Rekolekcje Mysterium fascinans – myśli organizatora kilka

Moja odpowiedź w dyskusji prowadzonej na stronie Christianitas na Facebooku na kanwie tekstu Piotra Kaznowskiego.

Dyskusja: http://www.facebook.com/Christianitas?v=wall&story_fbid=139787492731584&ref=notif&notif_t=share_reply

Tekst Piotra Kaznowskiego: http://pismo.christianitas.pl/2010/09/kaznowski-na-marginesie-mysterium-fascinans-ad-2010

Jestem już po Eucharystii, ale niestety wciąż odczuwam pewne rozdarcie i trudność w przedstawieniu moich myśli po MF, które jeszcze nie są w pełni uporządkowane i możliwe do wyartykułowania. Ale niech będzie to takie luźne rzucenie tych myśli w publiczną debatę.
Po pierwsze bardzo dziękuję Panie Piotrze za ten tekst, który jest dla mnie bardzo ważny. Jednakże dla mnie jest to jedno ze 107 zdań o rekolekcjach, bo tyle osób w nich uczestniczyło. 56 myśli mam wyrażonych w postaci ankiety, którą wypełniono i oddano mi do analizy. Dlatego kiedy myślę o MF myślę o wszystkich. Ale do tego jeszcze wrócę. Zacznę od bardziej priorytetowych spraw.
a)    Dlaczego rekolekcje? Nie wiem dlaczego nazwa „rekolekcje” od samego początku budzi tyle dyskusji i „kontrowersji” (choć to chyba za mocne słowo)? Kiedy przed 3 laty rodził się pomysł powołania tej instytucji do istnienia czymś oczywistym było dla nas, że będą to rekolekcje, jako miejsce „liturgicznego wzrostu” duchowego i intelektualnego. Sympozjum to nie mogło być, gdyż takich mamy już wystarczająco wiele w Polsce. Rekolekcje w tradycyjnym tego słowa znaczeniu też są.  Było to zatem coś na wskroś nowego i prawdę powiedziawszy w polskim doświadczeniu liturgicznym musieliśmy eksperymentować w formach i planie, bo nie mieliśmy się do czego odnieść. Ale pierwsze intuicje były takie, żeby było to połączenie refleksji o liturgii z jej celebrowaniem, innymi słowy, aby dyskusje znajdywały swoją naturalną realizację w liturgii. Owszem, ciągle szukamy tych właściwych proporcji, tego naturalnego połączenia. Nie jestem jeszcze zachwycony, mam jeszcze czasami jakieś doświadczenie „rozjeżdżania się” tych dwóch rzeczywistości, ale jestem przekonany, że z roku na rok jesteśmy coraz bliżej. Kiedy słyszę, że to wciąż jest sympozjum a nie rekolekcje nie mogę się zgodzić. Proszę mi pokazać chociaż jedno sympozjum liturgiczne na którym celebruje się tyle liturgii? Owszem, w poprzednim roku akcent padł bardziej na sympozjum, ale w tym roku zrezygnowaliśmy z 3 referatów i czas poświęcony na celebrację i naukę był prawie identyczny. W przyszłym roku może jeszcze z 1, max 2 referatów zrezygnujemy, ale nie więcej, żeby nie zatracić pierwotnej intuicji, której chcę być wierny. Jeśli ta forma komuś nie odpowiada trzeba organizować coś nowego. My chcemy zachować taki model.
Słowo jeszcze o moim rozumieniu rekolekcji. Rekolekcje są czasem, w którym człowiek jest budowany, przemieniany i wzbogacany przez konkretne doświadczenie łaski Bożej płynącej z celebrowanej liturgii, głoszonego Słowa Bożego, form ascezy, ale jest również ta łaska zapośredniczona w posłudze konkretnych ludzi, w ludzkim słowie, obecności i działaniu. Dlaczego zatem głoszone naukowe referaty nie mogą być formą owej przemiany i wzrostu w człowieku? Czy w wymiarze intelektualnym nie może dokonywać się owa metanoia? Moim zdaniem jak najbardziej. Zacznijmy w końcu uprawiać teologię na kolanach nie tylko (choć przede wszystkim rozumiejąc to dosłownie, stąd konieczność celebracji liturgii) w kaplicy, ale również w salach akademickich, przy pulpicie i mikrofonie. Rzetelna teologia nie tracąca nic ze swojej naukowości może być „rekolekcyjna” i do tego zmierzamy w czasie MF. Jak nam to wychodzi, to inne pytanie i nie chcę tu stawiać odpowiedzi, ale sama intuicja, przekonanie są jest dla nas ważne i chcemy go potrzymać, realizować i doskonalić.
Na pewno w przyszłym roku będzie więcej warsztatów, może nawet każdego dnia. Jest na to zapotrzebowanie, uczestnicy tego chcą. Brak dyskusji w tym roku był spowodowany tym, że wykładowcy nie trzymali się przeznaczonego czasu na wystąpienia. Po każdym referacie było przewidziane 30 min dyskusji. Brakło samodyscypliny u wykładowców, i zewnętrznego zwrócenia uwagi. Trzeba nad tym pracować.
b)    Zwyczajna vs nadzwyczajna forma rytu. Pisanie o tym wymiarze rekolekcji jest dla mnie niezmiernie trudne. Dlaczego? Bo po tej edycji MF mam bardzo mieszane uczucia w tym temacie. Zresztą nie tylko ja. Wydaje mi się jednak, że uczciwość i otwartość dyskusji jest tutaj ważna, dlatego o tym napiszę. Rekolekcje MF są rekolekcjami w których pierwszą formą liturgii jest ta sprawowana w zwyczajnej formie rytu rzymskiego i tak pozostanie. Forma nadzwyczajna jest dla nas ważna i chcemy ją celebrować, w niej uczestniczyć i ją poznawać. Ale pozostanie nadzwyczajna, co będzie miało swoje przełożenie w tym, że nie będzie dużo więcej celebracji w tej formie. Najprawdopodobniej w przyszłym roku będzie wigilia z I nieszporami sprawowana w nadzwyczajnej formie rytu, tak dzisiaj ustaliliśmy w czasie naszych dyskusji, ale tyle. Rekolekcje nie są organizowane tylko i wyłącznie dla miłośników „liturgii trydenckiej”! To jest ważny wymiar, ale nie jedyny i nie priorytetowy. Szczególnie, że miłośnicy tego rytu są mniejszością na rekolekcjach i to jasno trzeba sobie powiedzieć. Wśród uczestników było ponad 30 osób z Ruchu Światło-Życie, ponad 10 ze środowiska dominikańskiego, koło 10 z Christianitas. Jako organizator muszę znaleźć kompromis i maksymalnie przygotować rekolekcje dla wszystkich grup, a nie tylko dla jednej. Dyskusja, która tutaj się toczy na facebooku dotyczy przede wszystkim środowiska Christianitas, które jest dla mnie ważne w kontekście MF i dyskusję tę traktuję niezwykle poważnie, ale muszę brać pod uwagę jeszcze 100 innych zdań. Np. 14 osób z 56 oddanych ankiet napisało, że nie wiedzą jak odebrać zaistniały fakt na MF w niedzielę, że rano środowisko Christianitas odprawiło Mszę w nadzwyczajnej formie rytu, a potem pojechało nie uczestnicząc w Mszy będącej w programie rekolekcji. Niestety, ale mnie jako organizatora to także zabolało. Kiedy zgadzałem się na tę Mszę nikt nie poinformował mnie o wcześniejszym wyjedzie. Próbuję to jakoś rozumieć, ale w tych 14 ankietach zrozumiano to, że jednak Msza w formie zwyczajnej nie jest równa nadzwyczajnej. Jak tak ostro tego nie stawiam, ale był to jakiś zgrzyt, który spotkał się z szerszym odzewem, obok którego nie możemy jako organizatorzy przejść obojętnie.
Ten temat wiąże się również z Mszami cichymi. To jest jedna rzecz, o której powiem jasno: nie będzie takich na MF. Kapłani obecni na MF nie chcą takiej formy, poza tym codziennie jest sprawowana uroczysta Msza św. dla wszystkich uczestników. Nie rozumiem i nie zrozumiem dlaczego by kapłani mieli odprawiać kilkanaście Mszy św. bez udziału wiernych. Pomysł jest taki: w piątek – Msza z biskupem, sobota – Msza w nadzwyczajnej formie, niedziela – uroczysta Eucharystia z rozbudowanymi formami rytualnymi, np. śpiewem czytań, Komunią pod obiema postaciami przez spożycie. To zostanie zachowane.
c)    Może się wydawać, że stanąłem w postawie anty wobec przedstawionych wyżej postulatów. Tak i nie. Program rekolekcji przedstawiony przez Pana Piotra na końcu swojego tekstu jest nie do zrealizowania przy wierności intuicji jaką nadal w sobie mamy i jaką chcemy realizować. Jednakże teologiczne argumenty skłaniają do refleksji i jakoś głęboko korespondują z naszymi odczuciami. Ciągle myślimy, co zrobić, aby ta refleksja naukowa faktycznie korespondowała z celebrowaną liturgią. Ciągle myśli o śpiewie, o samych celebracjach. Nieustannym naszym zmartwieniem jest kaplica w każdym kolejnym ośrodku. Po prostu nie ma ośrodka rekolekcyjnego, który pomieści nas wszystkich, a który dysponuje kaplicą i jest w rozsądnej cenie. Ale myślimy jak temu poradzić. Może jakimś kompromisem (bo niestety ciągle jesteśmy na płaszczyźnie kompromisów) będzie celebrowanie liturgii w kościele parafialnym w Zembrzycach? Na pewno dołożymy więcej starań i przygotowań w temacie muzyki, ale nie wiem czy tylko chorał? To oczywiście podstawowy śpiew Kościoła, ale czy jedyny? Różne środowiska, różne grupy, różne potrzeby. Myślimy. Nie chcę jednak dopuścić do jednego. Do momentu w którym sprowadzimy ekspertów od śpiewu, którym zapłacimy za przygotowanie muzyki liturgicznej i każemy zgromadzonej wspólnocie odnajdywać się w tym śpiewie, a nie go naturalnie tworzyć.
d)    I na koniec to, co dla mnie osobiście najważniejsze. Dla mnie te rekolekcje, celebrowana w nich liturgia, referaty były czasem nawrócenia, stawania się lepszym, realnego doświadczenia obecnego i zarazem przychodzącego Pana. Na nowo zachwyciłem się Nim, Jego tajemnicą i liturgią. I nie jest to tylko moje doświadczenie, wiem o tym, jestem tego pewny.
Rozpisałem się mocno, ale wydaje mi się, że było to potrzebne. Czułem od jakiegoś czasu potrzebę powiedzenia tego. Mam nadzieję, że będzie to dobrze odczytane i zrozumiane tak, jakbym tego chciał.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Ks. Krzysztof Porosło

Ks. Krzysztof Porosło na Liturgia.pl

Ur. 1988, doktorant na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie (Hiszpania), gdzie przygotowuje pracę nt. pneumatologii Mszału hiszpańsko-mozarabskiego. Pomysłodawca i współorganizator rekolekcji liturgicznych „Mysterium fascinans”. Obszary badań: teologia liturgiczna, relacja między teologią dogmatyczną i liturgią, liturgia hiszpańsko-mozarabska, katecheza mistagogiczna. Napisał i zredagował kilkanaście książek, w tym ostatnio: Liturgia Jezusa Chrystusa (Kraków 2015); Przyjdź, Panie Jezu! Chrystus w tajemnicach roku liturgicznego (Kraków 2016, t. 1); Duchowość kształtowana przez liturgię (Kraków 2017, red.), Święta codzienność. O liturgii przemieniającej życie (Kraków...