Przebieraniec

Kapłan, który przewyższa godnością braci, na którego głowę był wylany olej namaszczenia, który był wprowadzony w czynności kapłańskie, wkładając szaty, nie będzie rozpuszczał włosów i nie będzie rozdzierał swoich szat. (Kpł 21.10)

Wówczas najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: „Na cóż nam jeszcze trzeba świadków? Słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje?” 

Oni zaś wszyscy wydali wyrok, że winien jest śmierci. (Mk 14. 63 – 64)
           
Najwyższy kapłan okazuje się przebierańcem, który tylko odgrywa rolę, ale nie jest kapłanem z powołania. Żyje życiem nie swoim, żyje życiem udawanym. Zdradza go nie tylko przedstawienie związane z rozdzieraniem szat, ale nade wszystko pytanie, które stawia Jak wam się zdaje? Gdyby rzeczywiście był kapłanem z ducha a nie ze stroju, wtedy bluźnierstwo wprawiłoby go w święty gniew, który bez cienia wątpliwości wskazywałby na przewidzianą prawem karę – śmierć. Pytanie to byłoby zbędne. Gdyby rzeczywiście był arcykapłanem z ducha, a nie tylko z powodu piastowanej funkcji, to powinien sam znać odpowiedź na pytanie, które stawia Sanhedrynowi. A tak mówi, że Jezus zbluźnił i momentalnie pyta, czy radzie też się tak zdaje. Zachowuje się jak marny aktor niepewny efektu swej gry.
 
Pytanie najwyższego kapłana Jak wam się zdaje? jest mroczne w swych intencjach. Dlaczego je postawił? Ma wątpliwości, co do prawdy swego orzeczenia, czy raczej dopytuje się swoich wspólników o to, czy obrał dobrą drogę do wcześniej wytyczonego celu – zabicia Jezusa w majestacie prawa?
 
Na dnie pytania Kajfasza płacze jego anioł. Po samoprezentacji Jezusa arcykapłan mógł przecież zwątpić w cały ten cyrk, mógł zawahać się, co do swego udziału w tym ukartowanym sądowym mordzie. To wahanie mogło być przelotne jak obłoczek na niebie, ale tyle najwyższego kapłana, ile tej niepewności. Cała reszta jego osoby jest w mocy ciemności.
 
Pomiędzy pytaniem Kajfasza – Jak się wam zdaje? a tym winien jest śmierci rozciąga się dramatyczna pauza. W trakcie jej trwania iluś pewnie podziwia zagranie Kajfasza – no, mistrz, ale miał pomysł: wszystko rozwiązuje. Są zapewne i tacy, których gniewa wykorzystywanie spraw najświętszych i najdonioślejszych, byle tylko ugrać swoje, byle pozbyć się tego Galilejczyka. Iluś na słowa Jezusa uśmiecha się drwiąco. Może jest tam i taki, którzy uwierzył temu wyznaniu, ale nie ma w sobie dość odwagi, by publicznie to wyznać. Wyrok będzie jednomyślny.
 
W trakcie trwania milczenia, które zalega między pytaniem Kajfasza a wyrokiem, tak naprawdę liczą się inni. Okrzyk – winien jest śmierci – wzniosą ci, którzy usłyszą w pytaniu Kajfasza nutę niepewności i odbiorą ją jako niedopuszczalne wahanie, które trzeba zgasić w zarodku, bo uzewnętrznione wszystko zepsuje. Ten spektakl ma widzów i musi się toczyć do z góry ustalonego końca. Tak dobrze zagrał, a teraz miałby sam to zepsuć. Nie wolno do tego dopuścić za żadną cenę. Kajfasz i oni są wspólnikami w złu – jeden zależy od nieprawości drugiego. Udane przedstawienie Kajfasza, cały ten numer z rozdzieraniem szat, z oskarżeniem o bluźnierstwo zachwycił niektórych członków rady. Kajfasz ich znieprawił, bo jego przebiegłość, jego zło wprawiło ich w zachwyt. Teraz oni z kolei pójdą wskazanym tropem pociągając za sobą najwyższego kapłana. Są solidarną szajką, która się wzajemnie w złu umacnia. Krzykną – winien jest śmierci.

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".