Proszę pani, czy Bóg nie lubi T-shirtów?

Do kościoła należy przychodzić w stroju godnym, czyli zakrywającym ramiona i kolana. Na te słowa turyści klną, duszpasterze załamują ręce, a upały jak były, tak są. I gdzie w tym wszystkim Jezus miłosierny? – pytali moi uczniowie przed końcem roku szkolnego.

Apel o godny strój w świątyni kończy się przeważnie na uświadamiających kazaniach, względnie ogłoszeniach proboszczów i plakatach wiszących w przykościelnej gablotce, które przedstawiają przekreślone spodenki i inne skąpe części garderoby. No i czasem siłują się z tym tematem katecheci na lekcjach religii. Z różnym skutkiem. Spróbowałam i ja.

Jaką różnicę robi Stwórcy to, że ktoś odsłoni przed Nim ramię czy kolano, skoro On sam te części ciała stworzył? W końcu „wszystko, co Bóg stworzył było bardzo dobre!” – słyszałam od młodzieży.

Spryciarze. Byłam naprawdę dumna, że kojarzą Księgę Rodzaju.

Zapytałam, co w takim razie powstrzymuje nas przed przychodzeniem do kościoła nago? Przecież to z raju rodem!

Dyskusja była długa i burzliwa. Od „oj tam, oj tam” doszliśmy jednak do całkiem mądrych wniosków.

Odpowiedzi na pytanie o to, dlaczego w kościele tak ważny jest właściwy strój i to szczególnie latem, są dwie. Pierwsza – to nic innego jak po prostu kwestia szacunku. Przyjęło się, że ludzie komunikują się, dopasowują do konkretnej sytuacji, wreszcie – wyrażają swój szacunek również przez to, co na sobie noszą.

Na ognisko klasowe jeszcze by mogły przejść wytarte dżinsy i koszulka z napisem „whatever”,  ale na nasz słynny Bal Romantyka czy studniówkę na pewno nie. I wie o tym każdy, nawet ten, któremu przez trzy lata liceum rzeczywiście było wszystko jedno.

Żadna dziewczyna nie pójdzie na randkę w dresie. Człowiek idący na rozmowę o pracę, albo na spotkanie u prezydenta ubierze się z pewnością inaczej niż ten, który postanowił wreszcie sprzątnąć strych. To oczywista oczywistość.

Niestety nawet wśród super gorliwych chrześcijan nie jest powszechna świadomość, że każda msza święta to więcej niż osobiste spotkanie nawet z papieżem, bo czeka na nas żywy Bóg.

Jest w tej sprawie także drugi, ważny aspekt. Chodzi tu nie tylko o szacunek, ale również o wychowanie i ewentualną możliwość zgorszenia innych. Często dzieje się tak, że do kościoła przychodzi kobieta w kreacji do maximum oszczędnej jeśli chodzi o ilość wykorzystanego do jej uszycia materiału. Może myślała, że skromny = skąpy? Dlaczego tak się ubrała? Jak mogła się tak ubrać? – w ten sposób Msza sobie, a poboczne i niekoniecznie pobożne refleksje braci i sióstr w wierze – sobie. Panowie zamiast na księdza i Pana Jezusa skromnie ukrytego w białej Hostii, patrzą na ową damę ze szczególną uwagą, z kolei panie – niemalże z nienawiścią (już tych nóg dłuższych mieć nie mogła?) . I w tym wszystkim „przekażmy sobie znak pokoju”…

Organizowane czasem katolickie warsztaty o modzie z hasłami przewodnimi „schludnie” i „skromnie” budzą zainteresowanie najwyżej wśród zakonnic. Przeciętne nastolatki, jeśli już na takie warsztaty przyjdą nierzadko utwierdzają się w przekonaniu, że katolik to człowiek, który z zasady musi wyglądać jak kościelny, ewentualnie jak gosposia proboszcza. Tym samym zaczynają omijać kościół coraz szerszym łukiem.

Warto jednak zachować spokój. Bóg przenika swoim wzrokiem odzież i wygląd zewnętrzny, bo patrzy na serce i intencje człowieka. Nie jest to bynajmniej odkrycie współczesnej teologii. Wiedział o tym już Stary Testament. Wystarczy przypomnieć sobie powołanie Dawida – ten rudzielec miał metr pięćdziesiąt w kapeluszu, a został wielkim królem Izraela.

Dlatego zamiast tropić totalne, szarobure bezguście, albo brak taktu chrześcijan, warto im pokazać, że dbanie o swój wygląd przed wejściem do kościoła na Mszę po prostu ma sens. Apele o godny strój to nie kolejny przykład na staroświeckość duszpasterską ani też dowód na to, że Pan Jezus, choć miłosierny, nie cierpi szortów i koszulek na ramiączkach i marzy o tym, byśmy gotowali się w upale.

Wszystko po to, by pomóc w budowaniu właściwego kontaktu z Bogiem. On pewnie nie obrazi się na kogoś, kto przyszedł do Niego w japonkach, bo najważniejsze, że w ogóle do kościoła się pofatygował. Ale jeśli chce się z Bogiem wchodzić w dojrzałą relację, warto postać przy szafie pięć minut dłużej by znaleźć odpowiedni strój. W końcu od czegoś trzeba zacząć, a od tego chyba najprościej. Zresztą – żaden facet na ziemi nie ma takiego gustu i smaku jak On.

Wszystkim Uczniom i Nauczycielom życzę dobrych i słonecznych wakacji!


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.
Proszę pani, czy Bóg nie lubi T-shirtów?

Zobacz także

Małgorzata Janiec

Małgorzata Janiec na Liturgia.pl

Teolog i dziennikarka. Na świecie obecna od ponad 30 lat. W szkole jako katechetka – 10 razy krócej. Na lekcjach pyta z pytającymi. Szuka z szukającymi. Wierzy z wierzącymi i wierzy w „niewierzących”. Modli się ze wszystkimi i za wszystkich. Do pracy ma pod górkę. A w pracy uczy siebie i innych, że do nieba idzie się zwyczajnie – pod górkę lub nie – po ziemi.