Rozbite zwierciadło

Święty Antoni Wielki, zwany Ojcem mnichów, dziwnym kaprysem historii znaczną część swej kariery europejskiej spędził jako protektor bydła dotkniętego zarazą. Uroczy ten fakt nie tylko dodaje animuszu, aby poczytać więcej o Antonim, ale także, jak się wydaje, nastraja pozytywnie do człowieka, który cierpliwie tyle wieków zajmował się, nie wiedzieć czemu, europejskimi krowami.

Dziwne są pośmiertne kariery, jakie święci robią na ziemi. Apostoł Germanów, św. Bonifacy chociażby, dziwnym trafem w niektórych kręgach cieszy się poważaniem jako wspierających w walce z alkoholizmem; św. Cecylia od wieków czczona jest jako patronka muzyki kościelnej (ale z jakiej racji, zaiste trudno dociec), a św. Ambroży mocną prawicą wspiera pszczelarzy. Święty Antoni Wielki, zwany Ojcem mnichów, dziwnym kaprysem historii znaczną część swej kariery europejskiej spędził jako protektor bydła dotkniętego zarazą. Uroczy ten fakt nie tylko dodaje animuszu, aby poczytać więcej o Antonim, ale także, jak się wydaje, nastraja pozytywnie do człowieka, który cierpliwie tyle wieków zajmował się, nie wiedzieć czemu, europejskimi krowami.

Źródła

Wyliczmy na początku źródła, które mówią nam o Antonim. Mamy przede wszystkim Żywot pióra Atanazego Wielkiego (jak powiada o nim Harnack: najbardziej niebezpieczna książka, jaką kiedykolwiek napisano) powstały pomiędzy 356 a 374 r. (czyli datami śmierci Antoniego i Innocentiusza, któremu dedykowany był łaciński przekład dokonany przez Ewagriusza z Antiochii). Po wtóre dysponujemy Listami przypisywanymi Antoniemu (ich liczba waha się zależności od recenzji: 1 w syryjskiej, blisko 20 w arabskiej; przyjmuje się zazwyczaj liczbę 7); na końcu wymieńmy  kolekcją apoftegmatów. Najbardziej znane zawiera tzw. Księga starców, jednak jeden z badaczy skrupulatnie wyliczył, że apoftegmatów przypisanych Antoniemu jest blisko 150.

Koleje życia

Przedstawmy zatem koleje życia Antoniego w takiej kolejności, w jakiej przekazał je nam Atanazy w Żywocie.

Urodził się dość zamożnej rodzinie około roku 250. Co ciekawe: człowiek, który z pewnością jest jedną z najwybitniejszych postaci, którą Kościołowi dał Egipt chrześcijański, przyszedł na świat mniej więcej w tym właśnie czasie, kiedy Kościół w Egipcie staje się uchwytny w źródłach (pomijamy tutaj dyskusyjne i znane w zasadzie jedynie z przekazu Euzebiusza informacje na temat św. Marka i jego męczeństwa Aleksandrii oraz zestawioną przez niego listę biskupów aleksandryjskich). Antoni miał jedną siostrę. Rodzice zmarli (w wyniku choroby? zarazy? starości? – Atanazy nie zajmuje się tą sprawą) gdy miał około 20 lat. Przez pewien czas prowadził dalej życie człowieka swej grupy społecznej. Żywot informuje nas jednak, że regularnie uczęszczał do miejscowego kościoła, gdzie uważnie słuchał czytanego Pisma, które później wytrwale rozważał. (Zwróćmy od razu uwagę na brak jakichkolwiek wzmianek o liturgii eucharystycznej! Ten wątek pojawi się później w Żywocie.) Pewnego dnia usłyszał odczytane w kościele słowa Ewangelii:

Hieronim Bosch, Kuszenie św. Antoniego[Antoni] przyszedł do Domu Pańskiego, gdzie właśnie odczytywano Ewangelię, i usłyszał Pana mówiącego do bogacza: Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj wszystko, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za mną. Antoni, jakby od Boga otrzymał to wspomnienie o świętych i jakby do niego skierowane było to czytanie, natychmiast wyszedł z Domu Pańskiego i majątek, który odziedziczył po przodkach (trzysta arur dobrej i urodzajnej ziemi), rozdał mieszkańcom wioski, aby nie był troską ani dla niego, ani dla jego siostry. Sprzedał także wszystkie ruchomości, a pieniądze, które uzyskał, rozdał biednym, zachowując nieco dla siostry.

Później, pod wpływem kolejnego fragmentu Pisma, rozdał i tę resztkę, a siostrę powierzył jakimś bliżej nieokreślonym ascetkom. Po zerwaniu w ten sposób z dotychczasowym sposobem życia wycofał się na granice swej rodzinnej wsi i rozpoczął, jak sugeruje Atanazy, wieść życie ascetyczne na taki sposób, na jaki już wielu przed nim to czyniło. Do nich także udawał się po radę. Czytamy, że żył z pracy własnych rąk i modlił się nieustannie – te dwa przykazania odnalazł, pisze Atanazy, w Biblii. W pewnym jednak momencie zdecydował się opuścić granice wioski i przenieść do opuszczonej fortecy. Tam przeżywszy w samotności 20 lat, opuścił ją wreszcie, gdy jego przyjaciele (nawiasem mówiąc: bardzo wierni i cierpliwi, skoro uszanowali aż tyle lat samotność Antoniego), wyważyli drzwi, a on, jak powiada Atanazy:

"wyszedł, jakby z najskrytszej części świątyni, wtajemniczony w misteria i natchniony przez Boga. Wtedy po raz pierwszy pokazał się poza fortecą tym, którzy do niego przychodzili. Oni, gdy go zobaczyli, zdziwili się, widząc, że jego ciało jest takie, jak było, i nie jest ani otyłe jak u kogoś, kto nie ćwiczy, ani nie jest wychudzone przez posty i walki z demonami, ale takie, jakie widzieli przed jego odejściem. Dusza jego była ciągle czysta – ani nie nękana smutkami, ani wyniszczona przez rozkosze, nie dręczona ani śmiechem, ani zawstydzeniem. Ani nie zmieszał się, widząc tłum, ani nie cieszył się, gdy był przez nich ściskany. Cały czas był taki sam, kierując się rozumem i zachowując zgodnie z naturą. Wielu zaś spośród tych zostało przez Pana, który przez niego działał, uleczonych z chorób ciała, a innych uwolnił od demonów".

W pewnym sensie tutaj narracja Żywota, która przynajmniej sugerowałaby czytelnikowi pewną kolejność zdarzeń, urywa się. Atanazy poświęca resztę tekstu na ukazaniu, oprócz nauk wygłaszanych przez Antoniego do uczniów, walk z demonami (bardzo istotny temat dzieła!) kilku wydarzeń z jego życia, które miały dopełnić obrazu człowieka świętego. Czytamy zatem o pobycie naszego bohatera w Aleksandrii podczas prześladowań za Dioklecjana, o jego niechęci wobec arian i melecjan, dyspucie z filozofami pogańskimi, usunięciu się w głąb pustyni w kierunku Morza Czerwonego i wreszcie opis śmierci (miał umrzeć w wieku około 105 lat, czyli byłby to rok 256) , podczas którego surowo napomniał swych uczniów, aby pod żadnym pozorem nie dopuścili do kultu jego relikwii. Owoc tego drugiego etapu życia Antoniego streszcza Atanazy w słynnych słowach, że „pustynia stała się polis”, czyli z dzikiej krainy demonów, wrogiej i niezamieszkałej, przekształciła się w miejsce opanowane przez społeczność mnichów. Monastycyzm wybuchł.

Warto podumać…

Czytając arcydzieło Atanazego (arcydzieło nie pod względem stylu, ponieważ Atanazy generalnie retorem i stylistą był średniej klasy, ale pod względem nowości idei i siły oddziaływania) warto zwrócić uwagę na kilka punktów, zazwyczaj źle rozumianych. Natomiast nie będziemy się tutaj zajmowali ciekawym skądinąd problemem relacji Antoni – Atanazy i kwestią na ile ten pierwszy jest kreacją zrobioną przez tego drugiego dla swych własnych celów.

Pustynia

Salvador Dali, Kuszenie św. AntoniegoAtanazy wielokrotnie mówi o pustyni. Nie wolno jednak wyobrażać jej sobie jako bezkresnej równiny piasku i wędrujących wydm. W takim miejscu nikt długo by nie przeżył. Musimy pamiętać, że „Egipt” w tekstach monastycznych oznacza jedynie wąski, zielony pas ziemi uprawnej po obydwu stronach Nilu. Wszystko poza tym obszarem nazywa się już pustynią, krainą złego ducha, dla pogan – boga Seta (diabeł najczęściej kusi Antoniego do porzucenia pustyni, więcej, próbuje go z niej wyrzucić siłą! Może zatem na współczesnych Antoniemu zamieszkanie na pustyni, w państwie diabła, miało posmak budowy klasztoru w sercu piekła). Ziemia uprawna w Egipcie kończy się jak ucięta nożem; natychmiast zaczyna piach albo skały. Często Nil płynie głęboką doliną, w której skalnych zboczach (czyli już na pustyni!) mnisi sobie pomieszkiwali, najczęściej w starych grobowcach z epoki faraonów. Do osad ludzkich nie było zatem tak daleko. Miało to kapitalne znaczenia dla samych następców Antoniego, ponieważ jedynie w ścisłym związku z ludnością pobliskich wiosek (kwestia sprzedaży wyrobów, zakupu żywności, wynajmowania się do żniw, zbioru winogron i oliwek) pozwalały mnichom przetrwać na pustkowiu. Wszelkie relacje z apoftegmatów (do których jeszcze wrócimy), usiłujące przekonać czytelników o uciekaniu mnichów od osad ludzkich i upartym życiu samotnie przez długi okres czasu, są pięknie i niezwykle romantyczne, ale pozwalają przypuszczać, że ich redaktorzy mogli nawet nie postawić swej stopy w kraju nad Nilem.

Pierwszy?

Czy Antoni był pierwszym mnichem? Trzeba zaznaczyć, że początki monastycyzmu są dla nas wielką zagadką (pierwszy papirus używający słowa „mnich” pochodzi z 324 r. i wymienia człowieka tak określonego, który miał być świadkiem bójki na skraju jednej z egipskich wiosek). Przekonanie, że ruch monastyczny był odpowiedzią na stygnący zapał chrześcijan epoki Konstantyna jest absolutnie fałszywe w całej rozciągłości: na ów „ziąb dusz” narzekali Ojcowie już w III w. (wystarczy choćby poczytać Orygenesa), a Antoni wyszedł na pustynię i zyskał uczniów zanim jeszcze wybuchły straszne prześladowania Dioklecjana. Atanazy istotnie pokazuje swego bohatera jako „pierwszego”, który „poznał wielką pustynię”. Możliwe jednak, że Antoni stał się po prostu symbolem swego pokolenia, które powodowane pobożnością zaczęło przecierać nowe szlaki.

Liturgia

Tekst Atanazego jest uderzający, jeśli chodzi o przekaz na temat liturgii eucharystycznej. Można bowiem wymienić przynajmniej dwa długie okresy (20 lat w twierdzy i początek pobytu w pustelni nad Morzem Czerwonym), kiedy Antoni raczej nie mógł uczestniczyć w Mszy. Atanazemu zdaje się w ogóle to nie przeszkadzać! Nie sugeruje nawet, że ktoś mu przynosił komunię. Antoni okazuje wielką cześć odwiedzającym go przedstawicielom hierarchii, ale nigdzie nie mówi się, że odprawiali dla niego Msze, jedynie, że się wspólnie modlili, a Antoni czcząc ich święcenia oddawał im przewodnictwo (czy chodziło o wybór psalmów? długość takiej synaksy? Trudno dociec).

Święcenia

Co więcej, Antoni nigdy nie przyjął święceń. Dlaczego? Część późniejszych źródeł próbuje przekonać swych czytelników, że mnisi powstrzymywali się od święceń powodowani głęboką pokorą i poczuciem niegodności. Może czasami tak było, jednakże w świetle niektórych świadectw ta kwestia nie jest taka oczywista. Źródła opisujące drastyczne czasem środki po które mnisi sięgali, aby uciec przed święceniami (obcinanie sobie uszu czy języka), oraz równie brutalne metody stosowane podczas święceń (Epifaniusz z Salaminy pisze do Hieronima, że aż 5 ludzi musiało trzymać jego brata podczas udzielania tego sakramentu), pozwalają się domyślać drugiego dna problemu. Kluczową sprawą w rozwiązaniu zagadki jest odpowiedź na pytanie, co w Egipcie w czasach pierwszych mnichów, oznaczały święcenia. Część źródeł sugeruje, że wstąpienie w szeregi kleru dla mnichów było równoznaczne z następującymi ograniczeniami: wyświęcony stawał się ściśle związany ze swym biskupem, nie mógł opuszczać miejsca swego zamieszkania, w każdej chwili mógł być przeniesiony w inne miejsce  (co zresztą znamy z praktyki dnia dzisiejszego). Czytamy w wielu tekstach o mniszym zamiłowaniu do podróży (aby poznać jakiegoś wielkiego abba, aby uciec przed niesprzyjającymi warunkami ascezy albo po prostu przed bandami Mazyków). Wszyscy szeregowi członkowie kleru takiej swobody byli pozbawieni. (Jesteśmy w posiadaniu papirusu zawierającego korespondencję pomiędzy dwoma biskupami. Jeden z nich pyta swego kolegę, czy zgodzi się na „włożenie rąk” na pewnego człowieka, który wcześniej przebywał w wiosce będącej po jurysdykcją adresata, też był prezbiterem, ale uciekł bez zgody biskupa do swego obecnego miejsca pobytu. Swoją drogą papirus ten nastręcza masę problemów teologicznych.) Jakąś rolę mogło też odgrywać czasem większe podporządkowanie biskupowi. Wydaje się, że brak święceń zostawiał mnichom po prostu większą swobodę, i, paradoksalnie, mógł im przydawać autorytetu. W końcu święty mąż, jakim mnich z założenia miał być, siłę swej powagi wśród wiernych, czerpał z ascezy i stylu życia, nie z celebrowania sakramentów.

Czytać i rozmyślać

Na początku swego dzieła, że Antoni „nie uczył się liter” (tłumacząc dosłownie). Można to zrozumieć dwojako: nie umiał czytać, albo nie studiował literatury (wyższy stopień nauki). Którą z opcji wybrać? Jest to pytanie na które nie można odpowiedzi pewnej, argumenty są i po jednej i po drugiej stronie. Wydaje się jednak, że biorąc pod uwagę wielką miłość do Pisma, którą Atanazy wielokrotnie podkreśla, jak również Listy (do omówienia których zaraz przejdziemy), pozwalają przypuszczać, że Antoni umiał przynajmniej czytać. Musimy pamiętać, że IV w. to początek literatury koptyjskiej, przed którą czekała wspaniała przyszłość. (Oczywiście jednak warto pamiętać, że nazywanie Antoniego Koptem jest anachronizmem – to określenie chrześcijańskiego mieszkańca Egiptu ma sens, i wchodzi w użycie, dopiero po najeździe arabskim.) Z kolei rozmyślanie (medytacja) pojawiające się regularnie w literaturze monastycznej, oznacza powolną recytację tekstu biblijnego z pamięci i nie ma nic wspólnego z technikami rozmyślania czy medytacji znanymi z późniejszych epok.

Trup

Dlaczego Antoni tak wzbraniał się przed przejęciem jego ciała przez pobożnych chrześcijan? Nie zapominajmy, że akcja dzieje się w Egipcie, kraju mumii, gdzie najdziwniejsze (dla nas oczywiście!) praktyki ze zwłokami (łącznie z trzymaniem ich, po odpowiednich zabiegach,  np. przez rok w domu) ciągle nie należało do rzadkości. Antoni wypowiada tutaj jedynie pogląd, który głosiła już hierarchia – miejsce trupa jest na cmentarzu, a nie w domu.

Listy

Listy przypisywane Antoniemu od dawna stanowiły problem. Część badaczy zgadza się, że nasz bohater jest ich autorem, część zdecydowanie temu zaprzecza. Przyczyny tej dyskusji leżą nie tylko w braku zgodności, w jakim języku zostały napisane, ale też w widocznym wpływie myśli Orygenesa na ich treść oraz spekulacja teologiczna, do której, zdaniem części autorytetów, prosty mnich nie byłby zdolny. Nie wdając się tutaj w dyskusje o orygenizmie listów i spekulacjach teologicznych oraz ich rozlicznych wersjach językowych (nawiasem mówiąc najlepsza chyba jest wersja gruzińska), zwróćmy uwagę na rzecz czasem umykającą ich czytelnikom, a mianowicie na kilka aluzji, które pozwalają zobaczyć jak przez mgłę mnichów współczesnych Antoniemu: żyją w grupie, nie wydaje się, żeby mieszkali w absolutnej samotności. Jest to o tyle ciekawe, że pozwala przypomnieć, że mnisi grupowali się najczęściej w niewielkie wspólnoty 5 – 10 braci i mieszkali albo w jednym budynku (abba i uczniowie) albo ich celki, czy też przerobione stare grobowce, znajdowały się w miarę blisko siebie. Nie były to zatem grupy pustelników jak dziś sugerowałoby to słowo polskie, ani też nie był to klasztor w dzisiejszym sensie tego słowa (klasztory powstawały już za życia Antoniego w Tebaidzie na południu kierowane przez wielkiego Pachomiusza). Była to semianachoretyczna (półpustelnicza) forma życia. Decydowano się na nią głównie ze względu na kwestie praktyczne: dostarczanie wody, chleba, załatwianie spraw mnichów, organizacja pracy, wreszcie zwykłe ludzkie poczucie bezpieczeństwa. Wydaje się, że przynajmniej część Listów skierowana była do takich właśnie półpustelniczych grup.

Apoftegmaty – wierzyć? nie wierzyć?

Apoftegmaty, cieszące się zasłużoną sławą, są źródłem trudnym do interpretacji. Ich redakcja, w niemal wszystkich możliwych językach chrześcijańskich, trwała długo, dokonywała się w różnych miejscach i próbowała odpowiedzieć na różne zapotrzebowania. Bez wątpienia łączy je miłość i szacunek do monastycyzmu egipskiego, niemniej dyskusyjne pozostaje na ile oddają one pragnienia redaktorów, a na ile rzeczywistość. W dużym uproszczeniu trzeba powiedzieć tak: najstarsze kolekcje (pomijamy tutaj te czynione w IV w. np. przez Ewagriusza z Pontu) powstały nie wcześniej niż w 2. poł. V w., zapewne w Palestynie. Rekonstruowanie zatem życia mnichów egipskich w wieku IV jedynie na ich podstawie jest co najmniej niebezpieczną akrobacją. Antoni pokazany w Księdze starców różni się od Antoniego z Żywota i Listów. Kolekcja mu tam poświęcona już przy pobieżnej lekturze wykazuje daleko idące rozbieżności, jak gdyby ktoś sklejał w jedno różnego rodzaju tradycje związane z naszym świętym. Czy zatem wierzyć im, czy nie? Trudno orzec. Z pewnością natomiast warto je czytać, ze względu na dużą mądrość w nich zawartą.

Rozbite Zwierciadło

Antoni się nam wymyka. Jest nieuchwytny niczym Proteusz. Który Antoni jest „prawdziwy”? Atanazego? Autor Listów? Wyłaniający się z apoftegmatów? Źródła, które powinny przekazać nam odbicie ojca mnichów są jak rozbite zwierciadło, bronią się i każde uparcie pokazuje co innego. Odpowiedzi na nasze pytanie nie uzyskamy zapewne nigdy. Antoni pozostanie dla nas na zawsze spowity tajemnicą, zagadkowy człowiek, wielki święty, który wyrzekł się więzów społecznych, aby później jego przykład utorował w Kościele drogę nowemu rodzajowi życia. Antoni pozostaje w cieniu dzieła dokonanego przez jego pokolenie. I może też sam tego pragnął, kiedy na krótko przed śmiercią nakazywał uczniom ukrycie swego ciała przez żądnymi cudów chrześcijanami.

Szymon Hiżycki OSB

 

Zobacz także