Śmiertelne nieporozumienie

Wtorek III tygodnia okresu wielkanocnego, lit. słowa: Dz 7,51–59; 8,1; J 6,30–35

Rozbieżności i konfliktów ciąg dalszy. Tym razem przyjmują one w pierwszym czytaniu tragiczny obrót: Szczepan został zabity przez swoich wrogów. Zatwardziałość serca zdecydowanie kroczy w kierunku nienawiści i zbrodni.

Taki dramatyczny porządek pokazuje nie tylko Pismo Święte, ale i klasyczny dramat grecki czy późniejsi dramatopisarze z Szekspirem na czele. Kto sieje zło, zbiera nieszczęście (Ps 22,8) – jest to prawo moralne, które rządzi ludzkim losem. Okazuje się, że nie można bezkarnie ignorować prawdy i tworzyć sobie własnej prawdy i dobra według wymyślonej filozofii życiowej. Wcześniej czy później natrafimy na prawdziwy konflikt, w którym trzeba będzie się opowiedzieć po stronie prawdy lub kłamstwa. Wybór własnej filozofii, oderwanej od prawdy życia, niestety najczęściej prowadzi w takiej radykalnej sytuacji do wyboru kłamstwa. To jest, niestety, częsty przypadek w życiu ludzi. Prawda domaga się zdecydowania od początku. A to, niestety, wiąże się z potrzebą rezygnacji z własnych wyobrażeń i realizacji własnych chęci.

Bóg, przychodząc, zawsze zaskakuje. Dlatego do Jego rozpoznania nie wystarczą wyobrażenia powstałe na bazie przyjętej, skądinąd właściwej teologii. Potrzeba innej otwartości. Schematy, nawet zbudowane na podstawie Prawa i Słowa Bożego, nie dają właściwego kryterium rozpoznania. Takim kryterium będą owoce, ale te także trzeba umieć rozpoznawać. W Ewangelii mamy przykład takiego konfliktu. Żydzi przyszli do Jezusa po doświadczeniu cudownego rozmnożenia chleba i domagali się od Niego znaku: Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Można by im odpowiedzieć: „No właśnie go pokazał przez rozmnożenie chleba. Czy nie widzicie tego?” Okazuje się, że tego albo nie widzieli, albo nie uznali za znak. Mieli jakieś inne pojęcie znaku, inne oczekiwania w tej materii. I znowu pojawia się problem wyobraźni i oczekiwań, które zaciemniają.

Potem nastąpiło dalsze nieporozumienie, o wiele trudniejsze, które w istocie stanowi dalszy ciąg wstępnego nieporozumienia.

Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu (J 6,32n).

Pan Jezus podpowiedział im, podając kryterium rozpoznania: chlebem, który rzeczywiście daje Bóg, jest ten, który daje życie wieczne. Tylko taki chleb może być nazwany „Bożym chlebem” czy chlebem danym od Boga. Jest to logiczne i jasne. Chleb, który zaspokaja jedynie doraźnie głód w życiu ziemskim, jest tak czy inaczej chlebem ziemskim. Bóg, jeżeli daje, to zawsze daje według swojej miary i dlatego chleb od Niego jest chlebem na życie wieczne. I właśnie tym chlebem jest On sam. Tutaj także widać konsekwentnie: prawdziwym chlebem Bożym może być jedynie On sam, bo Bóg, dając, nie daje czegoś, ale daje siebie samego. Na tym polega tajemnica Boga i Jego daru. Można było o niej wywnioskować z autentycznego, pogłębionego czytania Pisma Świętego.

Żydzi jednak, ciągle myśląc w swoim schemacie, pragną chleba, który zaspokoi ostatecznie ich naturalny głód. Podobnie było z Samarytanką przy studni, która chciała „wody żywej, aby nie musiała więcej przychodzić i czerpać ze studni” (zob. J 4,15). Podobnie w dzisiejszym pierwszym czytaniu mamy do czynienia z nieporozumieniem. W tym przypadku wynika ono wyraźnie z braku chęci słuchania. Święty Szczepan głosił Chrystusa zmartwychwstałego, którego widział zasiadającego po prawicy Ojca, a Żydzi zatykali sobie uszy, uważając od razu te słowa za bluźnierstwo. Jeden z nich, późniejszy św. Paweł, sam poznał później tę prawdę i ją głosił właśnie w takiej wizji Chrystusa jako Pana.

Dialog nieporozumienia Jezusa z Żydami ciągnął się dalej:

Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie (J 6,35).

Pan Jezus podejmuje ich słowa, ale odpowiada ze swojej perspektywy. Ciekawi fakt, że nie stara się wytłumaczyć na ich poziomie tego, o co Mu chodzi. Wiedząc o nieporozumieniu, konsekwentnie mówi ze swego poziomu i nie zniża się do ich rozumienia. To zdumiewa. Nie jest to jedyne miejsce, w którym Pan Jezus nie schodzi na poziom swoich rozmówców, nie robi tego, czego dzisiaj oczekuje się od homiletów i katechetów. W tej postawie czuć uparte domaganie się od słuchaczy wejścia na właściwy poziom rozumienia. W tym uporze zawiera się jakaś racja. Przecież jeżeli było Go stać na to, by być Człowiekiem i ludzkim głosem przemawiać, to takie zejście na poziom myślenia słuchaczy byłoby już drobiazgiem. Dlaczego jednak go nie wykonuje? Widać, że tego nie może robić, bo zaprzeczyłby sobie i temu, co głosi. Aby zrozumieć Jezusa, trzeba z naszej strony wysiłku opuszczenia swojego myślenia i podjęcia trudu pójścia za Jego myśleniem. Ten wysiłek i trud jest warunkiem udzielenia nam rozumienia. Bo to przecież nam powinno zależeć na tym zrozumieniu. Nie jest to łaskawy gest z naszej strony.

Druga racja, być może zasadnicza, to fakt, że trzeba przyjąć Jego słowa bardzo konkretnie: Ja jestem chlebem – to znaczy, że rzeczywiście jest pokarmem, czyli czymś, bez czego giniemy z głodu. Jest to zatem bardzo konkretne, praktyczne wskazanie: trzeba nam się Nim karmić.

 

Włodzimierz Zatorski OSB

 

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2b, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także