Ratzinger i Makaritare czyli o lustrze

Jednym z "błogosławionych przekleństw" zajmowania się religioznawstwem są mniej lub bardziej dziwaczne skojarzenia, które powstają w głowie, zwykle w czasie czytania. A ja właśnie czytam m.in. o zwyczajach mityczno-rytualnych Indian Makaritare znad Orinoko i przychodzi mi do głowy zdanie Josepha Ratzingera z Soli ziemi:

"Powinniśmy się tu uczyć nie tylko od Kościoła wschodniego, lecz w ogóle od tych wszystkich religii, które wiedzą, że liturgia jest czymś innym niż wymyślanie nowych tekstów i rytuałów, że liturgia żywi się właśnie tradycją, którą nikt nie może manipulować" (Kraków 1998, s. 153).

O Makaritare pisze prof. Andrzej Szyjewski w Etnologii religii (Kraków 2001, s. 81-82): "U Indian Makaritare znad Orinoko najistotniejszy jest sakralny cykl kosmogoniczny Watunna, śpiewany w sakralnym języku ademi. Nie jest on w pełni zrozumiały, gdyż śpiewak stara się intonacją i spowolnieniem utrudnić znaczenie poszczególnych epizodów; cykl zawiera szereg tajemnych sensów, których nie tłumaczy się w trakcie śpiewu. Mówi się, że nie sposób przetłumaczyć Watunny na codzienny język, że trzeba pojąć ją bezpośrednio sercem i uznać, podobnie jak przyjmuje się rzeczywistość snu. Należy to do istoty inicjacji. Kiedy bowiem przodkowie przekazywali treść mitów i rytuały inicjacji pierwszemu człowiekowi Wahnatu, zapowiedzieli taką właśnie formę przekazu i zażądali cierpliwości i pasywności od inicjowanych. Chodzi o przerwanie standardowego stanu umysłu, opartego na racjonalizacji i nakierowanie go na nieracjonalną komunikację z tamtym światem. Dlatego symboliczny język Watunny stanowi echo niebiańskiego języka przodków sadashe (archaiczne słownictwo, zapożyczone częściowo od sąsiednich plemion lub o zmienionej fonetyce, pełne onomatopeicznych zwrotów zwierzęcych), którego zrozumienie przychodzi z wiekiem, w miarę zwiększania się doświadczenia w kontakcie z sacrum i osłuchania z dziwnym brzmieniem. W tym celu inicjację musi poprzedzać np. okres odosobnienia i postu, milczenia, w czasie którego adepci wsłuchują się w siebie. Poddawani są próbom wytrzymałości, co ma wlać w ich ciała odpowiednią siłę, spędzają kilka nocy bezsennie. Cały czas też nie wolno im zasnąć , tańczą i słuchają Watunny. Muszą przy tym natężać zmysły do ostatnich granic, by nie zgubić toku śpiewu".

Clyde Kluckhohn, około roku 1949 napisał, że antropologia (rozumiana tu jako empiryczna nauka badająca kultury społeczności tradycyjnych: archaicznych, plemiennych i wiejskich) trzyma wielkie lustro przed człowiekiem i pozwala mu spojrzeć na siebie w niezliczonej ilości wariantów. A gdy tak patrzę na to odbicie, jakie daje ten powyższy opis i myślę o naszym sposobie uczestnictwa w Boskich tajemnicach, wtajemniczeniu w nie i jeszcze o innych wymiarach naszej religijności, to wydaje mi się, że jesteśmy tak daleko przed Makaritare…, że 100 lat za nimi. (Tak, tak, wiem, że my wyznajemy prawdziwą wiarę, a oni to paskudni animiści, nie wiedzący jak posługiwać się nożem i widelcem – niech będzie, że chodzi mi głównie o strukturalne analogie.) I w ogóle nachodzą mnie myśli smutne, jeśli nie katastroficzne. Czy istnieje dla nas droga powrotu?


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.