Przyodziej nagość moją

Właściwie jak nazwać tę przypowieść? Myślałem – to królewska uczta, od której zaproszeni się wymawiają. Dlatego Władca każe sługom zapraszać na rozstajnych drogach wszystkich napotkanych. I tak sala wypełnia się ludźmi, zarówno dobrymi, jak i złymi. Biletem wejściowym nie jest zatem bycie dobrym, tylko przyjęcie zaproszenia i strój weselny. Tutaj jednak sprawy się komplikują. Król spostrzega wśród biesiadników kogoś bez stroju i pyta, jak wszedł do środka. Znajomi, z którymi rozmawiałem o przypowieści, obdarzali współczuciem człowieka bez szaty. Oniemiał po pytaniu, mówili, pozbawiono go możliwości obrony. A przecież, zaskoczony zaproszeniem, nie mógł się przygotować – skojarzenie to wspierali wersją przypowieści z Ewangelii według św. Łukasza, gdzie mówi się o przynaglaniu do przyjścia.

Oprócz tego człowieka wszyscy ucztujący mieli jednak właściwe stroje. Wcześniej myślałem, że i nieubrany, i przystrojeni zwołani zostali wtedy, gdy pierwsi zaproszeni nie okazali się godni. A może jednak człowiek bez szaty był wśród pierwszych zaproszonych? Ogromnie zapracowany, nie miał czasu. Nie chciał odrzucić zaproszenia, ale myślał, że później zajmie się Królem. I kiedy usłyszał trąbę na rozpoczęcie wesela, rzucił się w drogę, jak stał, by zdążyć. I znalazł się przed Bogiem.

Tę Ewangelię nazwałbym więc przypowieścią o nagości wobec Boga. Biblia mówi, że nie można zobaczyć Jahwe i pozostać przy życiu. Przerażenie biedaka bez szaty to reakcja właściwa. Odkrył, że nie jest przygotowany na spotkanie z Ogniem Pożerającym. Niestety, uwierzył w ostateczność tego doświadczenia i nie odwołał się do miłosierdzia. A gdyby poprosił Króla o szatę? Odkrywanie, że wobec Stwórcy pozostaję nagi, jest wpisane we wzrost duchowy. A zmaganie polega na tym, żeby nie dać się zahipnotyzować przerażeniu. Nieżyjący już ksiądz Henri Nouwen opowiada o tym w książce Wewnętrzny głos miłości: „Pisałem ten intymny dziennik w najtrudniejszym okresie mojego życia. Był to czas skrajnego lęku, kiedy zastanawiałem się, czy będę w ogóle w stanie dalej żyć. Wszystko legło w gruzach – moje własne poczucie wartości, chęć do życia i pracy, przekonanie, że jestem kochany, nadzieja na uzdrowienie, moja wiara w Boga… wszystko. Oto ja, piszący bezustannie o życiu duchowym, znany jako ktoś, kto kocha Boga i daje ludziom nadzieję, zostałem powalony i znalazłem się w zupełnej ciemności”. A jednak ksiądz Nouwen, wsparty w czasie kryzysu przez przyjaciół, codziennie wstawał i prosił Boga: „Przyodziej moją nagość”.

Wojciech Prus OP

(Czytania: Iz 25,6–10a • Ps 23 • Flp 4,12–14.19–20 • Mt 22,1–14)

Źródło: "W drodze" 10(422)2008.

 

Zobacz także