Spiritum nobis, Domine…

... tuae caritatis infunde, ut, quos sacramentis paschalibus satiasti, tua facias pietate concordes. Tą modlitwą kończy się msza Wigilii wielkanocnej, a doskonale oddaje ona moje odczucia z całego świętego Triduum. Concordes, mający jedno serce, jako jeden Kościół*). (Wpis będzie długi i dosyć wylewny, a dla postronnych może i nudny.)

Cieszę się, że Kościół święty ma tak wspaniałą i Boską liturgię. I że nasz Pan pozwala mi, grzesznemu, w niej uczestniczyć.

Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę przeżyłem w kościele św. Marcina. Wigilię – na Służewie. Dzisiejszą mszę poranną znowu u św. Marcina. I chcę teraz podziękować.

Naszemu Księdzu rektorowi, Andrzejowi, i księdzu Sławkowi, z którymi już od kilkunastu lat przeżywamy święte Triduum. Siostrze Dolores, dzięki której umiem śpiewać Ciemne Jutrznie, i wszystkim siostrom, z którymi od osiemnastu lat się modlę.

I wam, radości moja i chlubo (niech wolno mi będzie zacytować Apostoła; napisałbym najchętniej: wam, moim ukochanym dzieciom – ale się obrazicie 😉 – więc niech zostanie radość i chluba), nowicjusze służewieccy, którzyście mnie zaprosili. Nie wiem, co sobie ludzie pomyśleli, zobaczywszy na moim krześle kartkę z dużym napisem Sedes magistri… Zresztą, było ciemno, więc może nawet nikt nie zauważył. A dziś rano sobie uświadomiłem, że znowu nie widziałem legendarnej Adeli, więc ciągle pozostaje ona dla mnie dominikańskim mitem.

To była prawdziwa wigilia, prawie pięciogodzinna, rzeczywiste, zgodnie z etymologią, czuwanie, nie-spanie, bo mimo zmęczenia spać się nie chciało aż do rana. Widzieć przejętych braci, którzy pierwszy raz w habitach obchodzili Wielkanoc – wierzcie mi, to coś, dla czego warto żyć. (Tak samo, jak widzieć papieża w czasie wielkanocnej mszy, który mocno wsparty na swojej feruli słucha Ewangelii, i z radosną twarzą intonuje Credo.) I dziękuję nieznanej pani, która wraz z córką o trzeciej w nocy podwiozła mnie pod sam dom, po drodze rozmawiając z zainteresowaniem o przekładach Pisma. A w domu, przy drzwiach, obudzone i radosne Nessa i Phoebe. Myślę, że w jakiś tajemniczy sposób one też wiedzą, co to za Dzień.

A teraz, specjalnie dla „Michałka”, kilka uwag o liturgii wigilijnej. Przede wszystkim, ornaty, które są obrazą Boską. Doszedłem do wniosku, że trzeba ogłosić jakąś składkę, żeby w końcu na Służewie kupili porządne i piękne ornaty. Ktoś z czytających chętny, aby wesprzeć to zbożne dzieło? Komitet się zorganizuje, pieniądze zbierze, i ornaty kupi, a te koszmar-ornaty, które obecnie są w użyciu, będzie można ukryć w najciemniejszych szufladach zakrystii. Dalej, gadający i zachęcający do oklasków koncelebransi, siedzący akurat przede mną: ojcowie drodzy, to jest święta liturgia, a nie wiec… Brakowało mi też zwykłych pieśni wielkanocnych – Otrzyjcie już łzy, Zwycięzca śmierci… Takie zwykłe, proste pieśni, które każdy zna. Wolę je od szlagierowych „Baranków młodych”, chyba dwa razy śpiewanych w czasie nocnej liturgii. (Ale mam plan, jak te koszmarne „Baranki młode” wyplenić, korzystając z watykańskich pomocy.) I jeszcze – ‘alleluja’, które schola wtrącała do Exsultet – przecież wielkanocne ‘alleluja’ ma swoje specjalne miejsce w liturgii, kiedy jest uroczyście intonowane – i tu mi zabrakło gregoriańskiej melodii do tego, pierwszego po Wielkim Poście, ‘alleluja’. To jest niezwykła melodia, trzykrotne ‘alleluja’, coraz wyżej śpiewane. W Watykanie, diakon przed papieżem śpiewa: Beatissime Pater, annuntio vobis gaudium magnum, quod est Alleluia – to wyraźnie pokazuje, jak ważne miejsce w tej liturgii ma ten śpiew. ‘Alleluja’ przy Exsultet jakoś psuje zamysł liturgii. I jeszcze Kanon rzymski – ale to temat na osobny wpis.

Tak naprawdę, kiedy słucham Exsultet albo Kanonu rzymskiego, to odruchowo w głowie słyszę je po łacinie, a melodie „dominikańskie” mi w tym przeszkadzają. Co poradzić, tak jak mieszkańcy Northumbrii w czasach Bedy, jestem do szpiku kości rzymski.

Ech, zaraz mi powiedzą, że narzekam i się czepiam, ale to naprawdę na prośbę "Michałka" 😉

A fragment z Exsultet, który dla mnie brzmi szczególnie poruszająco: Haec nox est, in qua, destructis vinculis mortis, Christus ab inferis victor ascendit. W Niedzielę wieczorem, jak głos z drugiego chóru, jak echo, zabrzmią do tego wersu słowa z nieszpornego hymnu:

Consurgit Christus tumulo,
victor redit de barathro,
tyrannum trudens vinculo
et paradisum reserans.

Na tym koniec mojej wielkanocnej wylewności. Powinien być jakiś obrazek, ale chyba już wszystkie wykorzystałem… zaraz, wezmę Fra Angelico z mejla od jednego z moich byłych dominikańskich uczniów, Michała O.

Per sua sancta vulnera, gloriosa, custodiat nos et conservet Christus Dominus. Amen.

*) Wigilia wielkanocna wzmaga to poczucie jedności także poprzez litanię do Wszystkich Świętych, kiedy nagle słychać szum ich szat pośród nas.

Resurrectio

PS Jeśli dobrze pamiętam, to dziś jest też rocznica chrztu św. Augustyna, który ochrzczony został właśnie w Wielką Noc, 4 IV.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Marcin L. Morawski

Marcin L. Morawski na Liturgia.pl

Filolog (ale nie lingwista) o mentalności Anglosasa z czasów Bedy. Szczególnie bliska jest mu teologia Wielkiej Soboty. Miłośnik Tolkiena, angielskiej herbaty, Loreeny McKennitt i psów wszelkich ras. Uczy greki, łaciny i gockiego. Czasami coś tłumaczy, zdarza mu się i wiersz napisać. Interesuje się greką biblijną oraz średniowieczną literaturą łacińską i angielską. Członek International Society of Anglo-Saxonists, Henry Bradshaw Society.