Rachunek sumienia według Hymnu o miłości

A potrzeba tak niewiele, albo tylko jednego... (Łk 10,42) Lecz wy starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą

Z pierwszego listu do Koryntian:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź dźwięcząca albo cymbał brzmiący.

Przychodzę dziś do Ciebie, Panie, przychodzę dziś z moim życiem, jak z podniszczoną księgą i przewracam jej karty i patrzę, i szukam w niej tego, co najważniejsze, tej najdoskonalszej drogi, tego jednego, za co oddam moje życie bez reszty, czemu poświecę mój czas… Czym to jest? Czy to Ty, Panie? Czy ja? Czy to inni? Może mam dar języków, może ze wszystkimi umiem porozmawiać i wszystkich obdarzyć uwagą, ale we mnie pusto, bo zamknięte są drzwi mego wnętrza, gdzie przebywam i króluję sam, gdzie nie mają wstępu cudze troski i cudze bóle… Słychać mnie, ale jednak jest we mnie jakaś pustka. Jakiś brak, jak głuchy dźwięk w odwiecznej ciszy…

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił a miłości bym nie miał byłbym niczym.

…Mam wiele darów, Panie, i może nawet wiem, że one są od Ciebie, może to wiem i potrafię dziękować, nie pyszniąc się i nie wynosząc ponad tych, którym użyczyłeś innych darów. A może myślę, że należy mi się to, co mam. Przepycham się łokciami przez życie i walczę o swoje, o należne. A jeśli nie, to przecież jest we mnie, Panie, coś z targowiska próżności: tyle mądrości, tyle we mnie piękna – popatrzcie…, ale są też takie dni, kiedy przemykam pod ścianami i przeklinam swoje istnienie, kiedy oskarżam moich rodziców i Ciebie, Panie, że mnie na świat powołali, że Ty mi nie dałeś tego, czego innym tak obficie udzieliłeś. I odwracam się obrażony, jak dziecko. I już nie chcę z Tobą rozmawiać, nie chcę się z Tobą spotykać, nie chcę słyszeć o Tobie. Nie ma miejsca dla Ciebie w moim życiu. Niepotrzebny jesteś i wtedy, kiedy mam dużo i wtedy, gdy mi się wydaje, że za mało… Pyszny jestem i dumny, to znów gardzę sobą – Twoim przecież obrazem…

…A może zdobyłem tak wiele wiedzy, że ta wiedza uczyniła mnie cynicznym… i pustym, a mądrość, której w niej szukałem zamieniła się w głupotę, gdy zgubiłem najważniejsze…

…A może moja pobożność skrzywdziła innych, gdy zamiast umierać za prawdę byłem gotowy za nią zabijać? I traktowałem moją wiarę jak miecz, którym można wymierzać ciosy w imię wyższej prawdy, ku której nawet tak naprawdę nie zerknąłem, aby przypadkiem nie przekonać się, że jest inna od moich wyobrażeń…

I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał

…Może nawet jestem dobry, może umiem się dzielić z innymi, może poświęcę się tak bardzo, że o sobie samym zapomnę. A przecież często chowam dla siebie, by mi nie zabrakło, a przecież jest we mnie jakaś chciwość, jest pragnienie posiadania tu, zaraz, teraz i krzywym okiem patrzę na tych, co więcej mają, albo mam i chcę ciągle mieć więcej, chcę być najlepszy, ciągle i nieustannie porównuje się, Panie, przykładam miarkę do siebie i do innych…

…A może jestem dobry, nigdy nie odmówię, bo boję się odmówić, bo boję się przeciwstawić, bo ciągle zgadzam się, by lęk panował nade mną, bo za lękiem idę i wszystko oddam, by mieć spokój, by mnie lubili, by mnie nie odrzucili od siebie. Czasem i siebie się zaprę i siebie samego zdradzę, by inni mieli w swych oczach dobry mój obraz, będę chodził w masce fałszywej dobroci i będą mnie chwalili. Ukryję mój grzech, mój brud i nie przyznam się do niego, bo on mój, bo trzeba dobre wrażenie zrobić, bo nie można stracić w ludzkich oczach. Ty wiesz, Panie, ile razy zgadzałem się w sobie na zło, bo bałem się, że mnie odrzucą od siebie, a nie chciałem być odrzucony. I Ty wiesz, ile razy czyniłem dobro, bo mi zależało na pochwałach, a za nic miałem tych, którym okazywałem moją życzliwość i których Ty, o Panie, ukochałeś. Ty wiesz o samotnych godzinach i samotnych modlitwach, gdy przed Tobą, Panie, wyliczałem moje zasługi i gdy przed Tobą kryłem moje grzechy. I przed Tobą udawałem. Związany, bo tylko prawda wyzwala. Ty wiesz, że choć byłem dobry, to nie byłem i że zło czyniłem z głupoty i lęku, a przecież brakło mi odwagi, by przyznać się tak do jednego, jak i do drugiego… I niby miałem pełne ręce własnej chwały, a przecież czułem, że pustkę trzymam w rękach i że brak mi wszystkiego…

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą

…Czy byłem cierpliwy, Panie? Czy byłem łaskawy, czy nie zazdrościłem, nie szukałem poklasku i nie unosiłem się pychą? Ile z siebie dałem innym, ile było we mnie obłudy, ile grania, ile troski o własne sprawy i własną przyjemność? Ile strachu przed utratą tego, co uważałem za swoje? Ile irytacji i złości, tej bezsensownej, co innych obraża i niszczy? Ile wynoszenia się nad, ile podejrzliwości, ile pragnienia tylko własnej chwały, ile pogardy i wstrętu?

nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;

…Czy szanowałem dar drugiego, jaki od Ciebie, Panie, otrzymałem? Czy nie zrywałem gałęzi z kwiatami, z których miały być w swoim czasie owoce? Czy nie szedłem za szybko, za daleko, nie nadążając sam za sobą i drugiego, wciągając w moją własną otchłań, w moje niepoukładanie, w mój egoizm, co wszystko dookoła pragnie pożerać i wchłaniać? Czy brałem odpowiedzialność za moje słowa, za moje gesty i czyny? Czy byłem gotów oddać całe moje życie za tego drugiego, którego, Ty, o Panie, przede mną postawiłeś? Czy byłem gotów poświęcić mu życie i wytrwać w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej woli? A może tylko siebie szukałem, własnym nieuporządkowaniem zaraziłem drugiego, może sam dałem się wciągnąć ze strachu przed odrzuceniem i sam skoczyłem w przepaść, by, jeśli nie w życiu, to przynajmniej w tej wspólnej śmierci i wspólnym wyniszczaniu, być razem? Czy odszedłem, porzucając drugiego jak liść zeschły lub jak pogryziony owoc, na który już nie mam ochoty? Ty wiesz, Panie, ile bólu wnoszę w moje życie, wnosząc ból w życie drugiego człowieka. Gdy za szybko się jedzie zostają ranni. I ból, który też można pielęgnować, który też może przesłonić nam Ciebie, który nadal może nas ranić – żądło zemsty i braku przebaczenia, sobie i temu drugiemu… Tak ciężko, Panie, przebaczyć – Ty wiesz i rana zostaje i piecze, ale leczyć nie chcemy…

…Gdybym przynajmniej nie szukał swego, ale szukałem i nadal szukam nieustannie i o sobie myślę przede wszystkim i o tym, by mnie było najlepiej. I daję się nabrać, Panie. Tak łatwo mnie oszukać, omamić słowami, powiedzieć, że tu wolność, tu przyjemność, tu sukces, a tu konieczność. I wpadam w bagno i jestem związany, a przecież nadal szukam swego i szukam dla siebie, wiec niosę to, co wybieram i to, ku czemu podążam. I jest we mnie gniew na innych, na Ciebie, bo nie potrafię się przyznać, że to często siebie samego nienawidzę i siebie nie akceptuję, że to ciągle ja jestem gorszy, lub zbyt dobry. Łatwo mnie obrazić, zdenerwować, bo ciągle szukam siebie i choć wiem, że jestem słaby, pragnę to ukryć.

Nie chcę, by mi inni dotykali mnie swymi słowami, by śmiali się ze mnie. Więc często sam obrażam i wyśmiewam, by mnie nie ubiegli. Bywam wulgarny, Panie i teraz czuję, że nie wystarczy powiedzieć, iż wszyscy są tacy, gdyż wówczas znów się chowam za plecami innych, znów się usprawiedliwiam i niepotrzebny jesteś mi Ty i Twoje przebaczenie.

Nie umiem przebaczać. Chowam urazy, zbieram je jak drogocenne klejnoty i wyciągam, gdy znajdę kogoś, kto posłucha o moich ranach, rozwijam moje bandaże i delektuję się mymi ranami jak zatrutą wodą. Padają ciężkie słowa, oceniam innych, ukazuję ich jako tych, co mnie poranili i zostawili na drodze… Nie umiem przebaczyć, zamknąłem drzwi mego serca, bo dlaczego mam otwierać je komuś, kto źle mi uczynił. Albo myślę, że przebaczyć to zapomnieć, a przecież zapomnieć się nie da i uśmiecham się nieszczerze, a gdzieś wewnątrz czuję, że coraz dalej od siebie jesteśmy i dalej…

nie cieszy się z niesprawiedliwości lecz współweseli się z prawdy

…Jaką znam miarę sprawiedliwości, Panie? Czyż to nie tak jest, że jedną mam dla siebie, a drugą dla innych? Albo czasem tą swoją obejmę tych, których lubię, a ci, których nie znoszę podlegają ciężkim wyrokom? Zbieram kamienie, by nimi rzucać, a przecież oburzam się, gdy mnie ktoś dotknie choć jednym słowem, nawet jednym spojrzeniem. Potępiam tak łatwo, Panie, tak pewny jestem, kto jest wart miłości, a kto odrzucenia, idę za tłumem, który w tej samej chwili gotów jest krzyczeć „hossana” i „ukrzyżuj”, w zależności od tego, co mu się bardziej będzie podobać…

Często cieszę się z niesprawiedliwości, jeśli może mi ona przynieść pożytek…

…Czym jest dla mnie prawda? Moją chwałą czy moim poniżeniem? Moją chlubą czy powodem do wstydu? Czy chcę świata jak z taniej reklamówki, gdzie wszystko ułożone i grzeczne, miłe i słodkie, wiecznie młode i nie doznaje zniszczenia? Gdzie się chorych, słabych, ułomnych i starych spycha z drogi jak zawadzające przedmioty? Czy umiem szanować tych, co przede mną weszli w życie? Jak mówię o swoich rodzicach? Prawo w Izraelu mówiło, że przed rodzicami wstaniesz i nie zajmiesz miejsca ojca ani matki, a czy ja nie spycham ich przypadkiem i siebie czynię ponad nich, patrząc nań z pobłażaniem i lekką pogardą? Czy wstydzę się moich rodziców? Może się wstydzę, może mnie skrzywdzili i wiem to, i Ty, Panie, wiesz, a przecież żądałeś dla nich wyrozumiałości, a przecież nakazałeś szacunek. Uczysz nas być ze sobą, Panie, łączysz ludzi w jedną rodzinę poprzez zmieniające się pokolenia, a czy ja nie przerywam tej więzi i wypieram się tych, z których pochodzę? Czy coraz bardziej nie jestem „znikąd?”. Czy dbam o tych, co ode mnie pochodzą? Czy daję im mój czas i miłość?

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

…Jak cenię moją wiarę? Jak cenię to, że mogę czytać Twoje Słowo? Że mogę mieć w ręku Pismo, którego wartości nie da się przeliczyć na pieniądze? Czy przyzwyczaiłem się do tego, że dostępne jest dla mnie Twoje słowo i brak mi szacunku, a przecież to jest Twoje Słowo i gdy o tym pomyślę, lęk mnie przenika, bo bezcenna jest jego wartość, a ja mogę trzymać je w moich dłoniach jak zwykły kawałek gazety…

…Jak cenię moją wiarę? Ile za nią oddam? Czy wystarczy jedna kpiąca uwaga, bym się zaparł tego wszystkiego, czym jestem i Ciebie wystawił na pośmiewisko? Czy ukradkiem się modlę? A może już przestałem się modlić? Może to strata czasu być z Tobą i dla Ciebie w ciągu tych kilku minut, gdy mógłbym zrobić coś innego, coś dużo bardziej „pożytecznego”? Czy rozmawiam o swojej wierze, o Tobie? Czy ciągle jeszcze uważam, że to moja prywatna sprawa i wara innym od niej?…

…Czy nie wybieram sobie Panie z wiary tego, co mi się tylko podoba, jak w sklepie samoobsługowym? Czy wierzę wszystkiemu? Czy odrzucam to, co mi nie wygodne, bo się boję ośmieszyć, bo to ja chcę być panem mojej wiary, i Ciebie pozbawiam tej roli i odejmuję Ci prawo do tego, byś mianował swego Namiestnika, który z pomocą Twego Ducha, mówić będzie Twoją prawdę? Czy znowu ja wiem najlepiej? Czy krytykuję mój własny dom, Twój Kościół, tak bezmyślnie, bez refleksji, bez chęci pomocy, by coś wpierw w sobie samym zmienić? I czy, Panie, ja wreszcie wiem, że to ja jestem Kościołem? Że to ja tworzę obraz tego, jak Kościół wygląda i będzie wyglądać?

…Ile jest miejsca we mnie na zwątpienie, na rozpacz? Czy kiedykolwiek wytrwałem w pokusie, czy kiedykolwiek tak naprawdę zaufałem Tobie, że Ty wiesz, co czynisz, że Ty naprawdę jesteś dobry? Czy mam nadzieję, że to wszystko ma sens, czy już się dawno poddałem i żyję z cynizmem i bólem?…

…Za co sprzedam Eucharystię, Panie? Co takiego trzeba, bym okazał się niewierny Twoim przykazaniom i Twoim sakramentom? Co jest ważniejsze niż Ty? Co mnie pokona we mnie samym? Kiedy przestanę Ciebie przyjmować w Najświętszym Sakramencie, łączącym niebo i ziemię? Ile wytrzymam, by nie wejść w bagno grzechu, by pozostać wiernym? Czy ważne to dla mnie być wiernym?…

miłość nigdy nie ustaje (nie jest) jak proroctwa, które się skończą albo jak dar języków, który zniknie lub wiedza, której zabraknie.

…Wszystko przemija, Panie, a czy ja staję się starszy? Czy zmieniam się? I czy trwam? Czy może jestem chwiejny? A zmiany moje są zmianami chorągiewki na dachu, a nie zmianami cedru, który z nasienia przeobraża się w drzewo? Czy ja wzrastam? Czy nadal pozostaje karłowatym krzakiem trzymającym się tego, co bezpieczne i swojskie?…

Po części bowiem tylko poznajemy ?po części prorokujemy. ?Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe ?zniknie to, co jest tylko częściowe

…Chciałbym wszystko wiedzieć i wszystko rozumieć, chciałbym, Panie, by mi udowodniono Twoje istnienie, chciałbym, byś Ty sam mi je udowodnił, abyś mi się pokazał, abyś robił cudna na moje wezwanie, jak wędrowny magik. Chciałbym być… Twoim panem, móc Ci rozkazywać, mieć Cię pod ręką jak pożytecznego sługę, umiejącego czynić różne pożyteczne sztuczki… Chcę wszystko ogarnąć, jak Ty znać dobro i zło i decydować to, co dobre i złe wedle tego, co ja uważam za słuszne. Chciałbym być bogiem… Tak trudno mi czasem przyjąć to, że po części tylko poznaję, że to Ty jesteś Bogiem, że Twój jest czas i odmiany czasu, że skończy się to, co się zaczęło, że przyjdzie Twój dzień i Ty przyjdziesz. Nie wierzę w koniec świata, Twój koniec świata, w dzień Twego przyjścia, ani go nie oczekuję, nie wierzę w zmartwychwstanie. Nie umiem zobaczyć swego życia, patrząc przez pryzmat wieczności, jestem jako orzeł, który nigdy nie latał i nigdy nie patrzył w niebo, zajęty tym, co ma przed swoim dziobem…

Gdy byłem dzieckiem ?mówiłem jak dziecko, ?czułem jak dziecko, ?myślałem jak dziecko. ?Kiedy stałem się mężem ?wyzbyłem się tego co dziecięce

…Nie wyzbywam się swoich przyzwyczajeń i stają się one moją drugą naturą i droższe mi są niż Twoje przykazania, niż drugi człowiek. I nie chcę dorosnąć. Chcę być dzieckiem, chcę, by ze mnie zdejmowano wszelką odpowiedzialność, by to inni ciągle byli winni, bym był nieskazitelny i czysty z tego samego faktu, że w ogóle jestem. Nie chcę być ojcem, nie chcę być matką. Chcę bawić się zabawkami, ciągle nowymi i lepszej jakości, szukam nowych zabawek a innym pozostawiam do sprzątania mój bałagan. Chcę być wiecznym dzieckiem w świecie przedmiotów. Nadal obrażam się, nadal się dąsam, nadal z moich ust padają obraźliwe słowa, nadal ranię innych. Nie dorosłem, Panie. Jeszcze nie. Jeszcze nie wiem, co jest najważniejsze.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; ?wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. ?Teraz poznaję po części, ?wtedy zaś poznam tak, jak i ja zostałem poznany.

…Czy ja Ciebie szukam? Czy widzę Ciebie w zwierciadle innych? Czy dostrzegę Cię w każdym? Czy może kogoś postawiłem poza człowieczeństwem i odmówiłem mu swojej życzliwości? Czy poznaję? Czy staram się wiedzieć? Czy też wygodniej mi, bym nie wiedział nic, bym się mógł moją niewiedzą wytłumaczyć…

…A przecież Tam poznam mój każdy dzień i każdą myśl i ujrzę wszystkie chwile. Chwile puste i chwile bez wartości, bo tego jednego mi brakło – miłości. Jeśli ją jedną znajdę, nic mi nie będzie potrzeba i będzie pozostawione moje imię w księdze żywych, bo mym imieniem będzie miłość i będę się radował Twoją obecnością, znajdę swoją pełnię i szczęście.

Tak więc trwają wiara, nadzieja i miłość, te trzy: ?z nich zaś największa jest miłość

Trzy razy Piotra pytałeś o miłość i teraz ja także słyszę to pytanie: Czy ja miłuję Ciebie w sobie? Czy ja miłuję Ciebie w innych? Czy ja miłuję Ciebie?

Panie, Ty wiesz, że….

Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej, w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość, obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego. Uznaję, bowiem nieprawość swoją a grzech mój jest zawsze przede mną. Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą….

Przywróć mi radość z Twojego zbawienia!

Zobacz także

Agnieszka Myszewska-Dekert

Agnieszka Myszewska-Dekert na Liturgia.pl

Matka pięciorga dzieci. Z wykształcenia pedagog rodziny i katecheta. Pisze artykuły, tworzy opowieści a także chrześcijańskie midrasze. Zafascynowana Pismem Świętym jako żywym Słowem i Przestrzenią w której "żyjemy, poruszamy się i jesteśmy", stara się Je coraz bardziej poznawać i zgłębiać. Publikowała w kwartalniku eSPe i miesięczniku List. Autorka książek: "Modlitwa - nieustanna wymiana miłości" (Kraków, 2001) oraz "Cynamon i Marianna. Baśń inicjacyjna" (Kraków 2015).