Radość Woja – rzecz o świętym Wojciechu

Dla wszystkich mężczyzn, noszących imię Wojciech, podróżowanie po krajach zachodnich z reguły łączy się z małym utrudnieniem, związanym z częstą koniecznością tłumaczenia etymologii słowa Wojciech. Chodzi o proste pytanie: czy Adalbert - pod takim bowiem imieniem znany jest św. Wojciech w tych krajach – oznacza po polsku Wojciech? Z uwagi na fakt, iż potoczna opinia wiąże te dwa wyrazy jako wzajemne tłumaczenia, udzielenie negatywnej odpowiedzi powoduje małą konsternację stając się jednocześnie okazją do wyjaśnienia tej subtelności. A ponieważ Św. Wojciech to postać niezwykła, nadarza się więc świetna szansa przybliżenia dziejów jego życia pozornie nie zainteresowanym osobom.

Urodzony w czeskiej miejscowości Libice ok. 956 w zamożnym rodzie Sławników, młody Wojciech od dziecka przeznaczony był przez swego ojca na rycerza. Stan rycerski, z którym wiązał się wówczas wielki honor i zaszczyt, miał być dla niego źródłem radości, o czym świadczy etymologia słowa Wojciech: Wojetech znaczy radość wojów. Plany te jednak dość szybko zniweczyła ciężka choroba Wojciecha. Zdesperowany Sławnik przyniósł syna do kościoła i położył go na ołtarzu. Gdy chłopiec wyzdrowiał, został przeznaczony do stanu duchownego. Dalsze losy młodego Wojciecha związały go z Magdeburgiem a w szczególności z tamtejszym biskupem Adalbertem. Jako bliski uczeń biskupa, przybrał sobie jego imię w sakramencie bierzmowania. W 981, po śmierci swego mentora, wrócił do Czech, a po śmierci praskiego biskupa Dytmara w 983 roku stanął na czele diecezji praskiej mimo nieosiagnięcia wieku episkopalnego (30 lat). Rola biskupa w Pradze, gdzie kwitł handel niewolnikami i jeńcami wojennymi nie była łatwa. Znienawidzony za energiczne próby zaprowadzania w mieście chrześcijańskiego porządku, ok. 989 wyjechał do Rzymu, gdzie zrzekł się biskupstwa. Początkowo chciał udać się na pielgrzymkę do Jerozolimy, jednak po krótkim pobycie w klasztorze na Monte Cassino za namową greckiego pustelnika Nila wstąpił do klasztoru benedyktyńskiego św. Bonifacego i Aleksego na rzymskim Awentynie1. Trudny to z pewnością był finał realizacji słów zawartych w czytaniu z ewangelii na uroczystość św. Wojciecha: „I inne owce mam, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić, i słuchać będą głosu mego, i stanie się jedna owczarnia i jeden pasterz” (J 10, 16). Z pewnością nie spodziewał się, iż Bóg w przyszłości zażąda od niego jeszcze wyższej ceny za przyprowadzenie owczarni – ceny jego własnego życia.

Od 992 po śmierci swego następcy biskupa Falkolda, ponownie skierowany do Pragi przez arcybiskupa Moguncji Willigisa. Z jego inicjatywy powstał w 992 roku na praskim Brzewnowie klasztor benedyktyński, do którego sprowadzono braci z Awentynu. Rozpoczął także działania misyjne na podbitej przez Węgry Słowacji, co doprowadziło do kontaktów z wciąż pogańskim dworem Arpadów. Według pewnych źródeł to właśnie św. Wojciech udzielił chrztu św. Stefanowi, królowi Węgier2. Sytuacja w rodzimej Pradze ulegała jednak stałemu pogorszeniu. Po raz kolejny działania biskupa Wojciecha zaczęły wywoływać nienawiść i agresję u prażan. Udaje się więc on z powrotem do Rzymu do papieża Grzegorza V i składa mu następującą prośbę: „jeśli owce moje słuchać będą wołania głosu mego, chcę żyć i umierać z nimi (…) jeśli nie, abym z twoim przyzwoleniem mógł pójść kazać obcym i dzikim ludom, które nie znają imienia Boga (…)”. Wizja głoszenia ewangelii poganom stawała się w ten sposób coraz bardziej realna. W 997 roku Wojciech przybył do Polski, aby w porozumieniu z Bolesławem Chrobrym prowadzić chrystianizację na obrzeżach państwa Polan, w pogańskich Prusach. Końcem marca lub w kwietniu 997 roku Wojciech, w towarzystwie młodszego brata Radzima – Gaudentego oraz Bogusza, również duchownego, stanął w Gdańsku gdzie: „Chrzci ogromną rzeszę ludzi (…)”. Stamtąd popłyną morzem do Prus i wylądował na wschód od dzisiejszego Elbląga. Zbrojnych, towarzyszących mu z rozkazu Bolesława, odesłał. Misja trwała około 12 dni, kiedy 23 kwietnia 997 roku „z rozwścieczonej zgrai wyskoczył zapalczywy Sicco i z całych sił wywijając ogromnym oszczepem, przebił na wskroś jego serce”. Zabił do Prus, którego brat prawdopodobnie niedługo przedtem poległ w walce z Polakami. Gaudentego i Bogusza puszczono wolno, spodziewając się okupu za ciało misjonarza. Męczeńska śmierć Wojciecha nastąpiła w Świętym Gaju, nieopodal Dzierzgonia i Pasłęka. Ciało misjonarza wykupił Bolesław Chrobry na wagę złota i z wielką czcią umieścił w Trzemesznie, a następnie w Gnieźnie, w kościele wzniesionym jeszcze przez Mieszka I.

Śmierć Wojciecha wywarła olbrzymie wrażenie w świecie zachodniego chrześcijaństwa. Bolesław, który dopiero przekroczył trzydziestkę, wykazał w tej sprawie przezorność zupełnie genialną. Już w 999 roku brat zamordowanego Gaudenty udał się do Rzymu w sprawie kanonizacji biskupa Wojciecha, która jeszcze tego samego roku doszła do skutku. Kanonizacja w czasie pontyfikatu Sylwestra II (999 – 1003) miała dla młodego państwa polskiego ogromny wymiar religijny i polityczny. Gniezno stało się jednym z centrów pielgrzymkowych zachodniego chrześcijaństwa i równocześnie kult ten przyśpieszył całkowite usamodzielnienie się Kościoła polskiego, który w 999 roku posiadał własnego metropolitę. Arcybiskupem gnieźnieńskim został brat św. Wojciecha – Gaudenty. Dotychczas istniało na ziemiach Polan tylko jedno biskupstwo misyjne w Poznaniu. Dla jasności należy dodać, że Czechy – gdzie chrześcijaństwo było starsze – otrzymały arcybiskupstwo dopiero w XIV wieku. W 1000 roku do grobu świętego męczennika przybył w otoczeniu licznych panów duchownych i świeckich cesarz Otton III. Właśnie na zorganizowanym z okazji tej pielgrzymki zjeździe w Gnieźnie proklamowano powstanie metropolii i trzech podległych jej biskupstw: w Kołobrzegu, Krakowie i Wrocławiu.

Istnieje legenda, iż kościół św. Wojciecha na głównym Rynku Krakowskim zbudowany został na miejscu, gdzie święty głosił kazania i nawracał pogan. Nie jest do końca pewne czy krakowianie nie nadali jego imienia już istniejącemu kościołowi dla uczczenia śmierci świętego. Tym niemniej kronikarz Jan Długosz stwierdza w swojej kronice, że św. Wojciech naprawdę zatrzymał się w Krakowie podczas swej podróży do Gniezna. W przedstawieniach ikonograficznych wykorzystywane są następujące atrybuty Św. Wojciecha: orzeł – symbol neofity i Chrystusa Zmartwychwstałego, pastorał lub krzyż podwójny – symbol władzy biskupiej, wiosło – gdyż do Prus podróżował Wojciech łodzią po Wiśle oraz włócznie, od których zginął.

Ks. Wojciech Grygiel FSSP – należy do Bractwa Kapłańskiego św. Piotra. Ks. Wojciech odprawia Mszę św. w formie nadzwyczajnej rytu rzymskiego w Krakowie, w kościele pw. Świętego Krzyża przy ul. Św. Krzyża 23.


1 Por. Wikipedia.

2 Por. ibidem.

Zobacz także