Rogationes, czyli tam i z powrotem

Zrobiło się upiornie gorąco. (Pewnie dla większości jest to przyjemna, słoneczna pogoda, dla mnie jednak biomet jest zdecydowanie niekorzystny.) Na Służewie wyroiły się dzikie pszczoły: chmura wirujących owadów sięgała aż do trzeciego piętra. Natura w szczególny sposób o sobie przypomina w tych dniach.

A są to Dni krzyżowe, Rogationes. Trzy dni przed Wniebowstąpieniem, która to uroczystość w przyzwoitych kalendarzach przypada, jak Pan Bóg w Piśmie przykazał, 40. dnia po Wielkanocy, czyli w najbliższy czwartek. Tak jest np. w Watykanie, jak przypomniał rok temu papież; w Polsce, dzięki (tu brzydkie słowo na "i") polskich biskupów, nie mamy za to VII Niedzieli Wielkanocnej, której miejsce zajęło właśnie Wniebowstąpienie. Bez komentarza.

Poniedziałek, wtorek i środa przed Wniebowstąpieniem to dni błagalnej modlitwy i błagalnych procesji. Często odbywały się one do krzyża, stojącego na polach, i z powrotem do kościoła, stąd nazwa Dni krzyżowych. Jeszcze wcześniej obejmowały one wszystkie pola, łąki i lasy danej miejscowości, i trwały od tercji do nony, czyli od 9.00 do 15.00. Niesiono w nich krzyż, Ewangeliarz, relikwie świętych; pola i łąki kropiono wodą święconą, błagając Boga, aby dał obfite plony i zachował lud swój od nieurodzaju i głodu. Autor listu o śmierci Bedy wspomina o takiej procesji (Beda umarł w wigilię Wniebowstąpienia).

Śpiewano w czasie procesji litanię do Wszystkich Świętych. W dawnych homiliach czytamy, że te dni były – mimo okresu paschalnego – dniami pokuty i postu. Miały przypominać ludziom o konieczności nawrócenia, o niebezpieczeństwie trwania w grzechu, i o Bożym gniewie. Nawiązywały do postu Niniwitów, opisanego w Księdze Jonasza. Błagano Boga, aby powściągnął swój słuszny gniew i nie karał ziemi nieurodzajem.

Boże, Ty niespodziewanie karzesz winy bezbożnych, ale też nie odrzucasz płaczu żałujących za grzechy, tak że możemy odczuć Twoją miłosierną łaskę my, którzy doświadczyliśmy Twego surowego gniewu.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.