Przypowieść o bliskości Boga

Klimat obrazu dobrego Samarytanina Rembrandta (Wallace Collection). Dobroć, która mieszka w świetle, krajobrazie, łagodność wszechobejmująca. Zaledwie krystalizuje się w zarysach ludzi. Samarytanin, kimkolwiek by tu był, w prostocie tego, co robi, jest zanurzony w Dobroci, Łagodności.

A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie, co czytasz?” On rzekł: Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: „Dobrze odpowiedziałeś. To czyń, a będziesz żył”.

Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?” Jezus, nawiązując do tego, rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jeruzalem do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, wędrując, przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, kto wpadł w ręce zbójców?” On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: „Idź, i ty czyń podobnie!” (Łk 10. 25 – 37)

Chyba każde chrześcijańskie dziecko nauczono odpowiedzi na pytanie uczonego w Prawie. A kto jest moim bliźnim? Brzmi ona: jest nim każdy człowiek. Tymczasem Jezus wcale na takie pytanie nie odpowiada, lecz je przekształca. Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, kto wpadł w ręce zbójców? Zachowujemy się tak, gdy uważamy, że pytanie źle postawiono. Ale wtedy mamy inne pytanie i inną odpowiedź.

Bliźnim człowieka w potrzebie jest ten, kto okazuje mu miłosierdzie. Tym człowiekiem może być każdy – także Samarytanin: religijny odstępca, obcy, pogardzany, nienawistny. Ilu mam bliźnich? Kogo bliźnim się stałem? Bliźniaczość, lepiej bliskość pomiędzy ludźmi powstaje dopiero w wyniku czynu miłosierdzia. Nie istnieje zawczasu.

Chyba każdy wyedukowany chrześcijanin na pytanie o początek miłości miłosiernej odpowie – wola. Bliźniemu bowiem powinno się pomóc, trzeba chcieć mu pomóc. Jezus uczy tu czegoś zupełnie odmiennego. Samarytanin wzruszył się głęboko. Początkiem miłości miłosiernej jest wzruszenie. Nie inicjuje jej wola, ale serce.

 Opowieść o miłosiernym Samarytaninie jest uszczegółowieniem odpowiedzi Jezusa na pierwsze pytanie uczonego w Prawie! Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Gdy się o tym pamięta, to wskazane różnice nabierają ogromnego znaczenia.

Jezus opowiada o sposobie żywego doświadczania Boga. Uczony słyszy Idź, i ty czyń podobnie! Uczony ma nasłuchiwać swego serca, ma nie przegapiać wzruszenia potrzebą drugiego człowieka, ale za tym wzruszeniem ma iść na wzór Samarytanina. Ma stawać się bliźnim – bliskim potrzebującego. To jest życie – życie wieczne. Żywy kontakt z Bogiem dokonuje się przez tych, których bliźnim się stałem, za sprawą poruszenia mego serca i czynu, który stąd się wziął.

A jaka jest wykładnia historii o Samarytaninie na bazie tego, czego nas uczono? Wzruszenia nie można naśladować, bo jest spontaniczne, jest czymś poza wolą. Mamy natomiast naśladować czyny Samarytanina. Potrzebujący zobowiązuje mnie moralnie, bo jest moim bliźnim. Solidarność gatunkową przedstawia się tu jako miłość miłosierną. Taki "czyn miłosierdzia" nie daje żywego udziału w Bogu. Jest po prostu czynem dobrym, bo powinnym. Uczy się też, że Bóg go honoruje nagradzając życiem wiecznym. 

Różnica kolosalna.

Dlaczego Jezus w swojej przypowieści umieszcza lewitę i kapłana, a nie na przykład dowolnych dwóch Izraelitów? Nie sądzę, że korzystając z okazji „przywala” tej warstwie społecznej, w której pewnie było wielu ludzi o twardych sercach. To nie w Jego stylu. 

Lewita i kapłan są obrazem zinstytucjonalizowanego kontaktu z Bogiem, co nie znaczy, że martwego. Nie podchodzą do pobitego, bo, być może, nie chcą zaciągnąć rytualnej nieczystości – pragną być czyści dla Pana. Tymczasem Samarytanin – religijny odszczepieniec spotyka żywego Boga tam, gdzie Jego obecności nikt ze słuchaczy się nie spodziewa.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".