Serce słuchające

XVII niedziela zwykła, lit. słowa: 1 Krl 3,5.7–12; Rz 8,28–30; Mt 13,44–52

Racz więc dać Twemu słudze serce pełne rozsądku (dosłownie „słuchające”) do sądzenia Twego ludu i rozróżniania dobra i zła, bo któż zdoła sądzić ten lud Twój tak liczny? (1 Krl 3,9).

Salomon poprosił Boga o to, co Bogu najbardziej się spodobało: o „serce słuchające”, aby umiał rozróżniać dobro i zło i mógł dobrze służyć jako władca. „Słuchające” oznacza takie, które potrafi wsłuchać się w głos Boga, głos objawiający, co jest prawdą i co jest sprawiedliwe, a co fałszywe i niesprawiedliwe. W tak sformułowanej prośbie zawiera się pragnienie odkrywania Bożego sądu i przekazywania go ludziom. Salomon prosi zatem o zdolność służenia ludziom w imieniu Boga, a nie swoim własnym. Właśnie o takiej władzy mówi Pan Jezus w Ewangelii, nazywając władzę służbą.

Właściwa prośba znajduje u Boga od razu odpowiedź, i to taką, która przerasta prośby i oczekiwania proszącego. Zadowolenie Boga z prośby Salomona wskazuje, o co sami powinniśmy się modlić i co nam samym jest najbardziej potrzebne: serce słuchające, zdolne rozróżniać dobro od zła. Wpierw potrzebne jest to nam w naszym życiu duchowym. Nieustannie przychodzą na nas rozmaite myśli, a także propozycje z zewnątrz. Wszystko to musimy umiejętnie rozróżniać i odrzucać to, co złe, a przyjmować dobre. Ta sztuka rozróżniania jest podstawą sztuki życia. To jest prawdziwy skarb, dla którego warto pozostawić wszystko inne, jak to opowiadają dwie przypowieści z dzisiejszej Ewangelii. Tworzą one jak gdyby jedną przypowieść w dwóch wersjach. Pierwsza mówi o ubogim człowieku, który najmuje się do pracy na cudzym polu. Kiedy zobaczył na tym polu skarb, ukrył go ponownie, a następnie sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę (Mt 13,44). Druga przypowieść mówi natomiast o człowieku bogatym, który handlował perłami, wówczas najdroższym towarem. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją (Mt 13,46). Obaj zatem, i bogaty, i biedny, sprzedali wszystko, co mieli, aby kupić to, co odkryli. I, co niezmiernie interesujące, każdemu dopiero kiedy sprzedał wszystko, starczyło na kupno upragnionego skarbu. Taka jest prawda o królestwie Bożym, które można nabyć jedynie za „wszystko”, co się posiada. Nie za określoną cenę, jednakową dla wszystkich, ale za wszystko, co się ma. Jeżeli coś sobie zostawimy, wówczas to coś nam uniemożliwi zdobycie królestwa. Tak właśnie stało się z tak zwanym „bogatym młodzieńcem”, któremu Pan Jezus polecił:

Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną (Mk 10,21).

Niestety, nie było go na to stać i nie poszedł za Jezusem. Podobny sens mają wypowiedzi o potrzebie oddania swojego życia, aby można je było otrzymać. Jeżeli ktoś pragnie zachować to życie, straci je. Radosnego dawcę miłuje Bóg (2 Kor 9,7).

Przypowieść następna od innej strony mówi o tajemnicy królestwa Bożego. Nawiązuje ona do końca świata i sądu Bożego, podczas którego nastąpi oddzielenie dobrych od złych i odrzucenie tych ostatnich. W przypowieści o zasiewie Pan Jezus tłumaczył, że zło posiał na świecie szatan i ci, którzy są źli, są jego dziećmi. To właśnie ci, którzy poszli za szatanem, którzy przyjęli jego słowo, są źli i ich to aniołowie na końcu czasu wrzucą w piec rozpalony (Mt 13,50). Aby lepiej zrozumieć, o co właściwie chodzi, warto przypomnieć sobie tajemnicę grzechu pierworodnego, która została opisana w historii biblijnej w postaci opowiadania. Bóg, stwarzając ludzi, stworzył ich dobrymi, On sam nadał im imiona. Natomiast na skutek przyjęcia podszeptu węża i pójścia za nim człowiek zgrzeszył, odcinając się od Boga i zaczął szukać swojej tożsamości poza więzią z Bogiem. Nowa tożsamość człowieka, jego nowe „ja”, wzięły się z sugestii węża, czyli szatana. Bóg nie zna takiego „ja”. On zna jedynie to prawdziwe „Ja”, które w nas umieścił. O nim mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu:

Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi (Rz 8,28n).

Taki był pierwotny zamiar Boga względem nas ludzi. Grzech przerwał realizację tego zamiaru. Trzeba było na nowo objawić nam, kim w istocie jesteśmy. Stało się to przez Jezusa Chrystusa. I teraz, znając tajemnicę grzechu pierworodnego, znając podstęp szatana, możemy wybierać naszą prawdziwą tożsamość, słuchając Chrystusa i idąc za Nim. Jeżeli to robimy, odzyskujemy nasze prawdziwe „Ja”, które zna Ojciec i zgodnie z dalszym ciągiem dzisiejszego czytania: zostajemy przeznaczeni i powołani, a jako powołani, usprawiedliwieni, a następnie obdarzeni chwałą (zob. Rz 8,30). Jednak ci, którzy trzymają się swojego fałszywego „ja”, wyrosłego z zasugerowanego przez szatana zwątpienia w bezinteresowną dobroć Boga, są obcy dla Boga. On ich nie zna. Pozostaje im tylko odnaleźć swoje prawdziwe „Ja”, aby mogli otrzymać obiecane synom Boga dziedzictwo. W tym celu trzeba się modlić dla nich o dar „serca słuchającego”, aby byli zdolni odróżnić prawdę od fałszu, dobro od zła.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 4, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także