Smutek Omni czyli dyskusja o krzyżach

Nie jestem w stanie zaangażować się emocjonalnie w dyskusję na temat obecności/nieobecności krzyży czy innych chrześcijańskich symboli w tzw. "przestrzeni publicznej". Widzę czasem jak mądrzy i pobożni (z pewnością pobożniejsi ode mnie) ludzie - świeccy i duchowni różnych stopni hierarchii - piszą i dyskutują na ten temat, starając się za wszelką cenę nie dopuścić do zniknięcia znaków wiary ze szkół, urzędów itp. miejsc. A mnie - aż strach powiedzieć - na ten moment jest to kompletnie obojętne.

Nie wyrażam bynajmniej przez to poprawności politycznej, ani też nie wynika to z postawy "dialogicznej", rozumianej jako przede wszystkim oddanie z miejsca całego pola "tym drugim", aby ich, broń Boże, czymś nie zadrażnić. Nie czuję się poruszony zadawanymi (zwykle dramatycznym tonem) przez przeciwników krzyży pytaniami: "Czyż żyjemy w państwie wyznaniowym!?" i podobnymi. (Dziwię się ewentualnie troszkę zdeklarowanym ateistom, bo gdybym ja takowym był – a potrafię sobie siebie doskonale w takiej roli wyobrazić – miałbym głęboko w poważaniu wszystkie gadżety, które ludzie religijni wieszają na ścianach, o ile oczywiście nie wymagaliby ode mnie, abym ich wiarę podzielał.) Powód mojej obojętności jest inny.

Moim zdaniem problem jest sztuczny. Wynika z jakiejś niemożności zauważenia, że chrystianizacja przestrzeni publicznej nie ma zgoła nic wspólnego z tym czy na ścianach budynków publicznych wiszą krzyże czy też nie. I że to, że one tam są powinno być tylko (albo aż) widocznym znakiem jakiejś realności – inaczej nie ma to większego sensu. Realność ta to prawdziwa i głęboka wiara większości społeczeństwa. Czyli coś, co nie istnieje. Nie stan zastany, ale może… zadany?

I nie chodzi tu o poddanie się terrorowi myślenia demokratycznego, które uzależnia prawdę od tego, że większość coś za prawdę przyjmuje. Chodzi o adekwatność obecności znaku wiary do stanu wiary. Jeśli jej brakuje to krzyż może sobie wisieć – i co z tego? Kwiatki na ścianie też wiszą. A myślę, że wolałbym, aby np. w sądzie, gdzie dwoje katolików bierze rozwód wisiały kwiatki a nie krzyż.

Kusi mnie, żeby powiedzieć więcej, a mianowicie, że jest to problem zastępczy, generator szumu medialnego dającego pozór trwającej walki aksjologicznej i odwracającego uwagę od rzeczywistego katastrofalnego stanu naszej wiary. Czy Kościół w Polsce naprawdę nie ma większych problemów, niż krzyże w szkołach i urzędach? Myślę, że ma i to fundamentalne, a nie mam bynajmniej na myśli skandali pedofilskich czy innych tego typu rzeczy. Liturgia (!!!!!!!). Kaznodziejstwo. Duszpasterstwo. Katecheza. Sposób sprawowania władzy. Chore układy wewnątrzkościelne. Kontakt biskupów z ludźmi (i w ogóle rzeczywistością). Nie wspominając o wszystkich problemach wynikających z naszych (tj. wiernych) grzechów: braku wiary i nawrócenia, miernoty duchowej i intelektualnej, hipokryzji, małości, głupoty, pychy, itd., itd. To są rzeczy, którymi powinniśmy wszyscy się zajmować, tak aby Dobra Nowina znajdowała dla siebie miejsce w umysłach i sercach ludzi. Inaczej co nam po krzyżach? Mi w każdym razie nic a nic. 

W moim odczuciu Kościół jest w strasznym kryzysie, być może nawet na krawędzi rozpadu (czego, z racji dużej inercji, na samym wierzchu nie widać) i w tym kontekście batalia o krzyże powoduje, że momentami chce mi się płakać z poczucia bezsensu. To jest znak Pratchettowskiej Omni, o której pisałem prawie dwa lata temu jako o religii na granicy śmierci, a ukrywającej ten fakt pod hipertrofią struktur. Im głośniej i napastliwiej ją manifestuje, tym jest smutniejsza. 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.