Przeboje nagrane w kaplicy

Jak YouTube pomógł mnichom. Austriaccy cystersi z działającego od dziewięciu wieków opactwa prześcignęli Madonnę. Album z chorałami gregoriańskimi dotarł do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych płyt w Wielkiej Brytanii. Teraz trafia do polskich sklepów.

Klip z ich pieśniami widziało już w serwisie YouTube 150 tys. osób, a liczba sprzedanych w Europie płyt zbliża się do 200 tys. To początek – album jeszcze nie miał premiery w USA. Ojciec Karl, rzecznik prasowy położonego dziesięć kilometrów od Wiednia opactwa Świętego Krzyża, codziennie udziela wywiadów. – Dziś widziałem się z dziennikarzem "New York Timesa" i odbyłem kilka rozmów telefonicznych – mówi "Rz". – Nie czuję się jak gwiazda, jestem raczej tarczą chroniącą spokojne życie naszego zakonu.

Mnisi przestrzegają surowej reguły. Wstają o 5.15 rano i modlą się przez dwie godziny. – Po śniadaniu zaczynamy pracę – objaśnia ojciec. – Ja wykładam teologię w naszym seminarium. Przed i po lunchu odmawiamy modlitwy. Później nadchodzi błogosławiona sjesta! O drugiej po południu wracają do pracy, ostatnie modlitwy kończą o dziewiątej wieczorem. Część braci pracuje poza opactwem – w 20 parafiach. Kiedyś zajmował się tym także ojciec Karl. – Nie mogłem wtedy śpiewać chorałów gregoriańskich, bo trzeba to robić w chórze. Nie słychać go też na płycie "Music for Paradise". – Jestem bardzo utalentowany, ale śpiewam za głośno. Do nagrania wybrano 17 braci, którzy dobrze brzmią unisono.

Zakon XXI wieku

Jednak to ojciec Karl był sprawcą całego zamieszania. 28 lutego otrzymał email od znajomego. W wiadomości znalazł tylko zdanie: "Szybko, szybko Karl!" oraz załącznik z ogłoszeniem wytwórni Universal poszukującej wykonawców chorałów gregoriańskich. Nazajutrz przesłał wytwórni link do nagrania śpiewających mnichów umieszczonego w internetowym serwisie YouTube. Skąd zna tę stronę? – Lubię oglądać archiwalne msze papieskie. Nie jesteśmy przybyszami z obcej planety, tylko mnichami XXI wieku. Internet to źródło wiedzy jak średniowieczne biblioteki.

Cystersi prześcignęli 70 innych uczestników konkursu. – Są najlepszym chórem gregoriańskim – tłumaczył Tom Lewis, dyrektor muzyczny wytwórni. – Tworzą magiczne brzmienie, które natychmiast uspokaja i głęboko porusza. – Nie byłem podejrzliwy wobec zamiarów Universalu, bo jestem naiwnym, głupim mnichem, który od 26 lat żyje w zakonie – śmieje się ojciec Karl. – Nie wiedziałem, kim są Eminem i Amy Winehouse. Nie rozumiałem, czemu młodszych braci niepokoi, że nagramy płytę w tej samej wytwórni. Kontrakt gwarantuje, że pieśni nie zostaną niewłaściwie wykorzystane.

Nagranie miało miejsce w jednej z zakonnych kaplic. Zadecydowała świetna akustyka, i fakt, że znajduje się tam ważna relikwia – Święty Krzyż, od którego opactwo wzięło nazwę. – Mnisi wykonali chorały zwróceni twarzami do krzyża i monstrancji. Każdy, kto płytę usłyszy, zrozumie, że było to dla nich religijne doznanie – wyjaśnia zakonnik.

Mecz po modlitwie

Album wypełniają codzienne modlitwy śpiewane po łacinie. Pierwsze dwie części to liturgia pogrzebowa. Mnisi wybrali ją, bo w lutym w ciągu kilkunastu dni zmarło trzech starych braci. W trzeciej części znalazły się modlitwy wieczorne, na końcu – pieśni do Ducha Świętego.

Śpiew to niejedyna specjalność opactwa. Słynie też z wyjątkowo dużej liczby młodych zakonników. Ojciec Karl martwi się, że sukces płyty przyciągnie więcej chętnych. – Nie mamy już wolnych pokoi! Poza 80 mnichami, którzy rekrutują się m.in. spośród byłych biznesmenów i menedżerów, są także seminarzyści, nawet z Afryki i Azji. – Młodzi dołączają do nas, bo jesteśmy bardzo pobożni, wierni papieżowi i katolickiej wierze. Ale jesteśmy też zwyczajni. Mamy siłownię, zgraną drużynę koszykówki i piłki nożnej. Stanowimy harmonijne i radosne środowisko.

Nagrany przez mnichów album trafia w sklepach na półkę z muzyką relaksacyjną. Ojciec Karl nie widzi w tym nic złego. – To nie jest płyta tylko dla katolików. Każdy, kto usłyszy nasze modlitwy, połączy się z czymś nadnaturalnym. I pomyśli, że życie to więcej niż jedzenie, picie i zarabianie pieniędzy.

Szefowie Universalu tłumaczą popularność chorałów tym, że kupujący szukają w muzyce ucieczki od stresu i wyciszenia. Ojciec Karl ma inną teorię: – Tu, na zachodzie Europy, panuje potworny materializm. Byłem w Londynie w związku z promocją albumu. Widziałem na Oxford Street wielu bogatych, ale ani jednej promieniejącej szczęściem twarzy. Ludzie wariują w cywilizacji fast foodów, ona niszczy ich dusze. A każdy z nas ma potrzebę zrozumienia głębszego sensu i celu życia. Wierzymy, że jest nim raj, dlatego nazwaliśmy album "Music for Paradise".

Teraz wielbicieli krążka przybywa. Ale najważniejszy fan poznał się na talencie mnichów wcześniej. Słuchał ich modlitw w opactwie już przed rokiem, podczas wizyty, o którą osobiście poprosił. W zeszłym tygodniu do Watykanu wyruszyła specjalna przesyłka – list i egzemplarz płyty. Ciekawe, jak brzmią chorały w pokojach Benedykta XVI.

Paulina Wilk

Artykuł pochodzi z „Rzeczpospolitej”.

Posłuchaj nagrania:

 

 

Zobacz także