ŚDM-owa klasa

Od momentu ogłoszenia przez Papieża Franciszka, że Światowe Dni Młodzieży 2016 odbędą się w Krakowie minęły trzy lata. Ciągle jeszcze brzmi w moich uszach radość młodzieży zgromadzonej wówczas tłumnie w Bazylice Miłosierdzia Bożego. Prawie jednym głosem wołali: „Dziękujemy!”. Wiele się w ciągu tych lat działo. A teraz już tylko chwila. Ostatnia prosta.

Dla nas, nauczycieli religii, skończył się rok szkolny, ale nadal trwa wielka katecheza wynikająca z przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Przez te trzy lata mieliśmy
z czego wybierać pisząc scenariusze lekcji na ten temat. Powstało wiele materiałów promocyjnych, projektów realizowanych w samym Krakowie i w innych polskich diecezjach – wystarczyło to dobrze wykorzystać. Najlepiej tak, by przyjmując, dawać także coś od siebie. Czyli dzielić się. Jak „błogosławieni miłosierni”.

Tego właśnie uczę młodzież, z którą na co dzień pracuję w liceum w diecezji radomskiej. Tutaj też nie brakuje ludzi, którzy dbają o to, by ŚDM zakorzeniły się  innym w sercach. Wiemy, że warto  – w końcu zyskujemy na tym wszyscy. Jak to zrobić, by faktycznie tak było? Jak realizować ten – w gruncie rzeczy Chrystusowy – konspekt lekcji?

Metody i treści

Zaczęłam od fundamentów, czyli od modlitwy. Bez tego nie ma się co zabierać do innych działań. Korzystałam z oficjalnej modlitwy w intencji ŚDM, a także tej ułożonej w naszej diecezji. W końcu każda katecheza zaczyna się i kończy modlitwą. Zatem – nic trudnego, nic dodatkowego. W sumie – nic nowego.  A przecież tak istotnego, bo sprawiającego „nowe” – myślenie, odczuwanie, działanie. Po prostu nowe, przemienione serce.

Dopiero potem można było na lekcji zacząć opowiadać – o św. Janie Pawle II, który cały ŚDM wymyślił, intensywnie omodlił i tworzył jak nikt inny. I nadal współtworzy, z niebiańską skutecznością. Przy Nim te imponujące (nieraz podawane w milionach)  liczby uczestników kolejnych spotkań młodych wyglądają naprawdę wiarygodnie. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od ledwo Dwunastu Apostołów, którzy przecież nie od razu potrafili być, żyć i wierzyć naprawdę razem.

Cele

O to chyba najbardziej w Światowych Dniach Młodzieży chodzi – by być razem. Takie jest całe chrześcijaństwo. Taki jest Jezus, który zakłada Kościół i do dziś cierpliwie w nim tłumaczy, że do zbawienia nie dąży się w pojedynkę. Taki jest Franciszek ogłaszający Rok Miłosierdzia i nawołujący, by zawsze dostrzegać bliźniego. Takie są ŚDM-owe projekty: „Serce 2:0”, „Body&Soul”, „Sztafeta Modlitwy” i inne. To dlatego symbole Światowych Dni Młodzieży peregrynują po całym świecie, by jednoczyć ludzi innych ras i języków. W końcu różne kolory rąk niosą Krzyż Roku Świętego, różne glosy modlitwy rozbrzmiewają przy Ikonie Matki Bożej Wybawicielki Ludu Rzymskiego. To dlatego jest jeden hymn i jedno logo. Wszystko, by uczyć się być razem.

Jako katechetka największy nacisk kładę właśnie na to „razem”. Czasem trudno jest uczniom wytłumaczyć, że Kościół jest wspólnotą, w której naprawdę można się zjednoczyć. Wtedy z pomocą przychodzą takie ważne chwile jak ŚDM. I tak naprawdę wszystko jedno gdzie – w Polsce,  w Brazylii, czy we Włoszech.  Ludzie zjeżdżają zewsząd, by przede wszystkim być razem – bo przecież nie każdy zdoła zobaczyć papieża, nie każdy dopcha się tam, gdzie chce. Ale przynajmniej będziemy razem. I chyba jakoś się dogadamy – serce komunikuje się w uniwersalnym języku. A przecież sercem mamy się tutaj dzielić. Nawet więcej – mamy być „jednego serca”. Miłosiernego serca.

Działania

W naszym liceum zastanawialiśmy się, co możemy zrobić dla Franciszka, dla Krakowa i dla siebie nawzajem – by odczuć, że umiemy być razem. I wymyśliliśmy. Od dawna ludziom we wszystkich częściach świata towarzyszy jedna, ta sama melodia i te same słowa, choć różniące się w brzmieniu – Hymn Światowych Dni Młodzieży „Błogosławieni Miłosierni”. Na youtube mnożą się różne aranżacje, coraz to nowe nagrania. Spróbowaliśmy i my. Tak jak mogliśmy. Na kiepskim sprzęcie, dostępnym w szkole, na naszym szkolnym korytarzu, który wspólnie przemierzamy w tę i z powrotem przez kilka godzin dziennie. Nie było ważne z której klasy jest dany uczeń, jaką część hymnu śpiewa i czy na religię chodzi z ochoty czy z musu, czy może nie chodzi na nią wcale. Jeśli chciał – mógł się włączyć. Zrobiła się z tego ponad 30 – osobowa „ŚDMowa klasa” – z instrumentalistami, solistami, chórzystami, fotografami i kamerkami w telefonach. Chodziło nie tyle o jakość nagrania, ile o to, by po prostu coś zrobić. Razem. I już teraz dać znać innym, że jesteśmy i chcemy być z razem z innymi, nawet siedząc jeszcze w szkolnej ławce, prawie 200 km od Krakowa.

https://www.youtube.com/watch?v=ob4g2GyUpqQ  (link do hymnu w wykonaniu moich uczniów)

Przesłanie z naszego teledysku okazało się trafione w punkt. Zaledwie parę dni temu Dyrektor Krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych w Stanach Zjednoczonych o. Andrew Small, jakby nigdy nic napisał na Twitterze, że słucha sobie i lajkuje nasz Mickiewiczowski Hymn ŚDM. Nigdy w życiu nie byłam w USA, a tego kapłana widziałam tylko na zdjęciu w sieci. Czyli to prawda, że nie trzeba być blisko, żeby być razem.

Na dodatek wszyscy (!) uczniowie zaangażowani w przygotowanie i wykonanie hymnu zostali nagrodzeni książkami przez Wydawnictwo Świętego Wojciecha z Poznania. Też tam nigdy nie byłam, a duże pudło książek czeka na nowy rok szkolny, bym mogła jeszcze raz – razem ze Strefą Katechety – powiedzieć młodzieży: „dziękuję.” Miał rację św. Jan Paweł II gdy w Dives in Misericordia pisał, że „Miłosierdzie objawia się jako dowartościowanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra”. A gdy patrzę na te książki – powieści „Kiedy zacznie się niebo?” Ally Bredlove chwilami wydaje mi się, że niebo zaczyna się już teraz. Sama przecież pisałam kiedyś tutaj na blogu, że do nieba idzie się zwyczajnie – po ziemi.

Sens

Bycie „razem” ważne jest nie tylko na uroczystościach centralnych w Krakowie, ale także podczas Dni w Diecezjach, jak i teraz – gdy do ŚDMu zostało mniej niż dwa tygodnie. Dlatego szukajmy tego, co wspólne. Nie wszystkich nas łączy jasna i pewna deklaracja wyjazdu do Krakowa. W moim liceum, oprócz tych uczniów, którzy z gruntu na propozycję wyjazdu mówią „nie”, są też tacy, którzy odmawiają, bo nie mogą – i nie zawsze trzeba ich z całą mocą przekonywać, że „Dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Oczywiście, że nie ma. Ale „Bożego niemożliwego” da się przecież doświadczyć w najmniej oczekiwanym miejscu i czasie. Może na polu namiotowym 14 km od uroczystości centralnych – tak jak moja diecezja. A może już teraz, jeszcze zanim to wszystko naprawdę się zacznie. Przecież prawdziwe ŚDM mają trwać o wiele dłużej niż wizyta Franciszka. Mamy być razem także wtedy, gdy On już wróci do Watykanu i na jakiś czas znów ucichną odgłosy tych dni.

Może nawet przede wszystkim wtedy.

 

 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Małgorzata Janiec

Małgorzata Janiec na Liturgia.pl

Teolog i dziennikarka. Na świecie obecna od ponad 30 lat. W szkole jako katechetka – 10 razy krócej. Na lekcjach pyta z pytającymi. Szuka z szukającymi. Wierzy z wierzącymi i wierzy w „niewierzących”. Modli się ze wszystkimi i za wszystkich. Do pracy ma pod górkę. A w pracy uczy siebie i innych, że do nieba idzie się zwyczajnie – pod górkę lub nie – po ziemi.