Słowo dane „od początku”

Środa IV tygodnia okresu wielkanocnego, lit. słowa: Dz 12,24–13,5a; J 12,44–50

Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je (J 10,27).

Każdy z nas nosi w sobie prawdę, którą właściwie jest on sam, taki jakim go stworzył Bóg. Na początku Ewangelii św. Jan w Prologu pisze hymn o Słowie, które było en arche – „na początku”. Co jednak nie sprowadza się do jakiegoś początku czasowego, ale jest źródłem wszelkiego istnienia, źródłem, które zawiera w sobie jednocześnie zasadę i prawo rządzące istnieniem i życiem.

Dalej św. Jan pisze:

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi … była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi (J 1,4.9).

Każdy otrzymuje przy poczęciu światłość prawdziwą, która pozwala mu rozeznać, co jest prawdą, a co nie. Jest to dar od Boga, który jest śladem naszego podobieństwa do Niego. Oczywiście po grzechu pierworodnym to światło nieco przyciemniało, ale jednak istnieje w nas. Prawdziwa sztuka życia polega na umiejętności wybierania w życiu tego, co niesie tę samą prawdziwą światłość. Otrzymany dar wewnętrznego światła jest dla nas przewodnikiem na drodze rozeznania. Pan Jezus bardzo często odwołuje się do tego światła. Z żalem mówi do uczniów: Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? (Mk 8,18). Do Żydów ma pretensję, że nie potrafią rozpoznać w Nim posłańca od Boga. To wewnętrzne światło powinno nam wystarczyć, abyśmy potrafili odróżnić prawdę od fałszu. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi, że prawdziwym naszym sędzią jest słowo prawdy, które On głosi. Nie możemy się już wymówić, że nie wiedzieliśmy. Właśnie wiedzieliśmy, bo On nam je powiedział. To słowo pochodzące od Ojca powinno w nas odnaleźć potwierdzenie dzięki światłu, jakie zostało nam dane „od początku”. Jedno i drugie ma swoje źródło w Bogu. Nie ma zatem pomiędzy nimi żadnej sprzeczności. Dlaczego jednak nie rozpoznajemy i nie przyjmujemy słowa, które pochodzi od Ojca?

Jezus, głosząc słowo, nie mówi „od siebie, ale Ten, który Go posłał, Ojciec, On Mu nakazał, co ma powiedzieć i oznajmić” (zob. J 12,49). Takie zapewnienie daje Pan Jezus kilkakrotnie. Podobnie zresztą św. Paweł, głosząc Ewangelię, mówi, że nie głosi jej od siebie, ale głosi to, co mu objawił Jezus (zob. Ga 1,12). Pan Jezus jako Człowiek cały swój wysiłek skupia na tym, by głosić słowo Ojca. Wie, że nie może niczego ludzkiego do tych słów dodawać. Jest to konsekwencja przyjęcia ludzkiej kondycji i wynikającej z niej ograniczoności poznania. Pan Jezus wie, że ludzkie patrzenie nie daje nigdy absolutnego poznania prawdy. Jest ono możliwe jedynie w Bogu, czyli jako prawda od Niego przychodząca.

Na Ostatniej Wieczerzy obiecał uczniom posłać po swoim odejściu Ducha Prawdy, który ich doprowadzi do całej prawdy. Ten Duch także nie będzie mówił „od siebie”, ale będzie czerpał od Ojca, przejmując to, co Jezus już swoim słowem i czynem objawił. Rola Ducha Świętego sprowadza się do objawienia do końca tego wszystkiego, co już zostało objawione, a nie zostało jeszcze zrozumiane. Duch sam nie wprowadza niczego nowego. Nigdy nie mówi w swoim własnym imieniu, ale jedynie przypomina i prowadzi do zrozumienia. W dzisiejszym pierwszym czytaniu pojawia się chyba jedyne w całym Piśmie Świętym zdanie, w którym mówi On jako podmiot (Ja) wypowiedzi: rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła do dzieła, do którego ich powołałem (Dz 13,2). Ale jest to raczej pewien skrót myślowy mówiący o odczytaniu przez kogoś woli Ducha Świętego, a nie rzeczywista Jego wypowiedź. Wspólnota włożyła w usta Ducha Świętego coś, co odczytała podczas modlitwy lub z otrzymanego proroctwa jako pochodzące od Niego.

Na każdym etapie objawienia mamy do czynienia z odnoszeniem się do źródła, jakim jest Ojciec. Ci, którzy mają przekazywać Jego słowo, sami muszą całkowicie być Mu posłuszni i nie wnosić swoich ludzkich pomysłów do Bożego Objawienia, choćby się im wydawały najbardziej oczywiste. Pamiętamy ostrą odpowiedź Pana Jezusa na próbę „pocieszenia” przez Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie (Mt 16,23).

Najważniejsze w naszym życiu jest odczytanie i przyjęcie Bożego słowa. Przykazanie Jego jest życiem wiecznym (J 12,50). Jeżeli go nie przyjmiemy, tracimy coś, do czego jesteśmy zaproszeni: udział w Jego życiu. Mamy w sobie wewnętrznego Nauczyciela i mamy słowo prawdy, które nam objawił Jezus. Od nas zależy przyjęcie lub odrzucenie tego słowa, co praktycznie oznacza przyjęcie lub odrzucenie prawdziwego życia.

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2b, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także