskiej, a ta z kolei oświeca dynamikę sakramentalną paschy chrześcijańskiej, czyli Eucharystii.

Rozmowę zarejestrowaliśmy 15 sierpnia 2011 w Wyższym Seminarium Duchownym w Krakowie, na dzień po zakończeniu kolejnej edycji rekolekcji Mysterium Fascinans. Serdecznie dziękuję za tłumaczenie Maciejowi Zacharze MIC i dr Danucie Piekarz.

Prof. Cesare Giraudo SJ – (ur. 1941) W 1960 roku wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Ukończył teologię w Institut Supérieur de Theologie w Antananarivo na Madagaskarze, następnie w 1980 roku otrzymał tytuł doktora teologii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie (Literacka struktura modlitwy eucharystycznej. Esej o genezie literackiej formy). W latach 60. aż 10 lat spędził na Madagaskarze, zajmując się przede wszystkim posługą duszpasterską. Wykładał liturgię sakramentalną oraz teologię na wydziałach teologicznych włoskich uniwersytetów (m.in. Papieski Uniwersytet Salezjański w Rzymie) i uczelni na Madagaskarze. Jest uznanym badaczem kościołów wschodnich.

 

Zobacz także