Przed lustrem czyli o istocie sakramentu pokuty i pojednania

Kościół ukazuje nam istotę sakramentu pokuty i pojednania w szerokiej perspektywie wezwania do nawrócenia. W adhortacji apostolskiej Reconcilatio et paenitentia Jan Paweł II pisze, że sakrament spowiedzi jest odczytaniem na nowo wezwania do nawrócenia, z którym do współczesnego człowieka zwraca się Bóg. Owo nawrócenie,metanoia, jest postawą, która charakteryzuje całość życia chrześcijańskiego.

Woda i łzy

Kościół ukazuje nam istotę sakramentu pokuty i pojednania w szerokiej perspektywie wezwania do nawrócenia. W adhortacji apostolskiej Reconcilatio et paenitentia Jan Paweł II pisze, że sakrament spowiedzi jest odczytaniem na nowo wezwania do nawrócenia, z którym do współczesnego człowieka zwraca się Bóg. Owo nawrócenie, metanoia, jest postawą, która charakteryzuje całość życia chrześcijańskiego. Nie jest to jednorazowy akt, towarzyszący decyzji o przyjęciu chrztu, lecz stała egzystencjalna decyzja na trwanie przy Bogu.

Doświadczeniem każdego człowieka jest jednak słabość, ponieważ skarb ten nosimy w naczyniu glinianym. Skarb nowego życia został złożony w człowieku, który nie zawsze, nawet gdy zna prawdę, potrafi dostosować do niej swoje życie. Polski dominikanin, nieżyjący już o. Kalikst Suszyło, napisał w jednym ze swoich wierszy takie słowa: Daj mi Panie Boże żyć jeszcze troszkę, ponieważ jeszcze nie jestem do końca ochrzczony. / Woda chrzcielna jeszcze nie dotarła wszędzie, gdzie dotrzeć powinna. / Jeszcze we mnie jest dużo starego poganina. Na to, by woda chrztu objęła całe ciało starego poganina potrzeba czasu. Potrzeba czasu by dopasować się do tej fundamentalnej postawy chrzcielnej, która jest całkowitym otwarciem na Ojca. Dlatego św. Ambroży pisał o dwóch nawróceniach, które są doświadczeniem człowieka: Kościół ma wodę i łzy, wodę chrztu i łzy pokuty (KKK 1492). To, co jeszcze nie zostało objęte wodą chrztu, stopniowo staje się takim, przez łzy pokuty. Postawa spowiedzi wypływa wprost z postawy chrzcielnej, jak rzeka wypływa ze swego źródła. 

Wady postawy

Jeżeli spowiedź jest ściśle związana z postawą chrzcielną, możemy mówić nie tylko o konkretnym akcie spowiedzi, ale również o postawie spowiedzi, która rozciąga się na całe życie chrześcijanina. Wiadomo, że istnieją pewne wady postawy ciała. Będąc z zawodu rehabilitantem chciałbym, posługując się tą metaforą, opisać przynajmniej dwie z nich, aby następnie wskazać na wzór prawidłowo uformowanej postawy.

Nie ulega wątpliwości, że spotkanie człowieka z Bogiem, w najbardziej szerokim znaczeniu, dokonuje się zawsze w naszej psychice, poprzez nią i dzięki wrażliwości, która jest nam dana wraz z ludzką naturą. Dlatego psychika powinna być zaangażowana w akt spowiedzi, jednak istnieje tutaj pewne niebezpieczeństwo. Adrienne von Speyr, szwajcarska lekarka i mistyczka pisze: Wizyta u psychologa może mi wskazać tylko «sposoby postępowania» odpowiednie w chwili obecnej, które jednak w zmienionej rzeczywistości mogą i muszą podlegać zmianom. Spowiedź natomiast stawia człowieka wobec jego Boskiego przeznaczenia, w obliczu spraw ostatecznych.[1] W spowiedzi pojawia się zupełnie inna perspektywa niż w analizie psychologicznej. Uwzględnia ona nie tylko rzeczy stojące na początku, te, którymi w sposób szczególny zajmuje się psychoanaliza, by poznać przyczyny konkretnych zachowań, lecz również rzeczy ostateczne, czyli definitywne powołanie człowieka w świetle Bożej prawdy. Szczególnie warto to uwzględnić przy rachunku sumienia. Kiedy spoglądamy na nasze wady, nie wystarczy zastanowić się czyja to wina: rodziców, społeczeństwa, wychowania, moja własna, ale należy również postawić sobie pytanie o ostateczny sens mojego życia. To, że ktoś posiada takie czy inne wady, które utrudniają mu życie, nie oznacza, że świętość jest poza jego zasięgiem. Świętość to nie doskonałość i warto tutaj zawsze powracać do słów św. Pawła o „ościeniu dla ciała”, który nas czyni pokornymi. Równie dobrze możemy mówić o „ościeniu dla duszy”, który dźwigamy po to, aby nauczyć się pokory, która jest najprostszą drogą do świętości. Ten punkt widzenia, o którym wspomniała von Speyr, wypływający z głębi doświadczenia wiary jest zgodny z tym, co na ten temat piszą psycholodzy. Polska psycholog Anna Gałdowa pisząc o rozwoju duchowym człowieka i o towarzyszących mu problemach, zauważa: Tym trudnościom i cierpieniom można towarzyszyć, nie trzeba do tego psychologa, ale nie powinno się do nich podchodzić z metodami pomocy psychologicznej. Jak słusznie zauważył Frankl, typowo psychologiczna interwencja może – zmierzając do złagodzenia cierpienia – zahamować lub nawet zniszczyć rozwój duchowy. Cierpienie bywa «ceną», jaką się płaci za rozwój[2]. To bardzo zdecydowane stwierdzenie polskiej psycholog przestrzega nas przed pochopnym zbliżeniami się ze „skalpelem psychoanalizy” do duszy człowieka. Nie wszystko na poziomie psychiki da się wyprostować (albo nie od razu), jednak nie oznacza to, że człowiek nie może dążyć do świętości.

Pierwsza wada charakteryzowała się tym, że traktowaliśmy spowiednika jak specjalistę-psychologa, który ma nam zaproponować konkretną terapię rozwoju. Druga wada jest odwrotnością pierwszej, a mianowicie traktujemy spowiednika jak przyjaciela, do którego przychodzimy na rozmowę, ale właściwie nie oczekujemy od niego żadnej rady. Nie dajemy mu możliwości ingerencji, chcemy się tylko „wygadać”, albo szukamy jedynie potwierdzenia swojego postępowania. Tak naprawdę nie chcemy niczego zmieniać w naszym życiu, wystarczy żeby ktoś nas pożałował, powiedział jak jesteśmy biedni, pogłaskał po głowie, albo po prostu wysłuchał i przytaknął. I znowu podobnie jak w pierwszym przypadku, taka postawa jest częścią składową naszego życia i nic złego w niej nie ma, a nawet jest ona wspaniałym darem dla przyjaciół. Jednak kiedy zamiast dawać nam siłę do podjęcia zmian, lub wytrwania w przeciwnościach, obezwładnia nas, wtedy staje się już wadą. Adrienne von Spyer, która jako lekarz, wielokrotnie rozmawiała z pacjentami, stwierdza, że samo „mówienie” drugiemu o swoim życiu nie pociąga za sobą żadnych dalszych zobowiązań. Wobec mojego słuchacza mogę odczuwać wdzięczność albo zażenowanie. Pozostaję jednak człowiekiem wolnym, (…). Każdy człowiek, znający tylko ludzkie wyznania, zgodnie z własnym uznaniem akceptuje je albo odrzuca, sam czyni takie wyznania też tylko w tej mierze i wtedy, kiedy mu to odpowiada. Spowiadający się natomiast musi z góry wykluczyć wszelkie „odpowiada mi”[3]. Rehabilitant, który jedynie wysłuchiwałby swoich pacjentów zamiast ćwiczyć z nimi, nigdy nie osiągnąłby żadnych wyników.

Bóg sam wyznaczył, raz na zawsze miejsce, – jak pisze Spyer – gdzie chce stosować psychoanalizę wobec grzeszników: jest nim Krzyż i na jego wzór ustanowiona spowiedź [4]. Każdy, kto ćwiczył z pacjentami na sali rehabilitacyjnej wie jak ważne są lustra, przed którymi pacjent wykonując ćwiczenia może korygować swoją postawę. Speyr pisze, że przystępujący do spowiedzi z jednej strony widzą swoje nieudane życie, ciężki los, często zależny od historii rodzinnych, czy też jakieś bliżej nieokreślone fatum, które nad nimi wisi (pierwsza wada). Z drugiej strony widzą siebie samych, oczywiście z pewnymi brakami, ale zasadniczo to nie oni są odpowiedzialni za „całe to zło”, które ich otacza (druga wada). Jedność obu tych elementów, czynów i następstw, sytuacji i winy, dostrzegamy, gdy sam Bóg trzyma przed nami lustro. Tym trzymanym przez Boga lustrem jest Jego Syn, który stał się człowiekiem, podobnym nam we wszystkim oprócz grzechu. Dlatego ten, kto chce się nauczyć spowiedzi, musi się najpierw przyjrzeć życiu Syna Bożego[5]. Jeśli będzie miał odwagę spojrzeć w to lustro, od Niego się dowie, czym jest spowiedź, jak należy rozumieć ją samą i jej działanie.

Przed lustrem[6]

Aby nauczyć się postawy spowiedzi, trzeba spojrzeć na życie Jezusa Chrystusa, który pozostaje naszym wzorem. Adrienne von Speyr opisuje poszczególne momenty w życiu naszego Pana, które są realizacją postawy spowiedzi. Wszystkie sakramenty są odzwierciedleniem życia Pana, tam też znajdują swoją prawdę i prawzór (21).

Całość życia Jezusa jest dla nas wzorem: Można powiedzieć, że na ziemi trwał On przed Ojcem w tej samej postawie, którą wzorowy penitent powinien przyjmować wobec swego spowiednika, Kościoła i samego Boga: w całkowitej, niczego nie skrywającej otwartości, w nieustannej gotowości przyjęcie Ducha Świętego, w pewności znajdowanej nie tylko w sobie samym, lecz w Ojcu i Jego Duchu (21-22). W tym sensie spowiedź, jest nie tylko konkretnym momentem w życiu człowieka wierzącego, jednostkowym aktem spełnianym przez penitenta, ale sensem chrześcijańskiego życia. Akt spowiedzi nie jest czymś odosobnionym: jest raczej koncentracją i ujawnieniem postawy, której nigdy nie powinniśmy się wyzbywać (40).

Syn Boży przyjmuje tę postawę już we Wcieleniu: Syn, mimo, że wie wszystko od wieków, nie zważa na tę wiedzę. Pozostawia wszystko Duchowi i Matce. To jest podstawowy element, który później będzie występował w całej tajemnicy spowiedzi. Wcielenie stanowi preludium spowiedzi już z tej racji, że Dziecko, które dokona kiedyś najpełniejszego wyznania, już w momencie Wcielenia pozwala sobą w pełni rozporządzać do dobra Odkupienia. (…) Ta pierwsza postawa Syna będzie Jego stałą i ostateczną postawą (27). Jest to także postawa penitenta, który pozwala sobą dysponować w zaufaniu Bogu i Kościołowi. Dla praktyki spowiedzi wydaje się tutaj ważna rezygnacja z wszelkich prób usprawiedliwiania się przed spowiednikiem, udowadniania swej niewinności. Syn Boży w milczeniu dziecka przyjął na siebie nasze grzechy. Tajemnica Zwiastowania zaprasza nas do milczenia o wszystkim, co jest nieistotne w wyznaniu grzechów.

Tajemnica Bożego Narodzenia związana jest z aktem rozgrzeszenia. Maryja kiedy Go rodzi owej świętej nocy, rodzi tym samym całą moc rozgrzeszenia, co więcej, akt zrodzenia pokrewny jest udzieleniu absolucji, ponieważ Maryja staje nagle w obliczu nadmiaru Bożej łaski, w zupełnie innej niż dotychczas do niej relacji (28). I znowu moment ten jest przede wszystkim doświadczeniem milczenia i oczekiwania na objawienie się Bożego Miłosierdzia.

Jezus już jako dziecko będzie wskazywał Rodzicom, gdzie zaczyna się Jego sfera obcowania wyłącznie z Ojcem. Najjaśniej okazało się to, kiedy dwunastoletni Jezus poprowadził wyraźną linię graniczną, rozdzielającą prawa Boga i prawa rodziców. (…) Podobne konflikty mogą przeżywać chrześcijańscy rodzice w przypadku duchowego kierownictwa ich dziecka – łatwiej nawet niż w przypadku spowiedzi. (…) Tutaj najwyraźniej przejawia się osobowy charakter spowiedzi, na straży którego stoi urząd Kościoła. Rodzice Jezusa wiedzą, że należy on do Boga, toteż szukać Go mogą tylko tam, gdzie jest Bóg (33). Tajemnica ta wpływa również na przygotowanie do sakramentu spowiedzi. Matka chrześcijańska już wtedy myśli o spowiedzi, kiedy swemu dziecku ukazuje zło i ciężar grzechu. Gdy oczekuje jego wyznania i do niego je przygotowuje, spełnia zadanie matki i chrześcijanki. A kiedy Maryja domaga się od swego Syna pełnej otwartości (On, oczywiście czyni zadość Jej oczekiwaniom), rozumie, że jest to ta sama otwartość, jaką On przejawia wobec Ojca. Niemniej czuwa nad tą otwartością Dziecka względem Niej, stanowi to część Jej matczynych obowiązków wobec Syna, tak samo jak nauczenie Go sznurowania butów (32).

Rozpoczęcie publicznej działalności przez Jezusa związane jest z misją Jego poprzednika Jana Chrzciciela. Z jednej strony Jan Chrzciciel, w jakimś sensie był poprzednikiem Jezusa, z drugiej natomiast przygotował Mu również drogę. Tę podwójną relację odnajdujemy również w postawie przyjmowanej podczas spowiedzi. Z jednej strony spowiedź innego człowieka, na przykład świętego, lub mojego sąsiada, który spowiada się regularnie, może być dla mnie impulsem, który popchnie mnie do konfesjonału. Z drugiej strony nasza indywidualna droga nawrócenia jest związana z innymi wiernymi głębokimi duchowymi więzami, nawet jeżeli nie zdaję sobie z tego sprawy. Kiedy jakiś grzesznik klęka przed konfesjonałem wtedy zadaje sobie pytanie, czy i on nie jest naśladowcą, czy nie utorował mu drogi swoją spowiedzią jakiś święty, jakaś pobożna „dusza”. Czy nie czerpie za skarbca spowiedzi, z nagromadzonej tam i jemu teraz dawanej łaski pokory i otwartości. To samo pytanie można skierować pod adresem relacji między Janem i Jezusem: ciężar Jezusowej misji Ojciec mógł wcześniej już zawrzeć w misji Janowej (38).

Pustynia i Góra Oliwna to dwa miejsca szczególnie związane z misją Jezusa. Przed rozpoczęciem działalności publicznej udaje się On na pustynie i w noc poprzedzającą Mękę na Górę Oliwną. Pustynia to kontemplacja nastawiona na działanie, to moment zwycięstwa ze słabością, przygotowania do spełnienia zadania. Góra Oliwna to znowu kontemplacja, ale nastawiona już nie na działanie, na zaczerpnięcie potrzebnych do niego sił, lecz na śmierć (47). W tej tajemnicy spotykamy się z prawdą, że z niektórymi grzechami, pokusami lub doświadczeniami w naszych duchowym życiu przyjdzie nam walczyć i prosić o potrzebne do tego siły, a niektóre będziemy musieli znosić z cierpliwością. Obie postawy mają swoją wartość prowadzącą nas do Boga. Syn chce pokazać Ojcu, że Jego wola ma dlań równie bezwzględne znaczenie w działaniu, co i w cierpieniu (48).

I wreszcie tajemnica Krzyża. W wysiłku wymaganym od człowieka tym, co ostatecznie decyduje, nie jest grzech. Swoim wyznaniem człowiek zaświadcza, że zrozumiał coś z tego, co Pan uczynił dla niego na Krzyżu i czego przy każdej Komunii ponownie dlań dokonuje (56). Tak więc wszystko koncentruje się na Krzyżu. Poprzednie etapy dążą do aktu wyznania, którego dokonuje Syn wobec Ojca na Krzyżu. To wyznanie pozostaje dla nas wzorem postawy przyjmowanej przez penitenta podczas spowiedzi. Kiedy grzesznik wyznaje swe przewinienia na spowiedzi, wówczas między nim i grzechem zachodzi podwójna relacja: uznając i wyznając swoją winę utożsamia się z nią, a zarazem uznaje siebie za grzesznika. Uznając jednak winę za swoją i tylko za swoją, równocześnie dystansuje się od niej przez akt żalu. Do całkowitego uwolnienia się od winy prowadzi właśnie całkowite przyjęcie jej na siebie przez uznanie jej i żal. Grzesznik po to wyznaje swoją winę, żeby się z niej oczyścić. Wiąże się z nią po to, by się od niej uwolnić (22).

***

Jezus w całym swym życiu pozostawił nam wzór postawy spowiedzi. Jego Krzyż jest lustrem, w którym powinniśmy się przeglądać, dlatego też należy pamiętać o tym, że w spowiedzi powinniśmy zawsze szukać bardziej Boga niż siebie. I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. (Hbr 12, 1-2)

Tekst ukazał się wcześniej  w rosyjskim czasopiśmie "Raduga". 

 


[1] A. von Speyr, Spowiedź, Poznań 1998, 16.

[2]A. Gałdowa, Problem tożsamości w życiu duchowym, [w:] Jeśli Bóg jest…. Księga jubileuszowa na siedemdziesiąte urodziny o. prof. J.A. Kłoczowskiego, Kraków 2007, 286.

[3] A. von Speyr, op. cit., 17.

[4] A. von Speyr, op. cit., 14.

[5] A. von Speyr, op. cit., 18.

[6] A. von Speyr, op. cit., 19-63. 

 

 

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.