Quo nomine gaudes?*)

Jakiś czas temu, jadąc metrem i myśląc o synku Tomka Dekerta, uświadomiłem sobie (z dużym opóźnieniem; niestety, moja sieć neuronów nie jest już autostradą szybkiego ruchu), że w imieniu Samuela ukryty jest rdzeń hebrajskiego czasownika "słuchać".

Większość moich uczniów najpierw się zdumiewa, a potem podnieca wiadomością, że imiona coś znaczą, że niosą w sobie jakąś treść. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a przecież onomastyka**) jest jedną z najwdzięczniejszych gałęzi filologii.

Nadanie imienia było kiedyś sprawą poważną, imię określało w jakiś tajemniczy sposób naturę tego, kto je nosi. Stąd mamy łacińskie powiedzenie nomen omen, czyli: imię jest znakiem wróżebnym. Dziś nikt już się nie przejmuje znaczeniem imienia, nie myśli nawet o tym, że znać czyjeś imię – to znać istotę danej osoby (lub rzeczy), a nawet, po części, mieć nad nią władzę – bo można ją przywoływać.

A znaczenia imion bywają bardzo ciekawe. Taki np. Martinus pochodzi od imienia rzymskiego Marsa. Andrzej, z greckiego Andreas, znaczy "mężny, odważny, dzielny". Edward, Edmund, Edwin, Edyta – wszystkie te imiona mają w sobie staroangielskie słowo "ead", które oznacza dobrobyt, szczęście, powodzenie. Feliks po prostu znaczy po łacinie "szczęśliwy", tak samo jak Makary po grecku.  Aleksander to ten, który broni mężów (lub broni przed mężami). Zofia – grecka Sophia – to mądrość. Alfred to ktoś mądry jak elf. Katarzyna zaś powinna odznaczać się czystością, bo takie znaczenie ma jej imię. Paweł – z łacińskiego "paulus" – to mały, nieduży. Izydor jest darem bogini Izydy. Zachariasz to imię teoforyczne, zawierające w sobie imię Boga: JHWH pamięta. Filip to miłośnik koni, a Teofil – miłośnik Boga, ew. Bogu-miły. Etc., etc., etc.

*) Jak masz na imię? (dosł. jakim imieniem się cieszysz)

**) Od greckiego onoma, imię. Kiedy studiowałem, uczono nas – w oparciu o wiedzę sprzed lat przynajmniej sześciesięciu – że onoma jest pokrewne z łacińskim nomen, a "o" na początku to tzw. proteza wokaliczna, samogłoska dodana dla łatwiejszej wymowy. Teraz już wiem, że "o" jest śladem po głosce laryngalnej, która zanikła, w niektórych językach (jak łacina) nie zostawiając śladu, a w grece dając krótkie "o".


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.