Przyjąć Boga w pokorze

Poniedziałek XXXI tygodnia zwykłego, lit. słowa: Rz 11,29–36; Łk 14,12–14

O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! (Rz 11,29).

Normalnie wydawałoby się nam, że jeżeli ktoś jest bliski właściwego pojęcia Boga, zna podane przez Niego zasady życia, zna Jego zamiar, perspektywę zmartwychwstania, wyznaje wiarę w takiego Boga i jest w stanie dla tej wiary dużo wycierpieć, to powinien w naturalny sposób przyjąć Go, gdy przyszedł do swojego ludu i swoim życiem pokazał, że właśnie dokonuje się to, na co w wierze wszyscy oczekiwali.

Okazuje się jednak, że jest zupełnie inaczej: ci, którzy byli bliscy w wymiarze pojęć i wyobrażeń, odrzucili Jezusa i doprowadzili do Jego zabicia, natomiast wiarę w Niego przyjęli ludzie zupełnie inni, często poranieni, grzeszni, pogubieni, a także ludzie wywodzący się z innych religii. Dlaczego tak się stało? Ponieważ przyjęli ją jako całkowicie niezasłużony dar. Okazuje się, że można przyjąć Boga jedynie jako niezasłużony dar. Żydzi natomiast, jak pisze św. Paweł, okazali Bogu „nieposłuszeństwo z powodu miłosierdzia okazanego poganom, celnikom, nierządnicom…” (por. Rz 11,31). Noszone w sobie wysokie mniemanie i pretensje stały się powodem odrzucenia zbawienia przyniesionego im przez Syna Bożego. I to się, niestety, powtarza bardzo często do dzisiaj. Zbawienie Boże można przyjąć jedynie jako Jego miłosierdzie:

Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie (Rz 11,32).

Okazuje się, że nie wystarczy mieć właściwe pojęcie, dobrze znać dogmaty, mieć wszystko od tej strony poukładane właściwie. O wiele ważniejsza jest postawa, którą nazywamy pokorą, aby umieć osobiście przyjąć zbawienie darmo dane. Ci, którzy wszystko doskonale wiedzą, którzy są doskonali w wypełnianiu przepisów Prawa, muszą się jeszcze nauczyć pokory. Bez niej nie mogą prawdziwie wejść w żywą więź z Bogiem. To dotyczy nie tylko Żydów, ale i chrześcijan. Wielu katolików uważa, że im się należy od Boga zbawienie, a jednocześnie odmawiają go obcym. Powielają w ten sposób postawę Żydów z czasu Pana Jezusa.

Przypowieść, którą Pan Jezus opowiedział podczas uczty u faryzeusza, z pewnością nas szokuje. Przecież każdy chciałby weselić się w gronie rodziny, przyjaciół, podobnych sobie ludzi. Jest to naturalna potrzeba, a Pan Jezus wydaje się zaprzeczać temu i radzi przygotować ucztę dla ludzi spoza kręgu bliskich nam osób, dla obcych, ludzi z marginesu, z którymi nie mamy wspólnego języka. To skojarzenie trzeba nieco skorygować. Przede wszystkim Pan Jezus był na uczcie, na której biesiadnicy starali się zajmować jak najwyższe miejsca. Nie chodziło im zatem o przyjacielskie czy rodzinne spotkanie, ale o prestiż. Jest to zatem inna sytuacja niż nasze naturalne skojarzenie. Uczta była pretekstem do podkreślenia swojej wielkości, przynależności do pewnej, wyższej klasy ludzi. I w takim kontekście Pan Jezus daje swoją radę. Ponadto Jego przypowieści nie są szerokimi alegoriami, ale pragną wyrazić tylko jedną myśl. W tym przypadku Pan Jezus wypowiedział ją bardzo wyraźnie:

A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych (Łk 14,14).

Nie można tej wypowiedzi odczytywać jako zachęty do wyrachowania duchowego. Takie skojarzenie mogło się pojawić o wiele później, gdy zaczęto traktować Ewangelię jako zestaw moralnych norm postępowania, dających nagrodę w postaci życia wiecznego w królestwie Boga. Sensem propozycji Pana Jezusa jest bezinteresowny gest przyjęcia i ugoszczenia ludzi biednych. Nagroda, jaka po tym staje się udziałem gospodarza, wynika stąd, że w tym geście Bóg odnajduje podobieństwo do siebie. Bo to On właśnie zaprasza nas, absolutnych nędzarzy w Jego obliczu, na ucztę w niebie. Jeżeli uważamy, że się ona nam należy, to przyjmujemy postawę owych gości, którzy przepychają się, starając się zdobyć wyższe miejsce. Jednak na Bożą ucztę można przyjść jedynie w całkowitej pokorze i skrusze serca. Do tego nas na początku Eucharystii, sakramentu tej uczty Baranka, wzywa kapłan. Nieustannie powinniśmy mieć świadomość, że oto uczestniczymy w czymś, co nas absolutnie przerasta, na co niczym nie zasłużyliśmy, co jest całkowitym darem i łaską.

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 5, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także