Spojrzenie Boga

IV niedziela wielkiego postu, lit. słowa: 1 Sm 16,1b.6–7.10–13a; Ef 5,8–14; J 9,1–41

Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus (Ef 5,14).

Takie jest dzisiejsze wezwanie, z jakim Kościół zwraca się do nas. Odnosi się ono do wszystkich. Nie ma nikogo, kto z racji swojej funkcji, powołania czy stanowiska zajmowanego w Kościele nie potrzebowałby nawrócenia, metanoi, czyli zmiany widzenia, sposobu patrzenia oraz rozumienia siebie i życia.

Nasze ludzkie spojrzenie jest naznaczone zewnętrznością, oceną na podstawie wyglądu, porównania z czymś innym. Sam Bóg na to zwraca uwagę Samuelowi: nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce (1 Sm 16,7).

„Spojrzenie Boga jest WSZYSTKIM w życiu duchowym” – napisał bardzo trafnie Michel Philip Laroch, prawosławny archidiakon. Istotne dla nas jest zatem dochodzenie do tego „spojrzenia Boga”, Bożego patrzenia. o tym mówi bardzo pięknie dzisiejsza Ewangelia w historii uzdrowienia niewidomego od urodzenia. Jest to w pewnym sensie historia każdego z nas, każdemu bowiem brak tego właściwego widzenia. a wszystko po to, aby na nas, podobnie jak na tym niewidomym od urodzenia „objawiły się sprawy Boże”.

Jezus przed uzdrowieniem niewidomego powiedział: Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata (J 9,5). Po tym dopiero nałożył błoto na oczy niewidomego i polecił mu pójść się obmyć w sadzawce Siloe. w działaniu Boga w odniesieniu do człowieka bardzo istotne jest współdziałanie człowieka. Bóg nigdy się nie narzuca, On wychodzi z propozycją, daje człowiekowi polecenia, posyła go do kogoś lub daje mu konkretne doświadczenie w życiu. Rozstrzygająca okazuje się jednak odpowiedź człowieka na Boże działanie. Niewidomy czyni wszystko bez jakiegokolwiek oporu, z prostotą dziecka. Tę prostotę człowieka mówiącego: tak, tak; nie, nie (Mt 5,37) widać dalej w jego spotkaniach z faryzeuszami. w swojej szczerości opowiada wszystko, trzymając się ściśle faktów. Na próby podważenia autentyczności cudu odpowiada upartym powtarzaniem prawdy. Dzięki temu zaczyna odkrywać w samym wydarzeniu coś więcej. Paradoksalnie pomagają mu w tym zarzuty faryzeuszy. Ich ataki bardzo zdecydowanie stawiają przed nim pytania o Tego, który go uzdrowił. Wcześniej jakby o Nim zapomniał! Trzymając się prawdy faktów, przy pomocy najprostszego wnioskowania, w oparciu o znane wszystkim Boże słowo, odkrywa, że Ten, który tego dokonał, jest Prorokiem.

Od doświadczenia przyjętego w prostocie i później na podstawie wnioskowania niewidomy dochodzi do odkrycia głębszej prawdy. w tym miejscu pojawia się dyspozycja do następnego etapu: sam Pan Jezus spotyka go ponownie i otwiera mu oczy na nowo, tym razem na inne światło, na światło, o którym powiedział na początku, światło, którym jest On sam: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? (…) Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie (J 9,35.37). Naturalne światło oczu i tak się w końcu przyćmi. Niewidomy otrzymuje dar widzenia światła, które nigdy nie gaśnie. i o takie widzenie ostatecznie chodzi w naszym życiu.

Chrześcijanin to człowiek, który widzi Chrystusa, słucha Go, zawierza Mu i przez to sam staje się światłem dla świata. Jest to jednak zawsze światłość w Panu, jak pisze św. Paweł. Dlatego dostrzeżenie Chrystusa, przejrzenie oczami własnego serca, pozostaje dla nas zasadniczym celem w życiu na ziemi. Na tej drodze bardzo ważna jest postawa prostoty, otwarcia się na prawdę taką, jaką jest. Właśnie taką prostotę miał niewidomy z dzisiejszej Ewangelii. Jego postawę jeszcze lepiej widać, gdy się ją zestawi z postawą uzdrowionego paralityka z piątego rozdziału Ewangelii św. Jana. Tamtego zgubił brak owej konsekwentnej prostoty i otwarcia na prawdę. Samo uzdrowienie cielesne nie doprowadziło go do wiary, która daje życie wieczne.

Ludzi, którzy prawdziwie widzą i stają się światłością w Panu, można poznać po ich czynach: Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda (Ef 5,9). Musimy badać, co jest miłe Panu. i strzec się udziału w bezowocnych czynach ciemności (Ef 5,10n). Nikt z nas nie jest z tego zwolniony. Aby jednak prawdziwie mieć udział w sprawiedliwych czynach, trzeba rozpoznać Chrystusa, trzeba się obudzić z letargu. Dzisiaj to wezwanie św. Pawła nabiera szczególnej mocy. Nie można liczyć na to, że inni będą święci, a my jakoś przy nich się zbawimy. Nie! Każdy z nas sam musi otworzyć oczy i zacząć widzieć prawdziwie oczami Chrystusa.

Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus!! (Ef 5,14).

Włodzimierz Zatorski OSB

Fragment książki „Rozważania liturgiczne na każdy dzień”, t. 2a, Tyniec 2010. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.

 

Zobacz także