Relacja z seminarium 21.01.2011

Pierwsze spotkanie już za nami – seminaryjna dyskusja była żywa, zacięta i twórcza. Na początek oddajmy głos Guardiniemu, który tak mówi o naturze życia duchowego, na którym opiera się modlitwa:

(…) W życiu jednostki wyjątek odgrywa większą role. Jeśli jednak w grę wchodzi zbiorowość, a więc gdy chodzi o instytucje, praktyki, modlitwy, które dotyczą wspólnych nabożeństw, wtedy powstaje istotne pytanie, czy są tu uwzględnione zasadnicze prawa zdrowego, naturalnego i nadnaturalnego życia duchowego. Bo nie chodzi tu o postawę duchową związaną z potrzebą chwili, ale o trwałe instytucje, które ciągle będą wywierać swój wpływ na duszę. Mają one wyrażać nie tylko jakiś jednorazowy stan, ale mają być dostosowane do przeciętnego poziomu życia powszedniego. Przedstawiają one duchową postawę nie jakiegoś człowieka o określonym usposobieniu, ale zbiorowość złożonej z jednostek o różnych predyspozycjach. Jest więc rzeczą jasną, że jakikolwiek błąd konstrukcyjny w założeniu, będzie przejawiał się z nieubłaganą logiką.

(…) Te podstawowe założenia występują w najczystszej postaci tam, gdzie życie duchowe dużej wspólnoty mogło się rozwijać przez długi okres czasu. Wówczas bowiem istotne zasady miały czas w pełni dojść do głosu. We wspólnym przebywaniu ludzi o najróżnorodniejszym usposobieniu, z różnorodnych warstw społecznych, niekiedy z różnych ras, na przestrzeni różnych okresów historycznych, to, co przypadkowe i szczegółowe do pewnego stopnia odpadło, a ujawniło się to, co istotne, powszechnie obowiązujące. Właściwy sposób duchowego postępowania zobiektywizował się.

Wykończonym obrazem takiego obiektywnego, duchowego trybu życia jest liturgia Kościoła katolickiego. (s. 51-52) 

Próbując wskazać centralne pojęcia charakterystyczne dla liturgiki Guardiniego, należałoby z pewnością wymienić przynajmniej trzy: wspólnota, regularność, obiektywność. Są one dla niego tym, co gwarantuje prawidłowy rozwój liturgii. Dlaczego? Według autora indywidualność narażona jest na błędy i potrzebuje weryfikacji w regularnym życiu modlitwy podporządkowanym duchowi wspólnoty. Dąży ono do niwelacji tego, co „przypadkowe i szczegółowe”. Istotne jest także to, by jednostka nie narzucała pozostałym uczestnikom liturgii własnych szczególnych przeżyć duchowych. Guardini wprowadza tutaj bardzo ważną kategorię „życia wspólnoty”, które w jego koncepcji stanowi źródło i fundament formy liturgicznej.

Myślę, że inspirująca jest tu wątpliwość, którą w czasie seminarium postawił o. Tomasz Grabowski: czy taka wizja liturgii pozostawia miejsce dla geniuszu? Czy da się ją pogodzić z przykładami mistyków, którzy przeżywali Eucharystię nadzwyczajnie i „nieregularnie”? Z drugiej strony: mistycy (jak np. św. Franciszek) również zachęcali do wierności poleceniom Kościoła i przepisom liturgicznym.

A za tym idą inne pytania pierwsze: Czy rozwój (postęp?) w liturgii polega na niwelacji przeżyć indywidualnych? Czy emancypacja indywidualności (jej uczuć, form wyrazu) zawsze oznacza wyobcowanie zgromadzenia? Co ma wyrażać człowiek na modlitwie liturgicznej – swoje przeżycia czy coś/kogoś innego?

Najbliższym i właściwym celem liturgii nie jest oddawanie czci Bogu przez jednostkę; liturgia nie ma na celu wychowania, duchowego budzenia i wewnętrznego kształtowania jednostki. Nie jednostka jest podmiotem modlitwy i czynności liturgicznej. Również i nie ogólna liczba wielu pojedynczych istot, zebranych na przykład w Domu Bożym, jako tylko czasowo-przestrzenna, zrównana pod względem nastroju jedność „parafii”.

„Ja" w liturgii jest raczej jednością wierzącej wspólnoty jako takiej, jest wielością wyrastającą poza ogólną liczbę pojedynczych jednostek, jest Kościołem. Liturgia jest publicznym, ustawowym kultem Bożym Kościoła i jest kierowana przez specjalnie w tym celu przez Kościół wybranych i ustanowionych przedstawicieli — kapłanów. W niej ma być czczony Bóg przez duchową wspólnotę, jako taką, i ma tę wspólnotę w tej czci i poprzez nią „budować".

Jest rzeczą ważną zrozumienie tego przedmiotowego charakteru liturgii. Tu leży bowiem różnica między katolickim ujęciem wspólnotowej Służby Bożej a ujęciem protestanckim, skierowanym głównie ku jednostce. To, że właśnie wierny przez swoje wzrastanie w tej wyższej jedności stanie się wewnętrznie wolny i ukształtowany, ma swoje uzasadnienie w zarazem indywidualnej i społecznej naturze człowieka (s. 53-54).

Omawiając tę część, skupiliśmy się na kwestii podmiotowości liturgii – czyli tego, kto właściwie ją „sprawuje”. Znajdują się tu fragmenty, które wzbudziły największe kontrowersje wśród uczestników seminarium. Temat podmiotowości jest także jednym z ważniejszych wątków poruszanych w dzisiejszym „sporze liturgicznym”. Guardiniemu zależy z pewnością na zwróceniu uwagi na wymiar wspólnotowy liturgii – kapłan, jako „przedstawiciel”, jest tym, kto nią „kieruje”, jednak w służbie sprawującej liturgię wspólnoty Kościoła (do której sam należy). Warto zauważyć, że autor krytykuje tu dwie skrajności: radykalny klerykalizm (podmiotem aktów jest sam kapłan), ale również indywidualizm – trochę wbrew utartemu dzisiaj schematowi myślenia, zgodnie z którym z twierdzenia „liturgię sprawuje wspólnota” wywodzi się natychmiastowo drugie: „liturgię sprawuje każdy z nas”.

Czy jednak nadużyciem jest nazywanie Eucharystii „osobistym spotkaniem z Bogiem”? Żywo dyskutowaliśmy o tym, czy „wspólnota Kościoła”, o której mówi Guardini, nie jest bytem obiektywnym i anonimowym, bo pozbawionym przeżyć pojedynczych ludzi. Innymi słowy: skoro nie „ja odprawiam Mszę świętą”, może to znaczyć, że „Msza święta się odprawia” – a moja indywidualność jest tu zbędna.

Być może w przezwyciężeniu tej opozycji mogłoby pomóc powołanie się na kategorię „podmiotowości słabej”, pochodzącą z refleksji postmodernistycznej. W teologii zdaje się odpowiadać jej wywodzona z Nowego Testamentu idea „wszczepienia” ochrzczonych w Ciało Chrystusa, według której każdy z nich jest „członkiem ciała”, a więc podmiotem aktu, jednak działanie całości, czyli Kościoła, nie jest po prostu sumą działań ludzi.

Pytania drugie: Czy i w jaki sposób akt liturgiczny jest „mój”? Ale także: dla kogo jest Eucharystia i kogo przede wszystkim ma przemieniać – jednostkę czy wspólnotę? A może taka alternatywa jest fałszywa?

(…) obok wybitnie kultowych form pobożności, występują także i takie, w którym element subiektywny wysuwa się na plan pierwszy. To są przejawy pobożności ludowej, „nabożeństwa dla ludu" (…). Noszą one na sobie raczej piętno specjalnego czasu i okolicy, są bezpośrednim wyrazem szczególnej fizjonomii moralnej parafii. Chociaż w porównaniu z wyrażającą jedynie siebie samego modlitwą jednostki, są one wciąż bardziej powszechne i przedmiotowe, to jednak w porównaniu znów z modlitwą liturgiczną Kościoła są bardziej osobiste. W nich dochodzi mocniej do głosu indywidualna potrzeba wypowiedzenia się. Dlatego formy i prawa życia liturgicznego nie mogą być miarodajne dla modlitwy pozaliturgicznej. Nigdy nie należy wysuwać takich żądań, że liturgia powinna być wyłącznym sposobem wspólnego życia pobożnego. To oznaczałoby zapoznanie duchowych potrzeb wierzącego ludu. (…)

Chociaż więc  liturgia i pobożność ludowa mają swoje specjalne założenia i cele, to jednak liturgicznej służbie Bożej musimy przyznać pierwszeństwo (…). Modlitwa nieliturgiczna musi się na niej stale wzorować i z niej odnawiać, jeśli chce pozostać modlitwą żywą. Nie można z pewnością powiedzieć, że liturgia ma się tak do modlitwy ludu, jak dogmat do wyznawania wiary jednostki, ale istnieje pewna analogia do wyżej przedstawionego stosunku. W liturgii wszelkie życie duchowe może najłatwiej rozpoznać swoje błędy i w niej najpewniej znajdzie się znów na „via ordinaria”. Zmienne potrzeby miejsca, czasu i specjalnych okoliczności będą się same przez się przejawiać w pobożności ludu; naprzeciw niej stoi liturgia, z której wypływają zawsze i wszędzie jednakowe zasady prawdziwej, zdrowej pobożności (s. 54-55).

Coraz bardziej jasna staje się wizja życia duchowego i antropologia, którą chce nam ukazać Guardini. Człowiek, dzięki swojej naturze indywidualnej i społecznej, chce wyrażać swoje uczucia nie tylko w modlitwie osobistej, ale także wspólnotowej. Tę drugą potrzebę należy jednak realizować nie w liturgii, ale w pozostałych przejawach pobożności wspólnotowej, takich jak nabożeństwa.

Inspirująca stała się dla nas uwaga Guardiniego na temat niemożliwości zastąpienia modlitwy osobistej przez liturgię. Kultowi Bożemu nieodłącznie towarzyszy pewien kanon, jako element obiektywny („dogmat”, jak to ujmuje Guardini) – którego nie musi zawierać modlitwa indywidualna. Jak zauważył o. Tomasz, często mylimy obie rzeczywistości:

Wypowiedź, Tomasz Grabowski OP

/zasoby/uploads/files/audio/9787_1.mp3

Na koniec warto podkreślić, że według Guardiniego liturgia jest dla życia duchowego „skokiem jakościowym” – nie da się jej wyprowadzić z indywidualności, w odróżnieniu do modlitwy osobistej i nabożeństw (których kształt jest sumą, złożeniem indywidualnych warunków). Powstaje jednak wtedy wątpliwość: bo czy źródłem wielu elementów liturgii nie były właśnie wyrazy indywidualnej pobożności, pojedyncze przeżycia? Podczas seminarium został wymieniony przykład padania na twarz przez kapłana w Wielki Piątek – czy pierwszy tego typu gest nie pochodził właśnie z jednostkowego, osobistego przeżycia? Nawiasem mówiąc, Guardini stawia tutaj „na głowie” Kierkegaarda, dla którego religijne stadium egzystencji (a więc prawdziwie religijna wiara) było właśnie przejściem ku całkowicie subiektywnemu stosunkowi człowieka do Boga i zawieszeniu praw ogólnych…

Pytania trzecie: Czy na kształt zdrowej liturgii nie ma wpływu to, co „nosi piętno specjalnego czasu i okolicy” (zarówno w zwyczajnej, jak i w nadzwyczajnej formie rytu)? Czy między pobożnością ludową a liturgią istnieje metafizyczna przepaść? Jak wtedy wytłumaczyć genezę znaków liturgicznych?

Mimo że nasza dyskusja nie ograniczała się jedynie do tych kwestii, na tym wypada zakończyć. Wszystkich, których tekst zainspirował, zapraszam do jego przemyśliwania, komentowania i dyskutowania. Cóż – najlepiej podczas następnego seminarium. Zapraszam!

Michał Koza


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także