Rzym (II): Ciekawa rozmowa o aktualnym stanie studium historii liturgii

Kolejny wpis rzymski. W ostatnią niedzielę, jak mam w zwyczaju będąc w Wiecznym Mieście, poszedłem na Boską Liturgię do cerkwi św. Antoniego Egipskiego przy Kolegium Russicum, to jest tuż koło bazyliki Santa Maria Maggiore.

Stałem z innymi wiernymi w nawie, bo nie znam tam nikogo i nie miałem śmiałości prosić o dopuszczenie do koncelebry, zwłaszcza wśród specjalistów od Wschodu, tym bardziej że już od dość dawna nie odprawiałem w obrządku bizantyjsko-słowiańskim.

Nieoczekiwanie dla siebie zobaczyłem wśród koncelebransów o. Kiryła, znajomego rosyjskiego księdza katolickiego wschodniego obrządku, poznałem go jeszcze w okresie mojej posługi duszpasterskiej w Kostomłotach n. Bugiem. Po liturgii serdecznie się przywitaliśmy, a o. Kirył zaprosił mnie na małą agapę dla uczestników liturgii przy „szwedzkim stole” w korytarzu Kolegium. Kirył jest obecnie doktorantem na Orientale (Papieski Instytut Studiów Wschodnich). Spytałem go czy można będzie następnym razem dołączyć do koncelebry, zapewnił mnie że tak i zaraz przedstawił mnie księdzu odpowiedzialnemu za liturgię w tamtym kościele. Czas do najbliższej niedzieli wykorzystuję więc na przypomnienie sobie śpiewu ektenii oraz szczegółów czynności koncelebransów.

Stałymi i czynnie angażującymi się parafianami cerkwi przy Russicum są m.in. Stefano Parenti i Elena Velkovska, małżonkowie (on Włoch, ona Bułgarka), absolwenci Orientale i uczniowie słynnego o. prof. Roberta Tafta, a od dłuższego już czasu profesorowie w Instytucie Liturgicznym na Anselmianum. W moich czasach studenckich oni jeszcze nie pracowali na Sant’Anselmo, ale poznałem ich w 2004 r. na organizowanym przez Anselmianum kongresie liturgicznym o sakramencie bierzmowania (miałem tam referat historyczny o bierzmowaniu w I tysiącleciu). Teraz przy agapie była okazja do odnowienia znajomości.

Rozmawiając z Parentim zapytałem go jak idzie kontynuacja projektu o. Tafta „Historia liturgii św. Jana Chryzostoma”. Dla wyjaśnienia o co chodzi dla niezorientowanych: projekt całościowego obszernego studium najważniejszego bizantyjskiego obrzędu Eucharystii zainicjował swego czasu orientalista o. Juan Mateos SJ (uczeń wielkiego Antona Baumstarka), który w 1971 roku wydał po francusku tom poświęcony rozwojowi historycznemu Liturgii św. Jana Chryzostoma od początku liturgii do końca liturgii Słowa. Ciąg dalszy projektu podjął uczeń o. Mateosa czyli o. Robert Taft, który opublikował dalsze cztery tomy po angielsku: o „Wielkim Wejściu” i innych rytach przed anaforą (jako tom II; 1975; wyd. 4 w  2004 r.); o dyptychach czyli o praktykowanym do późnego średniowiecza specjalnym rodzaju modlitwy wstawienniczej za żyjących i zmarłych podczas anafory (tom IV; 1991 r.); o rytach przedkomunijnych (tom V; 2000 r.) i o Komunii oraz rytach końcowych (tom VI; 2008 r.). Do realizacji pozostał jeszcze pominięty tom III o samej anaforze św. Jana Chryzostoma oraz ponownie tom I, ponieważ od publikacji Mateosa minęło już bardzo dużo czasu. Taft jednak jest już na emeryturze (obecnie ma 85 lat) i tych projektów do końca nie doprowadzi, pozostawił więc to swemu uczniowi Parentiemu. Parenti powiedział mi, że Taft przed opuszczeniem Rzymu przygotował tom o anaforze, ale wziął pod uwagę tylko jej rozwój obrzędowy (sposób jej wykonania, czynności, gesty, obrzędy towarzyszące), pomijając kwestię rozwoju jej tekstu. Wymaga to więc poważnego uzupełnienia, co z konieczności zajmie czas. Z kolei z tomem I wynikły pewne zupełnie niezależne od Parentiego przykre zawirowania, które opóźniają projekt jeszcze bardziej. W międzyczasie jednak Parenti podjął się uaktualnienia, przepracowania i znacznego poszerzenia tomu II („Wielkie Wejście”), który ukazał się w 2014 r. po włosku jako wspólne dzieło tandemu Taft-Parenti.

I tu Stefano Parenti pozwolił sobie na bardzo ciekawą uwagę porównawczą o studium historii Mszy rzymskiej. Przytaczam jego słowa z pamięci, ale bardzo wiernie co do sensu: „Projekt historii liturgii św. Jana Chryzostoma idzie nam tak jak idzie. Ale przynajmniej coś tu się robi i pchamy to naprzód, cały czas studiujemy źródła i uaktualniamy wyniki badań. A co z opracowaniem historii Mszy rzymskiej? Przecież tu w ogóle nic się nie dzieje! Nie ma nigdzie żadnych systematycznych projektów badawczych. To jakieś żarty! Przecież to jest najbardziej rozpowszechniona liturgia w skali światowej!” „No tak – zauważyłem – każdy uważa że co do historii tutaj już wszystko dawno wyjaśniono i wszystko jest jasne„. „Niby co jest jasne? – odparował Parenti – prawda jest taka, że gdy chodzi o historię Mszy rzymskiej jedni powtarzają ideologie a inni wciąż eksploatują przestarzałego Jungmanna [słynne Missarum sollemnia z 1948 roku]. Studia nad historią muszą iść cały czas! Zobacz co my zrobiliśmy choćby z tomem o „Wielkim Wejściu”: ostatnie poprawione wydanie Tafta było w 2004 roku a i to niedługo okazało się przestarzałe i musiałem zrobić gruntowną rewizję i nowe poszerzone wydanie. Z historią Mszy rzymskiej trzeba robić coś podobnego! Na szczęście na Sant’Anselmo mamy teraz trochę naprawdę zdolnych badaczy robiących doktoraty, którzy zaczynają robić pewne obiecujące przyczynki w tym kierunku„.

Jako przykład jednego z dobrych studiów, które ukazały się w ostatnim czasie Parenti wymienił bardzo dobrą monografię o liturgicznej proklamacji Ewangelii na Zachodzie autorstwa czeskiego księdza Radka Tichego, wydanej w ubiegłym roku w serii Studia Anselmiana („Proclamation de l’evagile dans la messe en occident”). Nad historią Mszy rzymskiej bardzo obiecująco pracuje obecnie także polski doktorant ks. Łukasz Celiński. Parenti dodał przy okazji, że wśród zdolnych młodych badaczy studiujących na Anselmianum, z którymi dobrze się pracuje, jest też trochę więcej Polaków: „Na przykład taki dominikanin Dominik„, a stojąca obok Elena Velkovska przytaknęła: „Tak, tak, Dominik Jurczak„. Skwapliwie wtedy przyznałem się do znajomości z aktualnym szefem Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego :-))) Zapewniam przy tym, że Parenti nie jest typem komplemenciarza i dalekie to od niego żeby chwalić Polaków dla zrobienia przyjemności polskiemu rozmówcy.

No właśnie, cały czas praca na źródłach i ciągłe uaktualnianie wyników badań. W przedmowie do niedawnego polskiego wydania książki Bradshawa „W poszukiwaniu początków kultu chrześcijańskiego” napisałem, że historykom liturgii nigdy nie zagrozi bezrobocie i to co mówi Parenti jest tego znakomitą ilustracją. Zresztą sama ta książka Bradshawa również jest tego znakomitym przykładem, ponieważ jej pierwsze wydanie angielskie ukazało się w 1992 r. a drugie wydanie znacząco poprawione dokładnie dziesięć lat później. DOL przygotował polską edycję oczywiście według wydania drugiego. Pewien mój bliski znajomy z którym swego czasu rozmawiałem o tej książce Bradshawa wyraził zdziwienie faktem tak szybko zrobionego drugiego poprawionego wydania książki i powiedział z przekąsem, że to chyba nie najlepiej świadczy o samym autorze. Wręcz przeciwnie! To świadczy tylko o tym, że autor był na bieżąco w temacie i nie zadowalał się raz przyjętymi ustaleniami. To raczej ówczesna wypowiedź mego zacnego rozmówcy zdradzała poważny brak przemyślenia kwestii.

Przytoczyłem diagnozę świetnego włoskiego orientalisty na temat stanu badań nad historią Mszy rzymskiej w nadziei, że może przeczyta to jakiś zdolny liturgista, któremu te słowa podziałają na ambicję. Ja sam mam w Zgromadzeniu co innego do roboty i w branży liturgicznej z konieczności jestem już od jakiegoś czasu bardzo na uboczu, ale mimo to mam pewien pomysł na swój skromny wkład w pracę nad historią liturgii w Polsce, ale ćśśśś, nie będę na razie mówił głośno żeby nie zapeszyć.

Jako postscriptum tego wpisu nawiążę do przeczytanej w internecie recenzji książki Tafta-Parentiego o „Wielkim Wejściu”, jaką napisał włoski historyk z uniwersytetu w Turynie Andrea Nicolotti. Napisał on, że książka Tafta przepracowana przez Parentiego to wzór rzetelnej pracy źródłowej, który powinien służyć za przykład wszystkim badaczom liturgii, nie tylko orientalistom. Na koniec wrzucił liturgistom kamyczek do ich ogródka pisząc, że tych niewielu liturgistów, którzy jeszcze pozostają czynni, zużywa gros swej energii na studia ekskluzywnie teologiczne i pastoralne, zaniedbując porządne historyczne studium źródłowe. Bardzo to współgra z tym co mi powiedział w rozmowie Stefano Parenti. Wyciągnijmy więc z tego wnioski, kto jak potrafi.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Maciej Zachara MIC

Maciej Zachara MIC na Liturgia.pl

Urodzony w 1966 r. w Warszawie. Marianin. Rocznik święceń 1992. Absolwent Papieskiego Instytutu Liturgicznego na rzymskim "Anselmianum". W latach 2000-2010 wykładał liturgikę w WSD Księży Marianów w Lublinie, gdzie pełnił również posługę ojca duchownego (2005-2017). W latach 2010-2017 wykładał teologię liturgii w Kolegium OO. Dominikanów w Krakowie. Obecnie pracuje duszpastersko w parafii Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Bazylianówka w Lublinie. Ponadto jest prezbiterem wspólnoty neokatechumenalnej na lubelskiej Poczekajce, a także odprawia Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego w rektoralnym kościele Niepokalanego Poczęcia NMP przy ul. Staszica w Lublinie....