Rozmowa po rozmnożeniu chlebów – początek

 Bardzo trudno jest konsekwentnie odczytywać ten fragment jako rozmowę. Tajemnicza głębia i doniosłość słów Jezusa przekształca wypowiedzi Jego rozmówców w ledwie uchwytne tło.

 

A kiedy [ludzie z] tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa ani jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” Jezus odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”. Rzekli do Niego: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój, daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie dawaj nam zawsze ten chleb!” Odpowiedział im Jezus: „Ja jestem chlebem życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. (J 6.24 – 35)
 
Pytanie, które poszukujący Jezusa stawiają Mu, zwraca uwagę nie na Niego, ale na nich. Jacy są? Iluś z wczorajszego tłumu dało się nakarmć i tyle. Iluś najedzonych cud wprawił w niemy podziw i na tym się skończyło. I jedni, i drudzy wrócili do domów. Pytający idą dalej, angażują się. Swoją uwagę skupiają na cudotwórcy. Poszukują go, ba, śledzą. Pytają tak, by samemu potwierdzić swoje przypuszczenie o kolejnej cudowności. Dociekliwi i spostrzegawczy, wścibscy i myślący.
 
Jezus uchyla się od odpowiedzi. Gdyby podał czas swego przybycia na przeciwległy brzeg, to rozpoznaliby cudowność przeprawy przez jezioro. To jeszcze bardziej rozpaliłoby ich wyobraźnię i tak już wzburzoną. Zamiast odpowiedzi na dociekliwe, ale przecież wścibskie pytanie Jezus odsłania stan ich serca i umysłu. Pomaga im uświadomić sobie, że nie zrozumieli sensu wydarzenia, a pozostali tylko przy jego faktyczności, przy niezwykłości tego, co się stało. Przegapiają najważniejsze, przegapiają to, co nie jest dane bezpośrednio. Wprost dany jest tylko konkret – cudowne nakarmienie rzeszy. Jezus tak pokieruje rozmową, by dopomóc im w uchwyceniu tego sensu.
 
Powiada, że mają zabiegać o „pokarm, który trwa na życie wieczne”. Rzeczywisty rozmówca powinien w tej sytuacji spytać, czym jest ten „pokarm”.  I w przekładzie BT, i w najnowszym przekładzie edycji Świętego Pawła pytanie rozmawiających z Jezusem jest ni w pięć, ni w dziewięć w stosunku do Jego wypowiedzi. Jezus poucza, by zabiegali o pokarm, który trwa na życie wieczne, a ci pytają Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga? Przekład interlinearny sugeruje, że w oryginale jest inaczej. Czytamy „Wypracowujcie nie pokarm ginący, ale pokarm pozostający na życie wieczne, który Syn Człowieka wam da… Powiedzieli więc do niego: Co mamy czynić, aby wypracowaliśmy dzieła Boga?” Tu wygląda na to, że pytają do rzeczy, pytają o to, co usłyszeli, a czego nie rozumieją.
 
Na swoje pytanie usłyszą precyzyjną odpowiedź. Czynem jest wiara w Jezusa wysłannika Boga. Sądzę, że po uzyskaniu szokującej w końcu odpowiedzi zasadnie pytają o znak uwierzytelniający boskie posłannictwo Jezusa. Ktoś też w tej grupie pomyślał i zestawił nakarmienie rzeszy chlebem z tym, co wiedział z historii własnego narodu. Dał temu głośno wyraz. Słyszymy Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: Dał im do jedzenia chleb z nieba.
 
Interpretatorzy tej sceny wdają się zwykle w tym momencie w analizę motywów rozmawiających z Jezusem: niedowiarstwo, bezczelność w domaganiu się nowego cudu, łakomstwo cudowności, przelicytowanie jednego cudownego wydarzenia drugim o podobnej naturze. Generalnie ludzka mizeria. Czy tekst w tym miejscu daje w ogóle do tego podstawę?  Myślę, że bezpiecznie można zauważyć tylko jedno. Ten, kto nawiązał do wydarzenia na pustyni, wprowadza do rozmowy nowy obraz, nowe sformułowanie – „chleb z nieba”, które Jezus podejmie. Odniesie to wyrażenie do siebie.
 
I usłyszy Panie dawaj nam zawsze ten chleb. Jak wpasować to zdanie w logikę całej rozmowy? Chyba jest to wyraz entuzjazmu na ostatnie słowa Jezusa. Iluś wyraźnie porwały, że tak reagują. W końcu pierwszą zasadą gromadzącą ten tłum był zachwyt nad uzdrowieniami. Drugą zachwyt nad rozmnożeniem chleba. A teraz słyszą z ust uzdrowiciela i tego, kto kilkoma bochenkami chleba nakarmił tłum ludzi, że jest chlebem z nieba dającym życie. 
 
Ten okrzyk entuzjazmu jest błogosławiony. Pozwala Jezusowi na samoprezentację. Żadnych niedomówień, chociaż obraz. Ja jestem chlebem życia Czyż nie dostają teraz pełnego objaśnienia sensu tego, co się zdarzyło poprzedniego dnia? Karmiąc chlebem tę rzeszę, która za Nim poszła, objawił im siebie, objawił im swoją naturę, Tego, kto jest chlebem życia.
 
 
 
  

Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marian Grabowski

Marian Grabowski na Liturgia.pl

Dr hab. fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych. Kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego UMK w Toruniu. Zajmuje się aksjologią nauki, etyką, antropologią filozoficzną. Autor m.in. książek: "Historia upadku", "Pomazaniec. Przyczynek do chrystologii filozoficznej", "Podziw i zdumienie w matematyce i fizyce".