Przytomność

Która godzina? Mam słabą pamięć, przykrótką. Nie pamiętam. Chyba wiele się zmieniło od ostatniego razu, wcześniej było inaczej. Inne słowa przychodziły do głowy. Inaczej rysował się wieczór. Niewiele z tego kojarzę.

Co dzień widuję swoje ślady na śniegu. Dosyć już zatarte, choć wyraźne. Stare muszą być. Dbam o nie, omijam łukiem. Na pamiątkę. Podtrzymuję tradycję ich wyciśnięcia.

Do niedawna chyba wydawało się mi, że cała ta biel − to śnieg. Ale to tutaj jest czymś bardziej oczywistym, elementarnym. Śnieg miał w sobie coś uroczystego. A ten sypki i mroźny grunt − jest i był zawsze. Odkąd pamiętam.

Dzieci wprawnie wydychają kłęby pary. Na przemian zziębnięte i zadowolone. Koniec zabawy. Dmucham na zimne. Tyle ciepła trwonimy, poruszając się wewnątrz zamarzniętego na kryształ powietrza. Dłonie, nosy nie pamiętają stanu sprzed zmarznięcia.

Może powinienem, ale nie przypominam sobie. Ani tego, ani tamtego. Tyle się działo. Chciałbym coś opowiedzieć. Dla mojej potomności. Historia aż trzeszczy. No nie wiem, choćby powstanie styczniowe. Styczniowe. Ale przecież jest już luty.

Słabą mam pamięć. Przykrótką. Od biedy. Cherlawa z niej kuternóżka. Dzień nakłada się na dzień. Powtarzam się. Jak w krzywym zwierciadle.

Może dawniej wiedziałem coś innego? Skąd znam tak dobrze gramatykę gestów, kolejność czynności od rana do wieczora? Skąd umiem rozmawiać nieprzytomnie i spać tak zapamiętale?

Jest jeszcze jasno. Oczy mam otwarte. Pilnuję się i czuwam. Wieczorem znów wzejdzie mróz na szybie. Na zegarku będzie dwanaście godzin.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Mateusz Czarnecki

Absolwent Polonistyki UJ, zajmuje się redakcją książek. Mąż wspaniałej żony i tato czterech córek. Mieszka na wsi polskiej.