Stare rzeczy są nowe czyli o Ireneuszu z Lyonu

Wspominamy dzisiaj św. Ireneusza z Lyonu, postać ze wszech miar niezwykłą, a jednocześnie mało znaną, w każdym razie biorąc pod uwagę genialność jego myśli. Niewielu było w historii chrześcijaństwa takich autorów jak Ireneusz, których wizja teologiczna byłaby tak potężna, a którzy nie odwoływaliby się przy tym do filozofii.

W sensie biograficznym, Ireneusz stanowi w dużej mierze białą plamę*. Najstarszym źródłem przekazującym pewne szczegóły jego życia jest jego własne opus magnum czyli składający się z pięciu ksiąg traktat Elegchos kai anatrope tes pseudonymou gnoseos (Zdemaskowanie i odparcie fałszywej gnozy), zachowany w całości tylko po łacinie i znany pod skrótowym (i nieco "spłaszczającym") tytułem Adversus haereses. Pierwszy szkic quasibiograficzny – oparty i na dziele Ireneusza i na informacjach skądinąd – znajdujemy w Historii kościelnej nieocenionego Euzebiusza z Cezarei, powstałej w drugiej dekadzie IV w. (sam Ireneusz nie żył już wówczas od co najmniej 110 lat). Jedną z najistotniejszych informacji, jakie można wydobyć z obu tych źródeł jest to, że biskup Lyonu (czy też, aby było bardziej poprawnie historycznie: Lugdunum) wcale z tego miasta nie pochodził. Mało tego, jego ojczyzną w ogóle nie była żadna z zachodnich prowincji cesarstwa. We wczesnej młodości był uczniem św. Polikarpa, który miał być uczniem św. Jana Apostoła, co dość jednoznacznie mówi, że pochodził z Azji Mniejszej, być może z samej Smyrny, której Polikarp był biskupem.

Ale muszę się powstrzymać przed wpakowaniem się na siodło, inaczej przedobrzę.

Teologii Ireneusza nie da się streścić bez szkody dla niej. I nie mam zamiaru bynajmniej tego robić. Tak naprawdę chcę tylko przywołać jeden fragment, którego treść wydaje mi się niezwykle trafna.

Tym, którzy wytrwają w swej miłości do Boga, ofiarowuje On jedność z samym Sobą. Jedność zaś z Bogiem to życie, światło i radość ze wszystkich dóbr płynących od niego. Lecz na wszystkich, którzy wedle swych intencji/myśli odstąpili od Boga, sprowadza On oddzielenie od Siebie. Oddzielenie zaś od Boga to śmierć, a oddzielenie od światła to ciemność, wreszcie oddzielenie od Boga jest odrzuceniem wszystkich dóbr, które od Niego płyną. Ci więc, którzy przez apostazję odrzucili te wcześniej wspomniane rzeczy, zaiste pozbawieni są wszelkich dóbr [i] zaznają wszelkiej kary, Bóg jednak nie jest tym, który prowadzi ich do kary, spada ona na nich z racji tego, że pozbawieni są wszelkich dóbr (Adversus haereses V,27,2).

Pomiędzy tymi, którzy tęsknią do wizerunku Boga-sędziego, karzącego ogniem i siarką grzech człowieka, a tymi, którzy mniej lub bardziej zdecydowanie relatywizują znaczenie tego grzechu i głoszą brak konsekwencji, optyka Ireneusza wydaje mi się być łykiem świeżego powietrza. A przecież ma ponad 1800 lat.

_________________________________________________
*) A propos naszych ostatnich dyskusji wokół hagiografii. Ireneusz jest w Kościele czczony jako męczennik. Tymczasem jako pierwszy o jego męczeństwie pisze dopiero Grzegorz z Tours (VI w.) A jak dla mnie, to Ireneusz do świętości wcale męczeństwa nie potrzebował.


Wpisy blogowe i komentarze użytkowników wyrażają osobiste poglądy autorów. Ich opinii nie należy utożsamiać z poglądami redakcji serwisu Liturgia.pl ani Wydawcy serwisu, Fundacji Dominikański Ośrodek Liturgiczny.

Zobacz także

Tomasz Dekert

Tomasz Dekert na Liturgia.pl

Urodzony w 1979 r., doktor religioznawstwa UJ, wykładowca w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Główne zainteresowania: literatura judaizmu intertestamentalnego, historia i teologia wczesnego chrześcijaństwa, chrześcijańska literatura apokryficzna, antropologia kulturowa (a zwłaszcza możliwości jej zastosowania do poprzednio wymienionych dziedzin), języki starożytne. Autor książki „Teoria rekapitulacji Ireneusza z Lyonu w świetle starożytnych koncepcji na temat Adama” (WAM, Kraków 2007) i artykułów m.in. w „Teofilu”, „Studia Laurentiana” i „Studia Religiologica”. Mąż, ojciec czterech córek i dwóch synów.