Relacje są najważniejsze

„Nie ma wątpliwości, że Ojciec niczego nie potrzebuje, tak też ani Syn, ani Duch Święty niczego nie potrzebują. Mówiąc ściśle ten czegoś potrzebuje, komu brakuje czegoś do doskonałości, a tego nie można powiedzieć ani o Ojcu, ani o Synu, ani o Duchu Świętym. Jednak Ojciec nie mógłby być doskonały, gdyby nie miał Syna, ponieważ nawet Ojcem nie byłby bez Syna; i nie byłby doskonałym Bogiem, gdyby nie miał Słowa oraz Tchnienia Życia. [...] Wspólne więc jest Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, iż żaden z nich niczego nie potrzebuje i wspólne jest każdemu z nich, iż żaden nie może być doskonałym Bogiem bez dwóch pozostałych” (CEG, 7).

Kim jest Bóg Trójjedyny? To najważniejsze pytanie, które możemy sobie zadać i nie ma ważniejszego. Tam wszystko się rozpoczyna i wszystko znajduje swój kres: tam, czyli gdzie? Święty, Święty, Święty, wielka wizja Izajasza wzywa do milczenia: jestem człowiekiem o nieczystych wargach – mówi prorok; jak my wszyscy, którzy stajemy ze słabością i niewiedzą przed przekraczającą wszystko Tajemnicą Boga w Trójcy Osób. Chodzi o głębokości Boże – nikt ich nie przeniknie, tylko Duch. Odpowiedź na najdonioślejsze pytanie naszej wiary pozostaje więc ukryte w Majestacie. Bardzo młody jeszcze Tomasz, cytując św. Grzegorza napisał: „Tak jak poznajemy Boga w sposób niedoskonały, tak samo też nazywamy Go w sposób niedoskonały, jakby bełkocząc” (In Sent., 1, d.22, q.1, a.1).

Tekst, który rozpoczyna ten dzień rekolekcji utkany jest z paradoksów. Bez Syna Bóg Ojciec nie byłby Ojcem, bez Ojca i Syna nie byłoby Ducha Świętego, a bez Ducha Świętego nie byłoby Ojca i Syna. Bóg nie byłby Bogiem, gdyby nie był Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Tomasz pisze o czymś, co nigdy się nie zdarzyło i nigdy się nie wydarzy, co więcej, nigdy nie może się stać. Bóg jest Trójcą i nie było takiej chwili, w której by Nią nie był. Dlaczego więc Akwinata zdecydował się zapisać ten fragment? Może po to, by dać nam klucz do Tajemnicy?

To jest najpiękniejsze w tym fragmencie: gra słowa „potrzebować”. My „potrzebujemy” zawsze, gdyż zawsze nam czegoś brakuje. Bóg Ojciec jest doskonały i niczego nie „potrzebuje”. Jest doskonały, posiada wszystko, całe bogactwo istnienia, myśli i miłości. Może nawet budzić świętą zazdrość – jest Pełnią. A jednak bardzo głęboko, u samych podstaw swojej natury „potrzebuje” Syna. Dlaczego? Tu właśnie trzeba zamilknąć. Po prostu już tak jest, Bóg jest taki i takim „potrzebującym” trzeba Go adorować.

Ojciec wypowiada w Synu i do Syna swoje „potrzebuję Ciebie Synu”, a Syn odpowiada „potrzebuję Ciebie Ojcze”. Razem tchnąc Ducha Świętego mówią: „Potrzebujemy Ciebie”, a Duch odpowiada tym samym. Jeżeli to Boże odwieczne „potrzebuję” obudzi się w nas, a może się odezwać z wielką siłą, to Tajemnica Trójcy stanie się choć trochę jaśniejsza. Wypowiedziane z głębi skruszonego i pokornego serca słowo „potrzebuję” przebija się przez zasłonę Tajemnicy.

Nazwijmy to inaczej. Życie Trójcy Świętej, to odwieczne wzajemne „obdarowywanie” i „przyjmowanie” – Istnienia, Miłości, Dobroci, wszystkiego, co najdoskonalsze i najpiękniejsze. Ojciec, Syn i Duch Święty żyją bezkresnym Darem i Miłością. Nie wystarczy „potrzebować”, trzeba umieć… – ręka chce napisać – „podzielić się” tym, co się posiada. Na to w oczywisty sposób wskazuje logika i poczucie zdrowego rozsądku, a także jakieś wyczucie języka polskiego. Jednak w Trójcy Świętej jest inaczej, każdy oddaje siebie całego, wszystko, czym jest – bez reszty powierza się Drugiemu, sam też otrzymuje absolutnie wszystko. Stajemy tu gdzieś na granicy naszej wyobraźni.

Ojciec jest cały oddany Synowi i jest tym oddaniem, jest tym oddaniem najdosłowniej. Syn powierza się całkowicie Ojcu i jest tym powierzeniem. Obaj powierzają się Duchowi, a On powierza się Im, nie pozostawiając niczego dla siebie. Nasz język brzmi tu pokracznie. To wzajemne powierzenie się Osób sobie nawzajem jest zawsze przyjęte, nie jest skierowane w próżnię, ale zawsze otrzymuje odpowiedź i potwierdzenie. To jakby zakochani nagle cali przemienili się w miłość, już nie on kocha i ona kocha, ale on jest miłością i ona jest miłością. To chyba najlepsze porównanie. Tak jest odwiecznie i pozostanie po wszystkie czasy. Nikt w Trójcy nie żyje dla siebie.

Od Trójjedynego Boga do naszego życia droga jest bliższa, niż nam się z początku może wydawać. Kto wyrusza na poszukiwanie prawdy o niezgłębionej Tajemnicy Trójcy Świętej, ten ze zdziwieniem odkryje w pewnej chwili, że wszedł także na drogę, która prowadzi do zrozumienia siebie samego. Między nami, a Trójcą jest, jak między obrazem a pierwowzorem. Obraz nosi w sobie bardzo wiele cech pierwowzoru, ale nigdy nie osiągnie pełnego podobieństwa. Nikt na ziemi nie potrafi tak malować, by obraz i wzór nie różniły się od siebie. Nawet fotografia zatrzymuje jakąś chwilę – nie potrafi przekazać ruchu, całego bogactwa, inności tego, co utrwala.

Św. Tomasz z Akwinu pisał, że cały świat, bez żadnego wyjątku nosi w sobie „ślad” Trójcy Świętej, człowiek zaś jest Jej „obrazem”. To znacznie więcej, jednak jak w każdym obrazie, tak i tu podobizna jest bardzo oddalona od Pierwowzoru. Cały świat, wszystko, co istnieje, od mikroskopijnych „stworzonek”, aż po potężne górskie szczyty Trójca Święta obdarzyła podobieństwem do siebie. Mistrz z Akwinu bardzo lubił nazywać Boga Artystą – Twórcą, a każdy Twórca pozostawia w swym dziele niezatarte piętno, jakieś odbicie siebie samego, jedynie jemu właściwe pociągnięcie pędzla czy uderzenie dłuta. Stworzenie świata było zadaniem dla największego Artysty, który wycisnął na nim znamię swojego Życia. Podobieństwo do Trójcy tkwi bardzo głęboko w całym wszechświecie, w nas samych, którzy jesteśmy „na obraz” Boży: „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1,27).

Obraz Trójcy w nas nie jest jakąś teologiczną abstrakcją, to konkret. Jeżeli mielibyśmy jednym zdaniem wyrazić, co Tomasz napisał o obrazie Trójcy Świętej w człowieku, wyglądałoby to prawdopodobnie tak: relacje są najważniejsze. Najważniejsze są więzi, łączące z Bogiem i bliźnimi. Obraz Trójcy jest odbiciem, odwzorowaniem w nas Miłości, Daru, tego całoosobowego, całkowitego oddania, jakim darzą się Ojciec, Syn i Duch Święty. Relacje są najważniejsze, gdyż one tak naprawdę świadczą o tym, kim jesteśmy, czy jesteśmy zdolni do ofiarności, do rezygnacji z tego, co nasze, by przyjść z pomocą innym, by wielkodusznie dać im, co w nas najpiękniejsze. Relacje są najważniejsze. Stajemy się bardziej sobą, gdy „naśladujemy” Trójcę Świętą, Jej życie Miłością i Darem.

Jak na dłoni widać, co temu wszystkiemu się sprzeciwia. Zamknąć to można w jednym słowie: Egoizm, a więc brak hojności. Św. Tomasz z Akwinu bardzo precyzyjnie obnażył naszą podatność na postawy egocentryczne, na dla siebie z fragmentu Listu do Rzymian św. Pawła: „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie” (Rz 14,7).

Być dla siebie oznacza „odnajdywanie szczęścia w sobie samym” (In Rom. 1101). Zamknięcie się na dobro i miłość, które przychodzą od innych. Gdy choć trochę jest się zaznajomionym z Tomaszową wizją szczęścia człowieka, wtedy wyobrażenie sobie takiego odnajdywania szczęścia w sobie samym może wydać się czymś naprawdę tragicznym. Wpatrywanie się w siebie, nieustanne skupienie na sobie, głęboka niezdolność do przyjmowania darów Bożych i innych ludzi, wreszcie straszny smutek samotności. Takie szczęście nie jest niczym innym, jak tylko pułapką. Tomasz, jakby chcąc od razu pokazać przeciwległy biegun takiej postawy cytuje dwa fragmenty z Biblii: „…nie szukając własnej korzyści…” (1 Kor 10,33) i „nie nam Panie nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę” (Ps 115,1).

Być dla siebie, czyli żyć według swojej własnej reguły. Cóż to znaczy? Nie liczyć się z Bożym Prawem i Jego wolą. Oznacz przedkładanie swoich pomysłów nad Boże, pychę stawiania siebie w centrum wszystkiego. Mierzenie wszystkiego i wszystkich swoją własną miarą, swoją, a nie Bożą miarą miłości. „Nasza siła niech będzie prawem niesprawiedliwości” (Mdr 2,11).

Być dla siebie oznacza wreszcie żyć według swoich własnych poglądów, czyli według tego, co można zmieniać, kształtować dowolnie według swoich potrzeb. W świecie poglądów kryterium przyjemności odgrywa najważniejszą rolę. To, co trudne i domagające się wysiłku nie mieści się w poglądach. One nie interesują się Prawdą, którą jest Bóg, poglądy mają dać bezpieczeństwo i odpowiednią ilość argumentów przeciwko temu, co wymaga wysiłku i ofiary z siebie.

Św. Tomasz poprzestał na tych trzech wymiarach egoizmu, chociaż można wymienić ich znacznie więcej. Te, które wymienił nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Pomiędzy „naśladowaniem” Trójcy Świętej, a egoizmem jest głęboka przepaść. Nie ma zgody między hojnością, darem z siebie, a pustką znajdywania szczęścia w samym sobie.

Rekolekcje ze św. Tomaszem zostały wcześniej opublikowane przez Wydawnictwo M.


Inne części rekolekcji ze św. Tomaszem z Akwinu:

Wiara, czyli szczęście

Nadzieja matką głupich

Relacje są najważniejsze

Wewnętrzne owoce miłości

Proście, a będzie wam dane

Nowe prawo wolności

Kochać tak na całość

Zobacz także