Słup Obłoku i Ognia prowadzący do Ziemi Obiecanej

Sam Pan Jezus przedstawiał dar Eucharystii w perspektywie naszej drogi do Ziemi Obiecanej: „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. (…) Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” (J 6,49.51). W Kościele zawsze podkreślano, iż Eucharystia – każda Eucharystia, a nie tylko ta przyjmowana w godzinę śmierci – jest wiatykiem.

Sam Pan Jezus przedstawiał dar Eucharystii w perspektywie naszej drogi do Ziemi Obiecanej: „Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. (…) Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.” (J 6,49.51). W Kościele zawsze podkreślano, iż Eucharystia – każda Eucharystia, a nie tylko ta przyjmowana w godzinę śmierci – jest wiatykiem. Oczywiście, wiatykiem w szczególnym znaczeniu jest Komunia św. przyjmowana w obliczu śmierci, jednakże pewien wymiar wiatyku ma też każda przyjęta przez nas Eucharystia[1].

Jeśli uważnie wczytać się w powyższe słowa Pana Jezusa, trudno nie zauważyć, że Eucharystia jest nie tylko manną Ludu dążącego do życia wiecznego, ale jest zarazem jego Słupem Obłoku i Ognia. Opisaną w Księdze Wyjścia wędrówkę Ludu Bożego do ziemi Kanaan da się pokazać za mapie, a prowadzący potomków Jakuba słup obłoku w dzień i słup ognia w nocy był zewnętrznym znakiem Bożej zbawczej Obecności. Eucharystia natomiast jest Obecnością Bożą, która cały Lud i poszczególnych jego członków ogarnia również od wewnątrz, i nie tylko umacnia, ale coraz bardziej przemienia nas w jedno z Jezusem, czyni nas Jego Ciałem.

Chrześcijanie praktycznie od zawsze mają świadomość tego, że Eucharystia tworzy Kościół, lud dążący i przeznaczony do życia wiecznego. Dopiero dzięki niej mamy najdosłowniej bezpośredni dostęp do samego Jezusa i do Jego darów. Eucharystia tworzy Kościół nie tylko w tym sensie, że wierzący w Chrystusa, zbierając się wokół ołtarza i przyjmując Komunię świętą, tworzą wspólnotę Kościoła, ale i w tym sensie, że uczestnicząc w Eucharystii (jeżeli tylko nasze uczestnictwo jest autentyczne) nabieramy coraz większego podobieństwa do Chrystusa, dokonuje się coraz głębsze nasze uchrystusowienie.

Przywołam może dwa pochodzące z II wieku świadectwa, jak dosłownie to eucharystyczne uchrystusowienie rozumiano już w pierwszych pokoleniach Kościoła. Święty Ignacy z Antiochii (+ ok. 108 r.), kiedy dowiedział się, że chrześcijanie rzymscy zamierzają nie dopuścić do wykonania na nim kary śmierci – a zgodnie z sentencją wyroku, miał być rzucony na pożarcie lwom – w następujących słowach błaga ich, ażeby mu tej krzywdy nie czynili:

„Zaklinam was, nie okazujcie mi niewczesnej życzliwości. Pozwólcie mi być żerem dzikich zwierząt, bo przez nie dojdę do Boga. Jestem pszenicą Bożą i na mąkę mnie ścierają zęby dzikich zwierząt, bym się stał czystym chlebem Chrystusa”[2]. Eucharystyczna symbolika tej niezwykłej prośby Ignacego jest oczywista. Według późniejszego opisu męczeństwa świętego Ignacego, chrześcijanie zebrali szczątki jego ciała, jakie pozostały na arenie, i zawinęli w obrus ołtarzowy niby eucharystyczną ofiarę.

Również we współczesnej liturgii wyraźnie się to podkreśla, że przez sprawowanie Eucharystii nie tylko chleb i wino doznają przemiany w Ciało i Krew Pańską, ale i my sami, jeżeli naprawdę w niej uczestniczymy, doznajemy coraz głębszej przemiany w Chrystusa. „Spraw, abyśmy posileni Ciałem i Krwią Twojego Syna i napełnieni Duchem Świętym, stali się jednym ciałem i jedną duszą w Chrystusie” – prosimy w trzeciej modlitwie eucharystycznej. Podobnie w modlitwie czwartej: „Spraw, aby wszyscy, którzy będą spożywali ten sam Chleb i pili z jednego Kielicha, zostali przez Ducha Świętego złączeni w jedno ciało, i stali się w Chrystusie żywą ofiarą ku Twojej chwale”. Odpowiedniki tych próśb znajdują się we wszystkich używanych w obecnej liturgii modlitwach eucharystycznych.

Sama Opatrzność zatroszczyła się o to, ażeby w śmierci niejednego męczennika wręcz naocznie można było zobaczyć, że to dzięki Eucharystii dokonuje się nasze uchrystusowienie. Bo przecież to nie przypadek, że święty biskup Stanisław umarł podczas sprawowania Mszy świętej, że świętemu Andrzejowi Boboli prześladowcy wyrzeźbili nożami na plecach krzyż z łacińskiego ornatu, że z kolei ksiądz Jerzy Popiełuszko wyjechał na śmierć męczeńską zaraz po odprawieniu Mszy świętej. Przykładów tego rodzaju można by mnożyć.

Przejmujące świadectwo uchrystusowienia eucharystycznego, świadectwo poniekąd utożsamienia męczennika z ofiarą eucharystyczną, zostawił przez sam sposób przyjmowania zadawanej mu śmierci (było to w roku ok. 160) biskup Smyrny, Polikarp: „Podał w tył ręce do przywiązania, i był jak baranek najprzedniejszy, wybrany z licznej trzody na ofiarę, na miłe całopalenie, przygotowane dla Boga wszechmogącego, i rzekł: (…) Błogosławię Ciebie, że mnie uczyniłeś godnym tego dnia i tej godziny, bym pośród liczby męczenników miał udział w kielichu Chrystusa Twego. (…) Obym wśród nich dzisiaj stanął przed obliczem Twoim jako ofiara piękna i przyjemna, tak właśnie jak mnie przygotowałeś”[3].

Do swojego męczeństwa przystępował Polikarp w ubraniu, w jakim zwykł odprawiać Eucharystię, i w ogóle zachowywał się tak, jakby miał odprawić swoją ostatnią w życiu Eucharystię[4].

Chciałoby się niemal go zapytać: Polikarpie, gdzie masz chleb i wino; jakżeż ty odprawisz Eucharystię bez chleba i bez wina? A Polikarp siebie samego oddawał wtedy Chrystusowi, ażeby On raczył go do końca upodobnić do Siebie.

Przypomnę tu jeszcze myśl św. Cyryla z Jerozolimy, który stwierdza (co w polskim tłumaczeniu, niestety, zostało zagubione), że spożywając Ciało i Krew Pańską, stajemy się syssomoi kai synaimoi Christou, concorporei et consangues Christi – „współcieleśni i współkrwiści z Chrystusem”[5].

Oczywiście, nie są to tezy, które powinniśmy odczytywać dosłownie. One nie mówią, że przed każdym, kto przyjął Komunię świętą, należy klękać, że jest on już wtedy cały przemieniony w Ciało i Krew Chrystusa. Wszyscy rozumiemy, że chodzi o coś innego, tym niemniej o coś szczególnie ważnego, choć trudnego do nazwania. Św. Grzegorz Wielki mówił wręcz, że dzięki Komunii świętej dokonuje się nasza asymilacja w Ciało Chrystusa: „Czyż nie nazywamy dusz ludzkich pokarmem Pana, które dlatego są stworzone, aby dostały się do Jego Ciała, to jest by dążyły do powiększenia Kościoła wiecznego?”[6].

Dzięki darowi Eucharystii nie tylko poszczególni chrześcijanie, ale my wszyscy jako Kościół dostępujemy nieosiągalnego ludzkimi siłami zjednoczenia z Chrystusem i stopniowo – również jako wspólnota, jako Kościół – dojrzewamy do życia wiecznego. I to jeszcze trzeba podkreślić, że każde świadome i autentyczne uczestnictwo w Ofierze eucharystycznej manifestuje – również wówczas, kiedy tego sobie do końca nie uświadamiamy – powszechność odkupienia i wynikającą z tego potrzebę misyjnej działalności Kościoła. Przecież my jako Kościół jesteśmy, a powinniśmy być jak najwięcej, sakramentem zbawienia świata.

Odrębne słowo należy się jeszcze adoracji eucharystycznej. Zazwyczaj znaczy ona dla nas, i bardzo słusznie – uklęknąć czy usiąść przed Panem Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie i tak otwierać się na tę Boską obecność, aby ona ogarniała mnie i umacniała, by rozświetlała moje życie. A przecież Jezus obecny w Eucharystii to nie tylko Syn Boży, ogarniający nas miłością z wyżyn swojej boskości. Jezus to zarazem Przewodnik do zbawienia i wstawiający się za nami Arcykapłan. On przyszedł do nas, żeby stać się naszym przewodnikiem, niejako nowym Mojżeszem. Jest On jednak niewyobrażalnie mocniejszy niż Mojżesz. Mojżesz prowadził lud Boży do doczesnej ziemi obiecanej, Syn Boży ma moc wprowadzić nas do ziemi obiecanej życia wiecznego. Jest On Arcykapłanem, który jako jedyny wstawia się za nami skutecznie, „gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12).

Zatem adoracja eucharystyczna może mieć również taką formę, że my przychodzimy do naszego Arcykapłana z serdeczną nadzieją, że to On będzie uwielbiał swojego Ojca w naszym imieniu, a my się do Niego tylko przyłączymy, i że to On będzie błagał swojego Ojca w sprawach dla nas najważniejszych, a my pod to Jego błaganie się tylko niejako podwiążemy.

Przedruk za: J. Salij, Dar Kościoła, Poznań 2007, Wydawnictwo W drodze.


I. Eucharystia – dar Światła

II. Eucharystia – słup Obłoku i Ognia prowadzący do Ziemi Obiecanej

III. Eucharystia – obrona przed Faraonem

IV. Eucharystia – przedsmak oglądania Boga

V. Eucharystia – szkoła miłości bliźniego


[1] Por. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, 3 q.73 a.4.

[2] Ignacy z Antiochii, List do Rzymian, 4,1-2; w: Pisma Ojców Apostolskich, tłum. Arkadiusz Lisiecki, Poznań 1924 „Pisma Ojców Kościoła”, t. 1 s. 228.

[3] Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, 4,15,32-34; tłum. Arkadiusz Lisiecki, Poznań 1924 „Pisma Ojców Kościoła”, t. 3 s.168.

[4] Por. J. Kettel, Martyrium und Eucharistie, Geist und Leben 30 (1957) s.34-47.

[5] W przekładzie polskim to sformułowanie, niestety, zostało zbanalizowane. Por. Cyryl Jerozolimski, Katechezy przedchrzcielne i mistagogiczne, 22,3; tłum. Wojciech Kania, Kraków 2000, „Biblioteka Ojców Kościoła”, t.14 s.335.

[6] Św. Grzegorz Wielki, Homilie na Ewangelie, 17,16; tłum. Władysław Szołdrski, Warszawa 1970, „Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy”, t. 3 wyd.2 s.111.

 

Zobacz także