Realizm Wcielenia i symbolizm liturgii

Wokół tekstów Epifanii: pytania, wątpliwości, skojarzenia, zaproszenie do dyskusji.

Jak miłośnikom liturgii wiadomo, wśród tekstów na uroczystość Epifanii przewija się powiązanie trzech wydarzeń: pokłonu Mędrców, Chrztu Pańskiego oraz Godów w Kanie. We współczesnym brewiarzu znajdziemy ten wątek w antyfonach uroczystości oraz w czytaniu na 7 stycznia. Antyfona do kantyku Zachariasza zlewa trzy wydarzenia w jeden symultaniczny obraz:

Dzisiaj się Kościół złączył z Chrystusem, swoim Oblubieńcem, który go z grzechów obmył w Jordanie; biegną mędrcy z darami na królewskie gody, a woda przemieniona w wino cieszy biesiadników, alleluja.

Rozumiem sens powiązania tych trzech objawień, ale trudniej mi zrozumieć przywołaną antyfonę. Zastanawia mnie już sam aspekt prawny. Ktoś w odległej przeszłości zatwierdził do liturgicznego użytku taki właśnie tekst. Lex orandi, lex credendi – czy antyfona nie budziła wątpliwości jako, było nie było, źródło poznania prawd wiary? Świętujemy Wcielenie – wydarzenie, które dokonało się w określonym czasie i miejscu, a tymczasem poeta swobodnie sobie poczyna z okolicznościami, łącząc fakty z różnych miejsc i czasów, ba!, nadając im nowy sens. Ponadto antyfona oddziałuje na wyobraźnię, wprost zmusza, aby oczyma duszy Chrystusa posadzić w Kanie na miejscu oblubieńca, mędrców umieścić w gronie biesiadników, a przedślubne obmycie panny młodej połączyć w jedno z chrztem w Jordanie. Nie bardzo wierzę, że nigdy nikt sobie tych scen nie próbował wyobrazić.

Oczywiście to, co piszę, dotyczy także pozostałych przywołanych na początku tekstów, ale to właśnie antyfona jutrzni jest najbardziej sugestywna. Czym innym jest powiedzieć: W tym dniu tak świętym trzy cuda wysławiamy: dziś gwiazda przywiodła męrdców do żłóbka; dziś podczas godów woda stała się winem; dziś Chrystus dla naszego zbawienia przyjął od Jana chrzest w Jordanie, alleluja (antyfona do kantyku Maryi), a czym innym z tych trzech wydarzeń ułożyć jedną scenę.

W tytule wpisu wspomniałem o skojarzeniach. Otóż kiedy myślałem o tej antyfonie, przypomniały mi się dwie rzeczy. Pierwsze skojarzenie to tzw. teatr reżyserski, częsty w inscenizacjach klasyki oraz oper. Chodzi nie tylko i chyba nie przede wszystkim o uwspółcześnianie (np. Juliusz Cezar Handla w realiach wojny w Zatoce Perskiej). Kluczowa jest raczej zmiana przesłania, tak że np. przyjaciele okazują się kochankami, a scena bohaterska okazuje się czystą fanfaronadą. Skojarzenie drugie to album z obrazami Boscha i dociekaniami Wilhelma Fraengera na temat ich ukrytych znaczeń. Prawdę mówiąc, nie były to dociekania, ale sugestywny wykład głoszący nowe odczytanie dzieł malarza. Pamiętam dreszcz towarzyszący pierwszej lekturze. Bo jak tu się nie zadziwić, kiedy pozornie biblijna scena okazuje się manifestem tajemniczej sekty. Później dowiedziałem się, że interpretacje Fraengera nie przekonały znawców, ale wspomnienie mocnego wrażenia pozostało. Co te przykłady mają wspólnego z cytowaną antyfoną? Niewiele: jednego odbiorcę, któremu uparcie kojarzą się z antyfoną, o której mowa. Dlaczego? Bo i ona oddziałuje podobnie jak lektura Fraengera: zadziwia i wywołuje niepokój. Bo i ona, jak reżyserskie eksperymenty, budzi opór: czy wolno tak swobodnie poczynać sobie z faktami?

Piszę o tym wszystkim, nie żeby budzić wątpliwości co do uświęconych tradycją tekstów. Liczę na odzew specjalistów, bo przecież mają tu swoje blogi znawcy liturgii, którzy z pewnością potrafią oświecić laika.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Błażej Matusiak OP

Błażej Matusiak OP na Liturgia.pl

Obecnie w dominikańskim klasztorze w Pradze. Publikacje: Hildegarda z Bingen. Teologia muzyki (Kraków 2003); recenzje płytowe w Canorze, cykl audycji „Musica in Ecclesia” w Radiu Józef.