Samouczek tradycji

Nawet osoby nielubiące „czarnej muzyki”, znają i nierzadko używają wyrażenia „czuć bluesa”. Co ono oznacza, to mniejsza, ciekawsze skąd się takie powiedzenie wzięło. Skąd przekonanie, że nie każdy bluesa może zagrać? Jest w nim coś magicznego, że niby tylko czarnoskórym muzykom miałoby się udawać wyzyskanie pokładów tkwiących w tym gatunku? Chyba nie, muzyka rozrywkowa jak i inne. Nie mówi się, że do popu trzeba jakiegoś poczucia stylu.

Nawet osoby nielubiące „czarnej muzyki”, znają i nierzadko używają wyrażenia „czuć bluesa”. Co ono oznacza, to mniejsza, ciekawsze skąd się takie powiedzenie wzięło. Skąd przekonanie, że nie każdy bluesa może zagrać? Jest w nim coś magicznego, że niby tylko czarnoskórym muzykom miałoby się udawać wyzyskanie pokładów tkwiących w tym gatunku? Chyba nie, muzyka rozrywkowa jak i inne. Nie mówi się, że do popu trzeba jakiegoś poczucia stylu.

Jednak inna jest sytuacja bluesa, bo nie jest sztuczną ideą, jakimś wykwitem kultury masowej, ale wywodzi się ze śpiewu tradycyjnego. Blues nie był tworem przeznaczonym do radia, które można odbierać na każdej szerokości i długości geograficznej. Wyrósł w danym środowisku, był przeznaczony dla ludzi żyjących na co dzień z muzykami. (Później bracia Chess skomplikowali nieco sprawę).

 

***

Niedawno podczas kazania ksiądz stwierdził, że wiara rodzi się – i tu niespodzianka – ze spotkania. O słuchaniu nic nie wspomniał, o jakie spotkanie mu chodziło… też nie powiedział. Może jednak jego słowa nie są czymś dziwnym, wszak, żeby słuchać trzeba się spotkać. I nawet wynalazek telefonu niewiele tu zmienia – trzeba chęci spotkania, by kogoś wysłuchać.

 

Inny ksiądz znowu uważa chyba, że wiara rodzi się z czytania, bo każe się spowiadać z tego, że ktoś Pisma Świętego nie czyta. Zaiste zadziwia mnie to podejście, wiele razy Kościół odradzał samodzielną lekturę (szczególnie nieprzygotowanym), gdyż może ona prowadzić do samodzielnej interpretacji, a tymczasem okazuje się – grzech nie czytać… A ja jakoś wolę Pisma Świętego słuchać, szczególnie z objaśnieniami. A potem po posłuchaniu staram się być po-słusznym.

 

***

Przeżywaliśmy Wigilię Bożego Narodzenia z żoną i córką. Pierwszy raz z dala od domów rodzinnych. Robiliśmy „tradycyjne” kluski z makiem. Nie znaliśmy dotąd ich smaku z wigilii w naszych rodzinach. Bardzo dobry przepis znaleźliśmy w Internecie. Kilka innych przepisów i pomysłów na świętowanie również konsultowaliśmy z internetowymi nowinkami.

 

Gdy dziecko płacze też nie trzeba pytać jego babci czy zna sposób na uspokojenie, nie trzeba jej pytać jaka może być przyczyna płaczu. Można usiąść przed komputerem i znaleźć na forach internetowych „domowe” rady, sposoby… Wszystko można znaleźć w Internecie.

 

***

Te może nie bardzo powiązane myśli prowadzą do wniosku, że tradycja została zerwana. Wniosek jest banalny, ale myślę, że warto o nim przypominać, gdy rodzi się pokusa, by nauczyć się tradycji samemu. Z Internetu choćby. A widać niestety takie pomysły. Ktoś posłucha bluesa, kupi książkę – podręcznik do muzykowania w takim stylu, poświęci godziny na naukę i zacznie świetnie grać, ludzie powiedzą „czuje bluesa”. Ale czy dobre naśladowanie czarnego sposobu grania rzeczywiście oznacza wejście w tamten sposób myślenia o muzyce? Która tradycja, którego regionu i przez kogo została przekazana?

 

I jak można ten przekaz (tradycję) uczynić? Czy jest inny sposób niż słuchanie? Słuchanie nie nagrań, ale ludzi, spotkanie z nimi, wejście w modus odczuwania, stworzenie wspólnoty przeżyć, bez wybierania: to mi się podoba, a tamto wezmę z innej kultury (co nie oznacza braku wkładu własnego).

 

Myślę, że Kościół nie tylko nieufnie podchodził do czytania Biblii, bo postawili na to akcent protestanci (wcześniej też często nie zalecał…). Czytanie odrywa od słuchania, samodzielne czytanie jest szybsze zwykle niż słuchanie. To zupełnie inne metody przekazu. Ze słuchania rodzi się tradycja, rodzi się spotkanie, widać hierarchię nauczany-nauczający, trzeba wysilić pamięć. Czytanie, zapis przy tym wydają się jakieś sztuczne. Notatka w kalendarzu nie zastąpi żywej pamięci o czyichś imieninach. Miło jest mieć Internet, który wspomoże, przypomni, ale budować na nim tradycję… Zwyczaje przechodzą z dziada pradziada, ale przekaz z Interneta, prędkiego Interneta to już nie tradycja.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.