„Stara msza” w Roku Wiary

Z perspektywy czasu, przy okazji Roku Wiary, z coraz większą oczywistością widać, że temat pierwszego dokumentu soborowego nie był przypadkiem. Ojcowie soborowi pokazali Kto jest na pierwszym miejscu w życiu Kościoła. To Bóg w liturgii jest źródłem siły Mistycznego Ciała Chrystusa oraz szczytem, do którego dążą wszystkie jego działania.

W ramach Roku Wiary tu i ówdzie pojawiają się teksty o tematyce ostatniego soboru. Jeśli zaś pojawia się temat Vaticanum II to i jasnym jest, że należy poruszyć kwestię liturgii. Nie trudno jednak odnieść wrażenia, że wszyscy autorzy powielają znane od lat konstrukcje. Ma się czasem wrażenie, że pisząc te teksty korzystają ze stworzonego wcześniej schematu, w który jedynie trzeba wstawić pewne słowa oraz postawić w odpowiednim miejscu znaki interpunkcyjne.

Jednakże ze świecą szukać autora, który zwracałby uwagę na liturgię, która po pierwsze obecna była przed Soborem. Po drugie, dla której konstytucja Sacrosanctum Concilium była pisana. Po trzecie, która celebrowana była w katolickich świątyniach obrządku łacińskiego jeszcze kilka lat po Soborze. Wreszcie po czwarte, która gotowa jest i dzisiaj karmić duchowość dzieci Kościoła. Pokolenia już posoborowego, które tzw. starej Mszy nie znało ze zwyczajnej wizyty w kościele, ale najczęściej odkrywało ją i pokochało jakby w katakumbach. Pokolenia, które instynktownie czuło, że gdzieś są głęboko schowane piękne rzeczy, które należy jedynie odkurzyć i wprowadzić w katolicki krwioobieg.

Nie chodzi o walkę. Nikt nie chce zaklinać rzeczywistości i przeciwstawiać tzw. nowej Mszy starej liturgii. Choć niewątpliwie wiele kwestii spornych związanych z „odnowionym” porządkiem Mszy Świętej trudno obronić poznając historię liturgii i wierząc w nieustanną opiekę Ducha Świętego nad Kościołem (nie tylko w pierwszych wiekach). Wspomnieć tylko o nowym kierunku celebracji, mitologizacji II Modlitwy Eucharystycznej czy haśle „powrotu do źródeł”.

Paradoksalnie w czasach ateizacji czy w najlepszym wypadku tzw. neutralności światopoglądowej całych społeczeństw wymagania wobec Kościoła wzrastają. Pociągnie młodych ludzi jedynie prawda, dobro i piękno. Także w liturgii. Prawda, na którą liturgia powinna jednoznacznie wskazywać. Dobro, którego ona udziela i którego jest nośnikiem. Wreszcie piękna, które swoje źródło ma w harmonii samego Boga. Triada znana już starożytnym filozofom nadal pozostaje aktualna. Chrześcijaństwo w swojej ewangelicznej nowości identyfikuje je z Osobą Boga jako ich Źródła i ostatecznego Weryfikatora.

Rok Wiary stanie się kolejnym pobożnym życzenie z pięknymi hasłami na plakatach jeśli nie będzie okazją do poznania liturgii Kościoła i jej korzeni. Stanie się przespanym czasem samozadowolenia z ciągle powtarzanymi hasłami. Liturgia, która swoimi korzeniami sięga starożytności ma wielką moc ewangelizacyjną. To prawda, że chyba mało komu Nadzwyczajna Forma Rytu Rzymskiego kojarzy się z Nową Ewangelizacją. Nadchodzący czas to niewątpliwie szansa na pokazanie, że stary ryt wnosi w liturgiczne życie Kościoła świeżość i pewnego rodzaju nowość. Wystarczy jedynie to odkryć i w to uwierzyć…


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Paweł Beyga

Student Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Od kilku lat katolik chodzący na starą mszę, ale nie tradycjonalista ekstremalny. Pasjonat teologii liturgii.