Rozmowa międzyblogowa o posłuszeństwie

Z pewnym opóźnieniem trafiłem na wpis pana Tomasza Dekerta omawiający mój przedostatni wpis.

I ponieważ odpowiedż zdecydowanie przekroczyłaby ramy komentarza, podobnie jak mój polemista odpowiadam w nowym wpisie.

Najpierw wyjaśnijmy pewne nieporozumienie. Mój wpis nie był całościową analizą tekstu ewangelicznego, tylko podzieleniem się jedną z myśli, jakie ten tekst obudził. Stąd nieporozumieniem jest dla mnie uwaga o „spłaszczeniu”, jakiego miałem dokonać w swoim wpisie. Oczywiście, że z tej Ewangelii można wydobyć jeszcze sporo innych rzeczy, ale naprawdę nie ma obowiązku za każdym razem pisać o wszystkim. Jeden wątek zawarty w tekście ewangelicznym, nawet poboczny, też jest wart tego, by się nim podzielić.

Niewątpliwie mój tekst miał charakter przyczynkarski, był podzieleniem się jedną myślą. W sumie wdzięczny jestem panu Dekertowi za przeprowadzoną przezeń analizę, bo mam nadzieję, że pozwoli mi tę myśl ukazać nieco szerzej.

Oczywiście, że pierwszym warunkiem uzdrowienia trędowatych było posłuchanie nakazu Jezusa, aby poszli i pokazali się kapłanom. Można by tu nawet przeprowadzić porównanie z postawą Naamana, o którym mówiło pierwsze czytanie (choć akurat nie o tej postawie). I oczywiście dla Samarytanina posłuszeństwo nakazowi Jezusa w tym momencie musiało być trudniejsze, można wręcz powiedzieć „ślepe”, jak zauważa pan Dekert. Tyle, że ja ani o jednym ani o drugim nie pisałem.

W tym momencie pozwolę sobie zacytować fragment tekstu pana Dekerta, bo dokładnie potwierdza to, o czym pisałem:

„Można powiedzieć, że powrót do Jezusa w momencie zauważenia, że jest zdrowy, nie był nieposłuszeństwem pierwotnemu – dla Samarytanina bezprzedmiotowemu – nakazowi ale odkryciem, że tak naprawdę wcale nie musi go wypełniać. Że Jezus poddał go próbie zaufania, z której wyszedł zwycięsko właśnie dzięki posłuszeństwu pozornie bezsensownemu poleceniu”.

Tak szczerze mówiąc, to nie wiem, co Samarytaninem kierowało – Ewangelia o tym przecież nie mówi. Uwaga pana Dekerta jest jedną z możliwych interpretacji. Nie do końca zresztą tę Ewangelię wyjaśniającą – owszem, dla Samarytanina nakaz był bezprzedmiotowy, nie był on jednak bezprzedmiotowy dla pozostałych. A Pan Jezus miał żal, że do Niego nie wrócili. Niemniej pójdę tropem tej interpretacji.

Czy Samarytanin wykonał nakaz Jezusa? Nie wykonał. Pokazał się kapłanom? Nie pokazał się. Dlaczego wrócił? Bo „odkrył, że tego nakazu nie musi wypełniać” – mimo że jasno był wyrażony. „Są sytuacje, w których powinniśmy odchodzić od literalnego brzmienia jakichś słów i kierować się sercem, poczuciem przyzwoitości, tym co czujemy, że jest słuszne” – pisałem. Czyli pan Dekert pisze w tym momencie dokładnie to samo. Bo odchodzenie od literalnego brzmienia słów nie ma się brać z jakiegoś widzimisię, tylko właśnie z odkrycia, że (w tym momencie) jakiegoś nakazu wypełniać nie trzeba.

Natomiast zwrócenie przez pana Dekerta uwagi na wcześniejsze posłuszeństwo trędowatych pozwala mi wyrazić kolejny wniosek: człowiek, który generalnie ma postawę posłuszeństwa, będzie wiedział, kiedy od literalnego brzmienia słów można odejść i to odejście będzie w istocie wypełnieniem woli Bożej.

Schodząc do konkretu przepisów liturgicznych: ktoś kto sobie je lekceważy, na pewno nie będzie dobrze sprawował kultu Bożego, a odchodzenie przez niego od przepisów, będzie wypełnianiem woli własnej, działaniem na długość swojego nosa. Szacunek wobec przepisów i generalne nastawienie na wypełnianie ich jest jednym z warunków tego, by zdarzające się odejście od literalnego brzmienia przepisu było dobrym sprawowaniem kultu. O tym trochę pisałem w jednym z moich wcześniejszych tekstów.

Problemem dla mnie jest postawa, w której walczy się o wypełnianie przepisów, w ogóle nie przyjmując do wiadomości, że mogą być sytuacje, w który przepisu „nie musi się wypełniać”.

Zupełnie na koniec kwestia dobrze ukształtowanego sumienia, do której nawiązał pan Dekert. Muszę powiedzieć, że ta uwaga mnie zdziwiła. Z dobrze ani źle ukształtowym sumieniem człowiek się nie rodzi. To nie ma nic wspólnego z determinizmem. Temat obszerny, osobny, nie chciałbym w tym momencie go rozwijać. Dobrze zresztą rozpoznany i omówiony w duchowości katolickiej. Dlatego zdziwiłem się, że nieznany mojemu polemiście.

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Krzysztof Jankowiak

Krzysztof Jankowiak na Liturgia.pl

Mąż i ojciec, od wielu lat w Ruchu Światło-Życie (obecnie w jego gałęzi rodzinnej). Redaktor pisma „Wieczernik”.