Stanisław Szczyciński, Pasja według Świętego Jana

W Tyńcu Pasja, więc pozwolę sobie zamieścić recenzję (sprzed roku) dotyczącą nagrania tegoż dzieła.

Pasja jest płytą zaskakującą. Okładka przywodzi jednoznacznie na myśl typowe oratorium. Nie przypuszczałem oczywiście, wkładając krążek do odtwarzacza, że usłyszę barokową formę. Spodziewałem się, że będzie to dzieło współczesne, ale zanurzone w bardzo konkretnej tradycji. Tymczasem jest to konglomerat.

Nie ma się co doszukiwać podobieństw do płyty Stanisława Szczycińskiego sprzed lat Missa de Angelis a.d. 1995 (nie znajdziemy tu również atmosfery piosenek zespołu Mikroklimat, innego projektu Stanisława Szczycińskiego). To nie takie łączenie stylów. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z dość bliską barokowym korzeniom pasją, ale śpiew jakby jest bardziej archaiczny, a harmonie i brzmienia jakby nowocześniejsze.
 

Szczyciński z lubością stosuje dysonanse. Połączenie retoryki muzycznej i trudnych współbrzmień kojarzy mi się z melodiami Gesualda da Venosy. Jednak Pasja jest dużo spokojniejsza niż madrygały XVII-wecznego twórcy. Emocje jakie budzi śmierć Boga musiałyby zostać wykrzyczane tak rozdzierająco, że nie pomieściłaby tego żadna forma muzyczna… trzeba więc szukać innych środków.

 

Kompozytor wpadł na pomysł, który sprawia, że dzieło jest szczególne. Zaprosił do śpiewania wokalistów kojarzonych głównie z chorałem (Bornus Consort). Jeden z najlepszych w Polsce kantorów, Robert Pożarski, wykonuje większość partii. Jego szorstki głos i niespotykane techniki śpiewacze inspirowane m.in. grecką muzyką liturgiczną sprawiają, że nagranie nie brzmi zupełnie oratoryjnie. Album Szczycińskiego to coś pomiędzy proklamowaniem Ewangelii w kościele a utworem przeznaczonym do filharmonii.

 

Pasja jest trudnym do opracowania muzycznego tekstem. Podobnie jak Credo zwykle sprawia największe kłopoty komponującym msze, tak tutaj cały przekaz ewangeliczny nie jest łatwy do umuzycznienia. Trudność polega choćby na tym, że św. Jan nie zastosował wielu dialogów, prawie o wszystkim opowiada narrator. Nie ma więc miejsca na popisy chóru czy jakieś duety. Przy założeniu, że pierwszorzędną rolę ma łatwość zrozumienia przez słuchaczy słów, trudno też wspomóc się bogatym instrumentarium.

Kwintet smyczkowy, Camerata Vistula, nie ma szans pokazać swej wirtuozerii, trudno nawet powiedzieć, żeby towarzyszył śpiewowi. Poza pięcioma czterogłosowymi pieśniami wplecionymi pomiędzy ewangeliczne fragmenty oraz dwóm częściom instrumentalnym smyczki rzadko grają ciągłą melodię, to raczej pojedyncze dźwięki podkreślające przekaz słowny. Szczególnie przejmująco dynamizują ostrymi pociągnięciami partie tłumu.

 

Same zaś pieśni, niemające bezpośredniego zanurzenia w tekście świętym, a przez co wydawałoby się podatniejsze na eksperymenty muzyczne, również nie okazują się być polem do kompozytorskiego rozpasania. Są lamentacyjne, zawodzące – krótkie teksty aż proszą się o powtarzanie ich w kółko. I tak się właśnie dzieje, to wariacje na jednej dominującej emocji, jednej ale mającej wiele odcieni. Są próbą wyrażenia żalu – modlitewnego, ale też – wręcz przeciwnie, bardzo przyziemnego.
 

Przez ofiarę modlitwy w Ogrójcu to ponad cztery minutowy utwór, w którym uwaga twórcy skoncentrowana została na zawodzącym powtarzaniu imienia zbawiciela. Słuchając nieuważnie można by odnieść wrażenie, że to muzyczny odpowiednik rozpowszechnionej głównie na wschodzie modlitwy serca. Zasada, by imię Jezusa było w całej Pasji wyróżniane ozdobnikami, tu doprowadzone do skrajności – słuchamy przez dłuży czas jakby wielkiego ozdobnika.
 

Szczyciński próbuje cały swój talent włożyć w dość jednostajne i smętne wzywanie boskiego Imienia w taki sposób, by nie nużyć. Korzysta z technik polifonicznych, ale – w wypadku tej pieśni – nie wspiera się instrumentarium. Powoduje to wrażenie ascetyczności, ale technika kompozytorska jest zbyt bogata, by mówić o ascezie. Rzadkie to zjawisko, by prostotę oddać umiejętnie w sposób skomplikowany.
 

Kompozytor znany jest również jako pianista. I nie zapomniał o roli fortepianu w swej najnowszej produkcji. Ale nie tylko zwykłego, ale też elektrycznego fortepianu Fendera. Zaskakująco dobrze sprawdza się ten instrument, podkreśla nowoczesny charakter dzieła. Wprowadza też trochę łagodności, łączy, uspójnia ascetyczne dźwięki, nie wyobrażam sobie, by zastąpić go klawesynem, który, wydawałoby się, byłby w oratorium naturalniejszy.
 

Płyta na pewno jest dobrą pomocą w przeżyciu ostatnich dni Wielkiego Postu – okresu Męki Pańskiej. (Pytanie tylko dlaczego ukazuje się dopiero pod koniec Wielkiego Postu). Może nawet dałoby się kiedyś wykonywać tę Pasję podczas liturgii. To nie tylko zresztą dzieło muzyczne, do płyty dołączony jest fotograficzny mini-album Jacka Elberta ukazujący, że cały nasz materialny świat przesiąknięty jest symbolem krzyża – okienna rama, fragment ogrodzenia, wszystko mówi o największym dramacie, jaki się dokonał na ziemi.
 


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Michał Buczkowski

Michał Buczkowski na Liturgia.pl

Katolik, mąż, ojciec, Polak, dziennikarz i tak dalej.