Rekomendacja „Sakrament i misterium” J. Ratzingera

Przygoda, przyjemność, wyzwanie, radość, przywilej, dar, łaska. To tylko niektóre z określeń, jakie cisną mi się na usta, kiedy próbuję wyrazić to, czym było dla mnie wejście w świat myśli kard. Josepha Ratzingera. Zostałam do niego zaproszona, by przetłumaczyć książkę „Sakrament i misterium”. Nieopisanie bogatsza dzięki tej podróży, z całego serca zapraszam do niej czytelników.

Tłumacząc pisma kardynała, wielokrotnie zadawałam sobie proste pytanie: „jak on to robi?”. Jak to się dzieje, że nieraz jednym analitycznym cięciem udaje mu się precyzyjnie rozwikłać najtrudniejsze zagadki teologii, kiedy indziej z rozmachem i polotem wydobyć na światło problem, którego inni dotychczas nie dostrzegali, a jeszcze innym razem subtelnie i niepostrzeżenie dotknąć tajemnicy i wyrazić coś z tego, co niewyrażalne? Nie znalazłam odpowiedzi. I tak już chyba zostanie, gdyż mamy tu do czynienia z człowiekiem, który wyrasta ponad swój czas i przewyższa sobie współczesnych; z kimś, kto wymyka się ustalonym kategoriom, fascynuje swą wszechstronnością, i integruje w sobie sprzeczności, pozostając przy tym ujmująco pokornym i skromnym. Jedno jednak jest pewne: Joseph Ratzinger jest – by posłużyć się jego własnymi kategoriami – człowiekiem oświeconym. Nie takim więc, który byłby jedynie światły i świetnie wykształcony, lecz takim, który, ponadto, obdarzony jest światłem nadprzyrodzonym. Dla Ratzingera, jako tego, który potrafi patrzeć, sprawy przed nami zakryte, problemy dla nas trudne i kwestie zawiłe, są przejrzyste, logiczne i otwarte dla ducha (rationabilia). Dlatego zachęcam, by uznać go za swojego mistrza i podążyć wytyczoną przez niego ścieżką rozumienia spraw Bożych.

Czego uczy nas Ratzinger? Mnie, przede wszystkim, nauczał prawdziwej klasy duchowej. Samemu żyjąc na wyżynach ducha, Ratzinger pociąga za sobą każdego, kto zdecyduje się wkroczyć w głąb jego myśli. Z tych wyżyn, jak prorok, woła o szacunek dla kultury wysokiej, o życie i twórczość na najwyższym poziomie, subtelnie przypominając, że do tego właśnie zobowiązuje bycie chrześcijaninem. Ratzinger uczy też realizmu (wszelki wydumany idealizm nazywa wprost – herezją). Jego realizm jest jednak „realizmem mistycznym”, czyli takim, który, będąc zakorzenionym w tu i teraz, pozostaje transparentnym względem tego, co wieczne. Jako realista z krwi i kości Ratzinger uczy nas bycia odpowiedzialnym. Za świat, w którym żyjemy, za wspólnotę, za siebie nawzajem. „Miarą mojej komunii z Chrystusem jest zjednoczenie z drugim człowiekiem” – pisze obecny Sługa sług Bożych. Własnym przykładem naucza męstwa w wyznawaniu i bronieniu naszej wiary, wzywa do odwagi. I wreszcie, uczy nas obcowania z Bogiem, dając tym samym lekcję prawdziwego człowieczeństwa.

Oświecony, mędrzec, mistrz, pierwszej klasy teolog, wybitny filozof i – jakby tego było mało – świetny pisarz. Raz pisać zwięźle, analitycznie, nieomal ascetycznie i bardzo dobitnie, a innym razem zachwycać metaforyką, poetycznością, rytmiką – to wymaga nie tylko otwartego umysłu, ale i tzw. lekkiego pióra. Ratzingerowi na pewno nie brakuje zdolności literackich. To zaś sprawia, że jego książki nie tylko czyta się przyjemnie, ale, przy całej powadze i doniosłości jego myśli, można się w nich wręcz za–czytać.

Czytanie, myślenie, zżywanie się, tłumaczenie, konsultowanie, korygowanie – i wciąż było mi mało. Dopiero co skończyłam, a już zdążyłam zatęsknić. Ratzinger bowiem urzeka, fascynuje, naucza (ale nie poucza!) prowadzi, wciąga, intryguje… i uzależnia.

 

 

Zobacz także